Podczas targów SIMA 2017 można było spotkać rozwiązania techniczne, które zdaje się, że wybiegają znacznie w przyszłość. Do takich maszyn zaliczyć można drony-opryskiwacze, które dla europejskich rolników są jak na razie urządzeniami egzotycznymi.

Jedną z takich maszyn jest dron Agras MG-1 produkowany przez firmę DJI. Ten dron różnie się od tego swoich pobratymców używanych m.in. do kręcenia filmów jedynie obecnością zbiornika na 10 l cieczy roboczej oraz posiadaniem 4 dysz rozpylających oprysk. Urządzenie jest zdolne do opryskania 1 ha powierzchni w ok. 20 min. więc nie można powiedzieć, że jest wydajny. Co ważne, maszyna jest zdolna pracować całkowicie automatycznie.

Podobnego drona spotkaliśmy również na stoisku firmy DroneVolt. Maszyna ta wyposażona jest w 6-litrowy zbiornik na ciecz roboczą, oraz belkę z czterema dyszami. Bardzo podobne urządzenie znaleźliśmy również w sektorze prezentującym maszyny z Chin.

W produkcji dronów-opryskiwaczy przodują firmy z dalekiego wschodu. Wynika to z m.in. z stosunkowo dużego zapotrzebowania na tamtejszych rynkach na maszyny tego typu. Musimy pamiętać, że rolnictwo m.in. w Japonii jest bardzo zintensyfikowane, co łączy się z potrzebą wykonywania licznych zabiegów ochronnych. Dodatkowo dużo upraw znajduje się na tzw. „polach tarasowych” gdzie użycie opryskiwaczy zagregowanych z ciągnikami jest zazwyczaj niemożliwe. Dlatego też, na tego typu uprawach drony-opryskiwacze konkurują nie z dużymi opryskiwaczami znanymi z Europy bądź USA, lecz z urządzeniami ręcznymi.

Zanim drony-opryskiwacze wyprą standardowe rozwiązani na uprawach o powierzchni kilkudziesięciu ha, musi się jeszcze wiele zmienić w konstrukcji tych maszyn. Z pewnością maszyny tego typu muszą zwiększyć swoje rozmiary i nośność, tak aby były zdolne do dźwigania większych zbiorników na ciecz roboczą i szerszych belek.