- W strefie można bić świnie spoza strefy i mięso z nich pozyskane sprzedawać w strefie i poza nią. Nie jest to dobra informacja dla hodowców w strefie - wyjaśnia Mariusz Nackowski, członek Stowarzyszenia Producentów Trzody Chlewnej „Podlasie" oraz pełnomocnik Stowarzyszenia Polskich Producentów Trzody Chlewnej Forum „TCH".

Jak wyjaśnia Nackowski , zakłady mięsne w strefie, które zaczęły przymierzać się do przerobu mięsa ze strefy lub do zamknięcia zakładów, w tej chwili nie będą skupowały mięsa z tych terenów ze względu na obostrzenia. A jest ich niemało. Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 6 lutego br. w przypadku przemieszczania świń z obszaru objętego ograniczeniami poza ten obszar niezbędne jest uzyskanie pozwolenia powiatowego lekarza weterynarii właściwego ze względu na miejsce pochodzenia świń oraz świadectwo zdrowia wystawione przez urzędowego lekarza weterynarii na podstawie badania klinicznego świń przeprowadzonego nie wcześniej niż 24 godziny przed wysyłką tych świń.

Restrykcje dotyczą również warunków uboju. Musi on odbywać się w oddzielnym cyklu, najlepiej na końcu uboju aby zapobiec dodatkowej dezynfekcji pomiędzy cyklami ubojowymi. Wszystkie produkty ubojowe muszą być oddzielone i poddane pełnej identyfikacji aż do wyrobu finalnego.

ozyskane mięso musi być przetworzone w zakładzie bezpośrednio po rozbiorze, który z kolei musi odbywać się w oddzielnym cyklu. Zastosowana obróbka termiczna przy produkcji z wyrobów z tego mięsa musi przekroczyć temperaturę 80oC.

- W zakładzie przy produkcji naszych wyrobów stosujemy w większości obróbkę do uzyskania temperatury 70oC wewnątrz produktu - wyjaśnia jeden z zakładów mięsnych, który odmówił zakupu tuczników od Mariusza Nackowskiego.

Te oraz inne obostrzenia, dotyczące m.in. podrobów powodują, że zakłady przetwórcze nie chcą skupywać trzody z terenów strefy buforowej.

- Prowadzenie ubojów a zwłaszcza rozbioru półtusz w oddzielnych cyklach prowadzi do dezorganizacji pracy, oddzielne przechowywanie półtusz i mięsa porozbiorowogo wymaga dodatkowej pracy i prowadzenia dodatkowej dokumentacji, prowadzi to także do wzrostu kosztów mycia i dezynfekcji - wyjaśnia zakład z Podlasia.