Zwalczanie stonki ziemniaczanej od początku pojawienia się tego gatunku w Polsce opiera się głównie na środkach chemicznych i w dniu dzisiejszym nadal jest to podstawowa metoda w integrowanych programach zwalczania tego owada. Insektycydy zalecane obecnie w Polsce do zwalczania stonki (tab.1) należą prawie wyłącznie do toksyn działających na system nerwowy owadów. Obecnie do dyspozycji mamy zaledwie sześć grup chemicznych neurotoksyn, z których dwie bardzo ważne znikną w niedługim czasie z rejestru. Mowa o Bancolu 50 WP (pochodne nereistoksyny) oraz o Regencie 200 SC (fenylopirazole).

Stały, silny nacisk selekcyjny chemicznych środków na stonkę ziemniaczaną spowodował utrwalone dziś genetyczne zmiany tego gatunku, które wpływają na występowanie odporności na starsze, od dawna stosowane substancje aktywne z chemicznych grup związków fosforoorganicznych, karbaminianów, pyretroidów, i pochodnych nereistoksyny. W ostatnich latach dzięki szerokiemu wprowadzeniu nowych substancji grup chemicznych neonikotynoidów (np. Mospilan 20 SP) i fenylopirazoli (Regent 200 SC) problem odporności stonki ziemniaczanej nieco zmalał, a skuteczność zwalczania szkodnika wzrosła.

Rozwój odporności powodowany jest niewłaściwym, uproszczonym sposobem chemicznego zwalczania, polegającym na wykonywaniu na określonym obszarze, przez długi (wieloletni) okres czasu, zabiegów ochrony tym samym środkiem lub innym, lecz należącym do tej samej grupy chemicznej. Zjawisko to powoduje zwiększenie kosztów ochrony, straty w plonie ziemniaka oraz ograniczenie stosowania i sprzedaży mniej skutecznych insektycydów. W wieloletnich badaniach Instytutu Ochrony Roślin w Poznaniu stwierdzono, że w Polsce występują populacje stonki o zmniejszonej wrażliwości na szereg insektycydów. Spośród zalecanych obecnie środków owadobójczych dotyczy to jak wspominano głównie grupy pyretroidów, pochodnej nereistoksyny, związków fosforoorganicznych i karbaminianów. W ostatnich latach wśród rolników pojawiły się również pierwsze opinie o pogarszającym się działaniu neonikotynoidów i fipronilu. Zarówno firmy fitofarmaceutyczne jak i instytucje zajmujące się ochroną roślin nie lekceważą takich sygnałów.