Polscy rolnicy nie powinni obawiać się nagłego wystąpienia tej choroby w Polsce. Wąglik nie przenosi się drogą kropelkową, jedyna metoda zakażenia to kontakt bezpośredni.

- Wąglik to bakteria, która ma bardzo duże zdolności przetrwania w różnych warunkach. W tym rejonie, gdzie wystąpiła choroba możliwe jest, że zostały wypłukane przez wodę jakieś stare grzebowiska zwierząt. Jeszcze 40 lat temu w tamtych stronach padłe zwierzęta nie trafiały do utylizacji, lecz były grzebane. Tutaj doszukujemy się głównej przyczyny wystąpienia choroby u słowackiego bydła – podkreśla Jarosław Naze.

Zaraz po zgłoszeniu wystąpienia choroby w poniedziałek, Słowackie Radio Publiczne poinformowało w poniedziałek, że - trzy krowy ze wspomnianej farmy sprzedano do Polski.

Z kolei, jak poinformował PAP - Główny Lekarz Weterynarii Janusz Związek rozmawiał już ze swoim odpowiednikiem ze Słowacji, który zapewnił go, że od 9 września, czyli 30 dni przed wykryciem choroby, żadne zwierzęta z farmy w miejscowości Staszkovce w powiecie Stropkov nie trafiły do Polski.

- Czekam jeszcze na oficjalne pismo z tym potwierdzeniem. Nie sprowadzano do Polski słowackich krów ze stada zakażonego wąglikiem, nie ma potrzeby podejmowania nadzwyczajnych kroków – powiedział Janusz Związek.

Aktualizacja: Zwierzęta ze Słowacji trafiły jednak do Polski. Stało się to wcześniej niż 30 dni przed wykryciem choroby. W przypadku wąglika przyjmuje się 30-dniowy okres kwarantanny.

Podobał się artykuł? Podziel się!