Tradycyjnie wypas kończy się w ostatniej dekadzie września. - W tym roku warunki pogodowe sprzyjają wypasowi - zauważył Kutyna.

Dodał, że tegoroczny sezon był dla hodowców owiec udany. - Trawy nie brakowało, a i większość wyprodukowanych w bacówkach wyrobów została sprzedana turystom - zaznaczył.

Podobnie jak w latach poprzednich największym zagrożeniem dla owiec były ataki wilków. - Przy stadach cały czas musiał przebywać człowiek wraz z kilkoma owczarkami podhalańskimi - podkreślił.

Na pastwiskach w Bieszczadach i Beskidzie Niskim od końca kwietnia wypasa się blisko 5 tys. owiec. Połowa z nich to były zwierzęta należące do baców z okolic Nowego Targu na Podhalu. Pozostałe stada są własnością miejscowych hodowców; większość z nich to górale z Podhala, którzy na stałe osiedlili się w Bieszczadach.

Zwierzęta wypasane są wokół bacówek m.in. w okolicach Nowego Łupkowa, Średniej Wsi w Bieszczadach czy Krempnej w Beskidzie Niskim. W każdej bacówce stado liczy od 500 do nawet 1500 sztuk.

Przez cały wypas każdy juhas opiekuje się co najmniej setką owiec. Musi je m.in. wydoić dwa, trzy razy dziennie; pierwszy udój zaczyna się o czwartej rano, ostatni o ósmej wieczorem.

Juhasi zajmują się też dostarczaniem mleka do mleczarni i wyrobem serów. Ważnym obowiązkiem jest również pilnowanie stad przed atakami wilków.

W Bieszczadach i Beskidzie Niskim wypasa się owce dwóch ras: polską owcę górską i cakiel podhalański. Należą one do niezbyt dużych zwierząt. Dostarczają skóry, wełnę, chude mięso, mleko do wyrobu serów owczych. Są dobrze przystosowane do niekorzystnych warunków środowiskowych, np. opadów i niskich temperatur.