Ten optymizm studzi jednak Inspekcja Weterynaryjna. To, że ryzyko przeniesienia wirusa na teren Polski nadal jest niewielkie, nie oznacza, że wcale go nie ma. Krzysztof Jażdżewski zastępca Głównego Lekarza Weterynarii: Przypominam, że rok temu ptasia grypa wybuchła wtedy, kiedy teoretycznie było spokojnie. Panował wówczas 25 stopniowy mróz i nic nie wskazywało, że zagrożenie wystąpienia wirusa jest wysokie. Mimo to, nakazu trzymania drobiu w zamknięciu na razie nie będzie. Odpowiednie rozporządzenie w tej sprawie zacznie obowiązywać w obliczu bezpośredniego zagrożenia, kiedy to ruszą wzmożone migracje dzikich ptaków. Jeśli wykryte zostaną przypadki wystąpienia choroby u naszych sąsiadów, wtedy podejmiemy decyzję o uruchomieniu dodatkowych środków ostrożności – zapowiada Krzysztof Jażdżewski zastępca Głównego Lekarza Weterynarii.

Jednak wygląda na to, że polscy konsumenci przyzwyczaili się już do ptasiej grypy. Informacje o dwóch przypadkach w Europie nie spowodowały spadku spożycia drobiu. Wręcz przeciwnie. Popyt na kurczaki rośnie. Leszek Kawski Krajowa Rada Drobiarstwa: w ostatnich dniach obserwujemy wzmożone zapotrzebowanie z tych rejonów na drób. Jak będzie dalej – zobaczymy.

Rosnący popyt to jedno a dość wysokie ceny to drugie. Zdaniem drobiarzy tak dobra koniunktura być może długo nie potrwa. Powód? Wielu hodowców postanowiło zwiększyć produkcję. A to na pewno spowoduje wzrost ilości towaru na rynku i w rezultacie spadek cen.

Źródło: TVP/ Redakcja rolna