Prowadzone przez płocką Prokuraturę Okręgową śledztwo dotyczące czynności podejmowanych przez kancelarię komorniczą przy Sądzie Rejonowym dla Łodzi-Śródmieście obejmuje obecnie 37 wątków. W ramach tego postępowania Michałowi K. już wcześniej śledczy przedstawili trzy zarzuty przekroczenia uprawnień podczas wykonywania czynności komorniczych. Grozi za to do 3 lat więzienia.

Dwa nowe zarzuty, które w poniedziałek usłyszał Michał K., dotyczą dwóch zajęć komorniczych z 2014 r. i w jednym przypadku przekroczenia uprawnień, a w drugim niedopełnienia obowiązków - poinformowała rzeczniczka płockiej Prokuratury Okręgowej Iwona Śmigielska-Kowalska.

Zarzut przekroczenia uprawnień związany jest z niezasadnym zajęciem przez Michała K. samochodu osobowego w miejscowości Boczki Domaradzkie na poczet zobowiązania dłużnika, mimo że auto stanowiło własność innej osoby - samochód został poddany dozorowi, oszacowany znacznie poniżej wartości rynkowej i sprzedany w trybie komisowym. Drugi zarzut dotyczy czynności komorniczych w Wieluniu, podczas których Michał K. nie dopełnił obowiązków dokonania spisu z natury przedmiotów znajdujących się na stanie hurtowni będącej dłużnikiem - w protokole zajęcia mienia wskazał rzekomy spis z natury, a w rzeczywistości był to wykaz nieruchomości dostarczony przez pracowników hurtowni.

Śledztwo ws. działań łódzkiej kancelarii komorniczej Prokuratura Okręgowa w Płocku prowadzi od lutego 2015 r. - wcześniej sprawą zajmowała się Prokuratura Rejonowa w Mławie. Postępowanie przeniesiono z uwagi na jego wielowątkowy charakter.

W marcu 2015 r. Michał K. usłyszał zarzut przekroczenia uprawnień w związku z zajęciem przez niego ciągnika należącego do rolnika z miejscowości Kulany pod Mławą, niebędącego dłużnikiem. Zarzut obejmuje m.in. poświadczenie nieprawdy w protokole zajęcia ciągnika z listopada 2014 r., gdzie Michał K. - jak informowała prokuratura - wskazał, iż traktor znajdował się na terenie nieruchomości dłużnika, a faktycznie stał na sąsiedniej posesji rolnika, który dłużnikiem nie był. Śledczy uznali też, że asesor "rażąco nisko" oszacował wartość zajętego ciągnika.