PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

Żywienie świń na mokro czy na sucho?

Żywienie świń na mokro czy na sucho? Fot. Bartosz Wojtaszczyk

Autor: Tomasz Schwarz

Dodano: 04-02-2018 06:32

Tagi:

W branży od dawna panuje pogląd na temat ekonomicznej przewagi płynnego żywienia nad suchym. Czy tak jest w rzeczywistości i czy zawsze lepiej opłaca się żywić na mokro?



Opłacalność produkcji świń przypomina huśtawkę. Raz na górze, raz na dole i tak w kółko. Dlatego jednym z kluczowych zagadnień od wielu już lat stało się poszukiwanie metod pozwalających na złagodzenie tych zmian, powszechnie zwanych „cyklami świńskimi”, do poziomu, który zapewni opłacalność w dłuższym okresie czasu, ograniczając tym samym deficyt do wartości niezagrażających bankructwem gospodarstwa. Metod proponowanych jest wiele, jednak zdecydowana większość dotyczy modyfikacji żywienia. Mniej radykalne sposoby zakładają ograniczanie koncentracji drogich surowców w mieszankach, które dzięki zwiększeniu udziału komponentów tańszych pozwalają na wygenerowanie znaczących oszczędności. Przykładem może tu być częściowe zastępowanie poekstrakcyjnej śruty sojowej nasionami roślin strączkowych z upraw krajowych bądź poekstrakcyjną śrutą rzepakową. Spore pole manewru można też uzyskać, wprowadzając do mieszanek żyto w miejsce o wiele droższych pszenicy i jęczmienia. Zdaniem wielu specjalistów jednakże, aby zapewnić sobie stałą i radykalną poprawę wskaźników ekonomicznych, trzeba podjąć działania o charakterze bardziej trwałym, infrastrukturalnym, czyli zmienić całkowicie filozofię żywienia. Taką zmianą jest zastąpienie dominującego obecnie żywienia mieszankami suchymi, tzw. żywieniem płynnym. Czy pogląd o jego ekonomicznej efektywności jest słuszny?

Zaczyna się od kosztów

Jak każda radykalna zmiana w zakresie infrastruktury produkcyjnej, także i wprowadzenie płynnego żywienia wymaga znaczących inwestycji, a zatem poniesienia wysokich, a czasem nawet bardzo wysokich kosztów. Zatem patrząc na opłacalność tego systemu zadawania paszy, należy brać pod uwagę nie tylko bieżące koszty żywienia, lecz także konieczność zamortyzowania inwestycji w jak najkrótszym czasie, szczególnie jeśli była ona realizowana w oparciu o kredyt, który generuje dodatkowe, znaczące koszty obsługi odsetek. Nakłady inwestycyjne obejmują zakup instalacji oraz dostosowanie budynków i pomieszczeń, zatem ich wysokość nie będzie zależna tylko od wyboru producenta, lecz także od aktualnego statusu infrastrukturalnego fermy. Próba zamontowania nowoczesnych instalacji żywienia płynnego w pomieszczeniach z systemem utrzymania ściołowego jest pomysłem – delikatnie rzecz ujmując – chybionym, a mówiąc wprost: to po prostu czysty absurd. Poziom higieny takich pomieszczeń, który jest bardzo niski nawet w systemie żywienia na sucho, przy żywieniu płynnym staje się biologiczną bombą zegarową. W takiej zatem sytuacji należy liczyć się z dodatkowymi kosztami przebudowy i instalacji podłóg szczelinowych. Na fermach, które wcześniej zmieniły system utrzymania na bezściołowy, nakłady na zmianę systemu zadawania paszy będą znacząco niższe, a sama inwestycja – dużo łatwiejsza i mniej czasochłonna. Nie znaczy to jednak, że będzie tanio. Jeśli chcemy zakupić nowoczesny, bezpieczny i efektywny system, to próby oszczędzania na tym etapie mogą być bardzo ryzykowne. Ale nawet wśród instalacji znanych i uznanych różnice w cenach mogą być znaczne, wahając się od ok. 60-70 tys. zł w granicach dolnych do ok. 120-140 tys. zł w granicach górnych, w przeliczeniu na tysiąc stanowisk tuczowych. Skąd te różnice? Przede wszystkim jest to kwestia zastosowanych materiałów, liczby chronionych patentami rozwiązań oraz mocy i efektywności urządzeń pompujących i systemu czyszczenia rurociągów. Na cenę wpływa też spora liczba drobniejszych różnic o znaczeniu drugorzędnym, ale dającym się odczuć w portfelu. Łatwo jednak policzyć, że nawet inwestycja w rozwiązania najtańsze zwróci się dopiero wówczas, gdy na 1 świni wygenerujemy 60-70 zł dodatkowego czystego zysku. To w zasadzie niemożliwe. Jeśli wygenerujemy 30-40 zł, to inwestycja zwróci się w dwóch rzutach, ale i to może być wynik trudny do osiągnięcia.

Kiedy zatem się zwróci?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba najpierw zastanowić się, na czym w żywieniu płynnym można zarobić. A jest tych elementów kilka. Najczęściej podnoszonym i najbardziej przemawiającym do wyobraźni jest możliwość zastosowania tanich, wysokowartościowych surowców odpadowych z przemysłu rolno-spożywczego. Mamy tu zatem w zasięgu serwatkę, młóto browarne czy wywary gorzelnicze. Dodatkowo można to wszystko uzupełnić odpadami pokonsumpcyjnymi, takimi jak szczególnie popularne odpady piekarnicze czy rzadziej spotykane odpady z kuchni restauracji i barów. Każdy surowiec odpadowy włączony w skład pasz płynnego żywienia będzie powodował obniżenie kosztów i przyspieszenie zwrotu inwestycji, oczywiście pod warunkiem, że nie wygeneruje problemów zdrowotnych zwierząt, co przyniesie skutek odwrotny – ograniczenie parametrów produkcyjnych.
Optymiści twierdzą, że właściwie skomponowane pasze zadawane w systemie płynnym pozwalają obniżyć koszty żywienia o ok. 30-40 proc. w porównaniu do standardowego żywienia mieszankami suchymi złożonymi ze zbóż i śruty sojowej. Realiści mówią o różnicy w zakresie 15-20 proc., zaś pesymiści o ograniczeniu nakładów o 5-10 proc. Warto jednak zwrócić uwagę na rzadko spotykany fakt, że nawet pesymiści i malkontenci widzą możliwość uzyskania oszczędności.

Prosta kalkulacja pozwala określić, czy raczej w przybliżeniu oszacować stopę zwrotu inwestycji. Budynek na 1000 tuczników, przy przewidywanym przyroście średnim 90 kg (od 30 do 120) i średnim koszcie paszy 900 zł/tonę to koszt całkowity żywienia ok. 220 tys. zł. Obniżenie go o pesymistyczne 10 proc. oznacza 22 tys. zł oszczędności na jednym rzucie. Trzy rzuty powinny pozwolić na zwrot inwestycji w dolnych granicach kosztów w ciągu jednego roku produkcji. Nawet przy górnopółkowych systemach w zakresie najwyższych kosztów instalacji nie powinno to trwać dłużej niż 2 lata.

Tylko zmiana surowca?

Znacznie mniej medialne i trudniejsze do oszacowania, ale jednak występujące w żywieniu płynnym zjawisko to poprawa retencji paszy, innymi słowy obniżenie zużycia paszy na 1 kg przyrostu masy ciała świń. Dzięki podawaniu paszy w formie półpłynnej papki, która na dodatek jest wstępnie przefermentowana w wyniku dodatku mikroorganizmów probiotycznych syntetyzujących enzymy trawiące składniki paszy niestrawne dla monogastrycznych świń, uzyskiwany jest efekt poprawy statusu zdrowotnego przewodu pokarmowego i wzrostu strawności energii paszowej, co przekłada się na obniżenie zużycia paszy o 0,2-0,3 kg na 1 kg przyrostu. To bardzo duża wartość, jeśli przeliczymy ją na odpowiednią skalę produkcji. Przy jednorazowym rzucie 1000 tuczników pozwala oszacować oszczędność na ok. 25 ton paszy, czyli kolejne 20 tys. zł. I to właśnie wzięcie pod uwagę tego elementu odróżnia szacunki realistów od pesymistów, zwiększając oszczędności z 10 do ok. 20 proc. Taka wartość obniżenia nakładów pozwala na szacowanie stopy zwrotu inwestycji po jednym roku produkcji, nawet jeśli jest to nakład z górnej granicy. I trzeba podkreślić, że wciąż pozostajemy w granicy szacowania realnego i możliwego do osiągnięcia. Optymiści chcieliby widzieć możliwość zwrotu inwestycji w jednym, maksymalnie dwóch rzutach, ale takie przewidywania mogłyby się sprawdzić tylko w ekstremalnie idealnych warunkach rynkowych i absolutnie nie można traktować ich poważnie.

Czy to jest bezpieczne?

Bezpieczeństwo w takich rozważaniach należy rozumieć trojako. Przede wszystkim słysząc o zastosowaniu w żywieniu świń surowców odpadowych, wielu konsumentów zapała oburzeniem. Jak to, świnie dostają odpady, a my mamy potem jeść to mięso? Tak działa słowo „odpad”, które w tej sytuacji jest źle rozumiane i interpretowane. W warunkach gospodarstw rodzinnych, te dawne, szczęśliwe świnie, z których mięso było tak zdrowe i smaczne, zawsze były żywione właśnie odpadkami. Dostawały odpadki kuchenne, resztki ze stołu gospodarza, skiśnięte mleko, maślankę i serwatkę, jeśli w gospodarstwie były też krowy mleczne i prowadzono własną manufakturową produkcje masła i serów. I nikt wtedy nie widział w tym nic złego, a wręcz przeciwnie – wielu do dziś z rozrzewnieniem wspomina te dawne schaby i szynki. Ale ci sami, słysząc o żywieniu współczesnych świń surowcami odpadowymi, oburzają się i protestują. Zdarzają się oczywiście patologie, jak sprawa sprzed kilkunastu lat, gdy na polski rynek trafiły z Niemiec półtusze świń karmionych paszami natłuszczanymi toksycznym olejem transformatorowym. Są to jednak sytuacje marginalne, noszące wszelkie znamiona przestępstwa i na ich podstawie nie można kreować wizerunku całej branży. Surowiec odpadowy w żywieniu płynnym jest zwykle bezpieczny, a często nawet bezpieczniejszy od materiałów stosowanych w żywieniu mieszankami suchymi, ponieważ podlega surowym normatywom wynikającym z zasad produkcji żywności dla ludzi.

Bezpieczeństwo surowca to jednak nie to samo, co bezpieczeństwo stosowania go. Surowce odpadowe charakteryzują się niskim poziomem stabilności składu chemicznego, co wymusza częste analizy w celu modyfikacji składu pasz. Generuje to dodatkowe koszty i problemy logistyczne, ale zaniechanie w tym zakresie może skutkować złym zbilansowaniem pasz oraz pogorszeniem parametrów produkcyjnych i statusu zdrowotnego zwierząt. Podobnie jak w zakresie inwestycji, także i w tym aspekcie nie należy szukać dróg na skróty, bo mogą one być docelowo kosztowniejsze od tych prostych i pozornie drogich.

Jest jednak jeszcze trzecia kategoria zagrożenia, którego w tych rozważaniach nie można pominąć, ponieważ może być kluczowe dla opłacalności, a nawet sensowności całego przedsięwzięcia. Chodzi o dostępność surowców odpadowych i odległość, w której są możliwe do kupienia. Bywały sytuacje, w których producent zainwestował w system żywienia płynnego, mając w bliskiej odległości mleczarnię. Miał zatem źródło taniego, a bardzo wartościowego białka zwierzęcego z możliwością ciągłych świeżych dostaw przy niskich kosztach transportu. Redukcja pogłowia krów mlecznych w okolicy spowodowała zamknięcie mleczarni i źródło się skończyło. Albo może odbiorców serwatki było za mało, być może tylko ta nasza jedna przykładowa ferma, a przepisy ochrony środowiska zmusiły mleczarnię do zainwestowania w system suszenia serwatki z przeznaczeniem do produkcji drogiego dodatku stosowanego w żywieniu na sucho. Każda z tych sytuacji oznacza ten sam problem – brak podaży surowca stanowiącego podstawę obniżonych kosztów żywienia świń. Co można zrobić? Poszukać innej mleczarni, to wydaje się oczywiste. Jednak przy dużej odległości pojawia się ryzyko zjawiska, które w Polsce często nazywamy „skórka za wyprawkę”, czyli koszty transportu wyeliminują korzyści z zastosowania serwatki. Serwatka jest tylko przykładem, ale podobna sytuacja może mieć miejsce z każdym przewidywanym do stosowania surowcem, którego dostępność zależna jest nie od produkcji rolniczej (jak ma to miejsce w przypadku zbóż) tylko od nieco chimerycznych i nieprzewidywalnych uwarunkowań rynkowych. Z zaistnieniem takiego problemu, zwykle bardzo trudnego do przewidzenia, należy się zatem liczyć każdego dnia produkcji w systemie zadawania paszy mokrej.

Inwestować czy nie?

Pytanie o sens inwestycji w system żywienia płynnego pozostaje otwarte i bez wątpienia nie rozwiążemy tego dylematu raz na zawsze. Każde gospodarstwo ma inne uwarunkowania produkcyjno-inwestycyjne oraz odmienną dostępność surowców niezbędnych, aby żywienie „na mokro” było efektywne i opłacalne. Dlatego też każdorazowo inwestycja musi być poprzedzona dogłębną analizą wraz z oszacowaniem potencjalnych zagrożeń i opracowaniem z góry założonych metod zapobiegania im lub niwelowania ich skutków, jeśli wystąpią. Nie ma możliwości udzielenia uniwersalnej odpowiedzi, która będzie jedynie słusznym rozwiązaniem postawionego dylematu. W Polsce żywienie płynne jest wciąż systemem marginalnym wobec dominacji zadawania pełnoporcjowych mieszanek suchych. Jednakże przyczyną nader często nie są wysokie koszty inwestycji w system zadawania paszy, tylko brak dostępności surowców odpadowych. Niemałe znaczenie ma też wciąż duże rozdrobnienie produkcji, ponieważ sensowność inwestycji zaczyna się na poziomie 1000 stanowisk, a takich gospodarstw wciąż nie jest w naszym kraju dużo. Ale bez wątpienia jest to kierunek przyszłościowy, o czym świadczy chociażby znacząca proporcja gospodarstw skarmiających pasze płynne w krajach o większej średniej skali produkcji, takich jak Niemcy czy Dania. Jest to zjawisko korzystne nie tylko ekonomicznie, lecz także środowiskowo, ponieważ pozwala zagospodarować i efektywnie wykorzystać odpady, które choć nietoksyczne mogą stanowić poważne zagrożenie dla środowiska naturalnego z powodu wysokiej zawartości azotu i fosforu. Trzeba tylko ograniczyć stereotypy i przekonać konsumentów, że mięso świń żywionych takimi odpadkami nie stanowi zagrożenia, a nawet może być swego rodzaju powrotem do tradycji, tylko w nowocześniejszym, bardziej efektywnym wydaniu.

Artykuł ukazał się w październikowym wydaniu miesięcznika "Farmer"

"Płynne żywienie - kiedy się opłaca?" to nasz "Temat numeru" w wydaniu październikowym

Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (4)

  • Brian 2018-02-05 15:33:56
    Jesli ktos twierdzi ze przy żywieniu na mokro jest wiecej upadków tzn ze nie ma pojecia o hodowli swin
  • TrueMistrz 2018-02-04 20:18:21
    Świnie oderwane od koryta na ulicy zawodzą że demokracja jest łamana, mokro to mają Platformerskie tłumoki gdy Tusek do nich puści oczko :D
  • zacier123 2017-10-09 11:23:53
    ciekawe spostrzeżenie, skąd to wytrzasnąłeś że przy mokrym więcej świń zdycha?
  • rolnik44 2017-10-09 08:58:24
    przy mokrym wiecej świń zdycha
ZOBACZ WSZYSTKIE KOMENTARZE

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 54.224.166.141
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin serwisu

Drodzy Użytkownicy!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.

Zgłoś swoje propozycje zmian!


Dziękujemy za współpracę!