Szybka i efektywna uprawa pożniwna to ważny element agrotechniki. Wraz ze wzrostem powierzchni gospodarstw rośnie zapotrzebowanie na duże, wydajne maszyny, które zapewnią nie tylko odpowiedni efekt uprawy, ale również terminowe jej wykonanie. Wśród tego rodzaju maszyn ważną rolę pełnią kompaktowe brony talerzowe, dzięki którym w płytkiej uprawie można osiągać duże wydajności powierzchniowe przy niższym niż w przypadku gruberów zapotrzebowaniu na moc ciągnika. W teście "Farmera" sprawdziliśmy 6-metrową, składaną hydraulicznie bronę talerzową GAL-C polskiej firmy Mandam. Cena katalogowa testowanej brony z wałem daszkowym opiewa na kwotę 47 620 zł, natomiast wersja podstawowa z wałem rurowym 540 mm kosztuje 45 160 zł (wszystkie podane ceny są kwotami netto). To górna półka cenowa, jeśli porównamy podobne maszyny polskich producentów, ale i tak znacznie taniej od zachodnich. Czy GAL-C wart jest wydania takiej kwoty pieniędzy? Z pewnością kompletną odpowiedź na tak zadane pytanie można uzyskać dopiero po kilku sezonach użytkowania maszyny. Niemniej ważne jest jednak pierwsze wrażenie: ocena konstrukcji i jakości pracy, co też uczyniliśmy, poddając bronę testowi w warunkach, można powiedzieć, ekstremalnych. Ale o tym dalej.

REGULACJA GŁĘBOKOŚCI PRACY - WARTO WYBRAĆ HYDRAULICZNĄ

Początkowo mieliśmy pewne obawy, czy 175-konny John Deere 6175R poradzi sobie z tak dużą i ciężką maszyną. Według katalogu producenta, brona w testowanej przez nas konfiguracji waży 3 400 kg. Nie chodziło tutaj bynajmniej o masę ciągnika, bo ta była wystarczająca (7 300 kg), także dzięki 1 500-kilogramowemu balastowi zawieszonemu na przednim podnośniku, ale o moc, jaką ciągnik dysponował. Firma Mandam określa zapotrzebowanie mocy dla 6-metro wej talerzówki na minimum 200 KM. Wypada nam się z zaleceniem producenta zgodzić, przyjmując, że ciągnik 200 KM będzie dysponował w sprzyjających warunkach lekkim zapasem mocy. John Deere 6175R radził sobie z talerzówką bardzo dobrze, a o zapotrzebowaniu na "większą liczbę koni" przypominał dopiero przy podjazdach na wzniesienia. Tu już biegi były redukowane na niższe (pracowaliśmy głównie w trybie automatycznej zmiany biegów). Talerzowaliśmy na głębokość ok. 6-8 cm z prędkością 12- 13 km/h, co przy 6 m szerokości roboczej pozwala na spokojne osiągnięcie wydajności ponad 7 ha na godz.