Seria 5M ciągników John Deere obejmuje cztery modele w zakresie mocy od 70 do 100 KM. To kompaktowe ciągniki, które sprawdzą się przede we wszelkich pracach w zagrodzie i lżejszych zadaniach polowych. To co wyróżnia maszyny, to specyfikacja wyposażenia dobrana na miarę potrzeb ciągnika uniwersalnego – do codziennej pracy przy agregatowaniu z różnego rodzaju sprzętem. Ich wyposażenie i komfort pracy będą więc nieco niższe niż w serii 5R, ale jednocześnie na wyższym poziomie w porównaniu do 5E. Na trwałość maszyn 5M wpływa przede wszystkim konstrukcja ramowa – szczególnie ważna przy pracach z ładowaczem. Znaczącymi atutami są też wysoka wydajność układu hydraulicznego (do 94 l/min.) oraz podnośnika (udźwig 3,6 tony).

Andrzej Kowalewski z miejscowości Pulsze w pow. bielskim gospodaruje na 65 ha, a głównym kierunkiem produkcji jest chów bydła mlecznego (74 sztuki bydła w tym 34 krowy mleczne). Ciągnik John Deere 5080M z ładowaczem czołowym 583 tej samej marki, służy mu od dwóch lat. Traktor nie jest wykorzystywany zbyt intensywnie, ale pracuje 365 dni w roku. Teraz licznik wskazuje 1100 mth. Jest to drugi pod względem mocy ciągnik w gospodarstwie. Największy to 7-letni John Deere 6420, którego niezawodność była ważnym czynnikiem w podjęciu decyzji o zakupie kolejnego John Deere-a, tym razem pomocniczego 5080M. Na decyzję wpłynęła też niewielka odległość (40 km) do dealera i serwisu – firmy Contractus. Oprócz wymienionych ciągników w gospodarstwie są jeszcze: Ursus 3512 oraz wiekowy Władymirec T-25.

Od momentu zakupu ciągnika rolnik nie miał żadnych problemów z maszyną, a kontakty z serwisem ograniczały się jedynie do okresowych przeglądów. Zapytany, dlaczego wybór padł na serię M, odpowiada: - Ciągnik jest prosty, z obsługą mechaniczną i komfortową kabiną z klimatyzacją. Przekładnia nie ma półbiegów, ale nie jest mi to potrzebne w ciągniku. Co ważne, traktor bardzo dobrze radzi sobie z ładowaczem czołowym. Jest wykorzystywany codziennie: dowozi kukurydzę i bele sianokiszonki, ładuje obornik. W polu służy do zwożenia balotów oraz czasem zasila stałokomorową prasę zwijającą także produkcji John Deere – model 623.

- Drugi raz kupiłbym ciągnik z tym samym wyposażeniem. Mając drugi, większy ciągnik, to jest zupełnie wystarczające. Dobrze dobrany jest też ładowacz, którym ustawiam bele na wysokość czterech rzędów – dodaje Kowalewski.

Taki sam model kompaktowego ciągnika pracuje od ponad roku u Marka Strenkowskiego z miejscowości Koziki Jałbrzyków Stok w pow. zambrowskim. W gospodarstwie o powierzchni 40 ha jest prowadzony chów bydła mlecznego – 40 krów dojnych, ze średnią miesięczną wydajnością na poziomie 7,5 tys. litrów. Traktor jest użytkowany od roku, jego licznik wskazuje teraz 350 mth. – Co skłoniło mnie do zakupu tego ciągnika? Jest on prosty i służy do lżejszych prac. Do cięższych mam John Deere-a 5820. Po za tym łatwa obsługa, mechaniczna skrzynia. Na pytanie, czy przydałoby się lepsze wyposażenie maszyny, odpowiada. Zawsze coś by się przydało, na przykład skrzynia powershift, ale to jest związane też z ceną. Tu natomiast wyposażenie jest dla mnie wystarczające – to wszystko wiąże się też z jego niższą ceną. „R-ka” jest już sporo droższa – tłumaczy Rolnik.

Kupując ciągnik rolnik dopłacił dodatkowo jedynie za przednie obciążniki oraz dodatkowe oświetlenie. Od mocniejszego 5820, M-kę odróżnia m.in. niższa moc, przekładnia bez półbiegów załączanych pod obciążeniem oraz brak układu sterowania podnośnikiem EHR.