Powszechny zakaz stosowania pasz GMO ma obowiązywać do 1 stycznia 2013 roku. Ministerstwo ze względu na wiele czynników chce jednak wydłużyć ten okres o cztery lata, tj. do 1 stycznia 2017 roku.
Projekt zmiany ustawy o paszach został skierowany do wielu podmiotów państwowych, a także działających na rynku pasz.
Jak powszechnie wiadomo pasze zawierające GMO używane są na terenie całej UE. Ponadto wprowadzenie takiego zakazu naruszało przepisy unijne – przede wszystkim zasadę swobodnego przepływu towarów, gdzie produkty zatwierdzone zgodnie z przepisami UE muszą być dopuszczone do obrotu we wszystkich państwach Unii.
Pomimo odłożenia w czasie wprowadzenia zakazu Komisja Europejska skierowała przeciwko Polsce skargę do ETS, wnosząc o uchybienie prawu UE oraz obciążenie Polski kosztami postępowania. Zdaniem KE samo odroczenie zakazu nie ma znaczenia, gdyż został on opublikowany wbrew przepisów UE.
Nowe przepisy pozwolą jednak na dokładną analizę wyników badań przeprowadzonych przez polskie instytuty ws. różnić pomiędzy paszami GM i ich konwencjonalnymi odpowiednikami. Okres dodatkowych czterech lat pozwoli na przeprowadzenie badań laboratoryjnych dot. zmian w tkankach i wykluczenia skarmiania paszami GMO jako przyczynę ich powstawania. Ponadto będzie można dokładnie oszacować możliwość zastąpienia pasz GMO komponentami krajowymi.
Negatywny skutek może pojawić się w związku z wystąpieniem trudności z zakupem tzw. tradycyjnych materiałów paszowych. Przykładowo zastąpienie śruty sojowe innym wysokobiałkowym komponentem będzie ograniczone czynnikami uprawowymi. W Polsce jest także wysoki deficyt białka paszowego, a także ww. zakaz może wpłynąć na osłabienie pozycji krajowych producentów zwierzą na rynku UE.

















... chyba zakaz nie "do" tylko "od 1 stycznia 2013"; nie wejdzie i bardzo dobrze, ponieważ po pierwsze nie ma wiarygodnych badań o szkodliwości GMO, po drugie pasze zdrożeją o 30%-40% i hodowla w UE by padła na całym "froncie". Unia stałaby się automatycznie importerem mięsa, padłby cały rynek produkcji pasz w Unii - tysiące ludzi straciłoby pracę, rolnicy-farmerzy straciliby źródło utrzymania, a żywność zdrożałaby przynajmniej o 20-30 %.
Fragment wywiadu z Seraninim
Roślina wchłania Roundup i nie usycha. Odporność oznaczałaby zwalczanie czynnika toksycznego – rośliny tego nie robią, one są Roundupem nasączone! Poziom Roundupu w USA w paszy GMO to 400 ppm ! (cząsteczek na milion). Nasze badania dowiodły, ze działanie toksyczne zaczyna się już przy poziomie 0,5 ppm, czyli w paszy GMO w USA poziom toksyczności jest 800 razy większy, a w paszy europejskiej 400 razy od dopuszczalnego poziomu. W takim dużym rozcieńczeniu działają hormony. I właśnie na hormony środki ochrony roślin wpływają w największym stopniu. Wpływ Roundupu widoczny jest szczególnie u dzieci, które są o wiele bardziej narażone niż dorośli. Najbardziej wrażliwe na toksyny są komórki ludzkiego łożyska.
Wtedy Monsanto zaczęło mówić: „To tylko komórki ludzkie w probówce.” Ale my przecież udowodniliśmy, że w warunkach „in vitro” u szczurów laboratoryjnych też pojawiają się efekty toksyczne. W rodzinach rolników stwierdzano takie skutki zwłaszcza u kobiet w ciąży. Jakich dowodów jeszcze trzeba? Jak można wszystkie te wyniki podważać, że „to tylko badania w probówce”, że „to tylko badania na szczurach”? Oni się zachowują tak, jakby im wzrok odebrało, tak, że nie widzą dowodów czarno na białym.
- Niektórzy farmerzy w USA sygnalizują, że gdy karmią swe zwierzęta soja, czy kukurydzą GMO, wtedy rozrodczość, szczególnie samców, pogarsza się. Czy istnieje związek pomiędzy konsumpcja GMO i płodnością, zwłaszcza mężczyzn?
Tak, już na pierwszych opakowaniach GMO były napisy – trzymać z dala od żywności i od paszy dla zwierząt. Następnie napis ten zniknął i wymyślono, że Roundupem będą polewane rośliny jadalne, kukurydza i soja. Doprowadzono obecnie do tego, że soja i kukurydza GMO to gąbki nasączone Roundupem. Logicznym tego skutkiem są zmiany w płodności i reprodukcji. Problemem jest tu fakt, że w USA nie znakuje się żywności i pasz GMO, co oznacza, że farmer nie wie, co podaje zwierzętom, nikt do końca nie wie, na co i z jakiego powodu ktoś choruje. W przypadku epidemii wirusowej chorobę widać natychmiast. Jeżeli rozwój choroby trwa miesiące i lata, bez oznakowania produktów nie można dostrzec przyczyn choroby.
- Wiele małżeństw ma obecnie problemy z płodnością. Czy może istnieć związek pomiędzy konsumpcja GMO a ich płodnością?
Jeżdżę z wykładami po całym świecie – do Indii, Rosji, ameryki i Europy. I podczas wykładu, zawsze zadaję jedno pytanie: „Kto z państwa na sali ma choroby układu rozrodczego, odpornościowego, nowotwory, choroby neurologiczne – wszystkie te choroby, których nie wywołują bakterie, wirusy, czy problemy genetyczne. Zatem proszę wszystkich, którzy maja w rodzinie takie tzw. „choroby cywilizacyjne” i wtedy cała widownia podnosi ręce do góry, – dlaczego tak się dzieje? Dlaczego wśród dzieci jest coraz więcej nowotworów mózgu i białaczki? Dzisiaj, co ósme małżeństwo już nie może mieć dzieci. W naszym instytucie zajmujemy się także problemami z płodnością. Obok nas znajduje się szpital i stad dobrze znamy przypadki bezpłodnych małżeństw. Wszystkie te pestycydy i trucizny środowiskowe zaburzają komunikowanie się komórek w organizmie.
Komórki w warunkach skażenia popełniają samobójstwo zamiast się rozwijać. Szczególnie mieszanki pestycydów doprowadzają do takich skutków, co widzimy u zwierząt laboratoryjnych, widzimy też ten efekt w badaniach epidemiologicznych. Specjaliści widzą jasno, że ludzkość niedocenia wpływu chemikaliów na nasze życie.
Rolnicy gdzie wasze pasze !!!
co się stało z polskimi paszami
trujecie nas i swoje zwierzęta