Jest dramatycznie - mówi Tadeusz Blicharski z Polskiego Związku Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej "POLSUS", który tłumaczy: od dawna nie mieliśmy tylu loch w rzeźniach. Rzeźnie, które ubijały 2-3 sztuki dziennie, teraz ubijają nawet 30 sztuk. Zamiast odbudowy stada będziemy mieli regres, spadek pogłowia. A to odbije się negatywnie na rolnikach, bo zakłady mięsne powiedzą, że skoro na rynku nie ma wystarczającej ilości surowca, musimy kupować za granicą. A to będzie kolejny cios w naszą branżę. Liczyliśmy na stopniową, powolna odbudowę - nawet pewne możliwości odbudowywania eksportu - dzisiaj wygląda to tragicznie.

Z danych „Polsusa" wynika, że w punktach skupu za żywą wagę oferuje się teraz 2,80 zł za kilogram. Na lepszą cenę mogą liczyć tylko dostawcy większej partii towaru ze stałymi umowami. Ale i tak jest to wciąż poniżej kosztów produkcji. A wszystko zaczęło się wraz z wybuchem afery dioksynowej w Niemczech.

Afera niemiecka zdruzgotała cały rynek europejski. W Niemczech zapotrzebowanie na wieprzowinę drastycznie spadło, a co za tym idzie spadły ceny rynkowe mięsa oraz przetworów. Dotknęło to teraz Holendrów i Duńczyków. Na przykład Duńczycy sprzedawali do tej pory 35 tysięcy prosiąt do Niemiec. W styczniu sprzedaż spadła do 20 tysięcy sztuk tygodniowo. W Niemczech pojawił się nadmiar mięsa wieprzowego, które nie mogło być sprzedane do Chin, bo Chiny zamknęły granicę dla niemieckich produktów. W efekcie nadwyżki trafiają na rynek polski. My nie mamy dostępu do faktur i nie znamy cen, ale te ceny muszą być na tyle atrakcyjne, że opłaci się wysyłać transporty z mięsem do Polski i przekładać uboje naszych świń, aby przerabiać mięso niemieckie. Zakłady mięsne albo wstrzymały zakup od polskich rolników, albo oferują bardzo niską cenę. Niemcy powinni zapłacić za to, co zrobili z reputacją europejskiej branży mięsnej. Odbudowanie wizerunku marketingowego wieprzowiny z Unii Europejskiej będzie bardzo trudne - tłumaczy dyrektor biura „Polsusa".

Komisja Europejska planuje już ratunek dla unijnych farmerów. Jeszcze w tym tygodniu ma podjąć decyzję o rynkowej interwencji. Mówi się o wprowadzeniu dopłat do prywatnego przechowalnictwa.

To do niczego dobrego nie prowadzi. To jest przerzucenie problemu na następne miesiące Najlepszym rozwiązaniem byłyby dotacje do eksportu - kończy Tadeusz Blicharski.

Podobał się artykuł? Podziel się!