Spółka „Agro-Motors” prowadzi pierwszy salon firmowy Ursusa. Oprócz tego diler sprzedaje ciągniki takich marek, jak Farmtrac, TYM, Lovol. Właściciel i kierownik sprzedaży w „Agro-Motors”, Karol Pawłowski, dobrze ocenia wyniki dotychczasowej tegorocznej sprzedaży.

-Początek roku był szczególnie dobry dla Ursusa, przede wszystkim za sprawą modelu C-380. Ten ciągnik bije rekordy popularności – mówi Karol Pawłowski.

–Do kwietnia br. mogliśmy pochwalić się 35 zarejestrowanymi sztukami tego modelu. Ten ciągnik to przysłowiowy „strzał w dziesiątkę”, gdyż idealnie dopasowuje się do potrzeb naszych gospodarstw. Z powodzeniem może pełnić zarówno rolę ciągnika wiodącego, jak i pomocniczego, w zależności od areału i specyfiki produkcji - dodaje.

-W połowie roku wzrosło zaś zainteresowanie modelami większej mocy, szczególnie 110 KM, zaś obecnie najwięcej sprzedajemy Ursusów C-350 – wylicza szef firmy pod Głownem. - Ze względu na niewielką szerokość 138 cm, sprawdzają się w gospodarstwach sadowniczych, których w naszej okolicy jest wiele. Zainteresowane są nimi również samorządy, oraz małe firmy świadczące usługi komunalne, czy utrzymania zieleni. Łącznie do tej pory nasz salon opuściło około 90 sztuk ciągników Ursus.

Trudno więc zaprzeczyć, że zanosi się na udany rok. Według naszego rozmówcy, ten wynik byłby z pewnością lepszy, gdyby ARiMR zmienił zasady ofertowania przy realizacji unijnych programów wsparcia dla rolnictwa, a szczególnie programu „Modernizacji gospodarstw rolnych”. 

-Gdybyśmy mogli samodzielnie składać oferty w tym samym miejscu, gdzie wystawia oferty ARiMR, wyniki branży byłyby lepsze – przekonuje Karol Pawłowski.

-Zmiana wyszłaby na dobre również rolnikom. W ten sposób wykluczamy możliwość, że w trakcie kontroli urzędnik zakwestionuje wybór rolnik i to jego, a nie dilera obciąży odpowiedzialnością za błędny wybór oferty. Obecne zasady ofertowania są złe. Jeśli ciągnik chce u nas brać rolnik z Pomorza, to my się na to nie zgadzamy. Przecież koszty wynikające z potrzeby dokonywania przeglądów, serwisowania, czy napraw gwarancyjnych są tu nie do przyjęcia i kłócą się ze zdrowym rozsądkiem. Takie decyzje powinny być absurdalne również dla rolników i Agencji, bo przecież ta maszyna będzie wymagała napraw i serwisowania także po upływie opieki gwarancyjnej - zauważa Pawłowski.

Podobał się artykuł? Podziel się!