Kupując ciągnik z ładowaczem czołowym lub który będzie w przyszłości z nim współpracował, warto zwrócić uwagę na kilka szczegółów, dzięki którym praca będzie wydajniejsza, bardziej komfortowa i nie wymagała częstych napraw ciągnika. Największą popularnością przy pracach z ładowaczem cieszą się modele ciągników o mniejszej i średniej mocy – do 100-120 KM. Ich atutem jest przede wszystkim duża zwrotność i mniejsze zużycie paliwa. Coraz częściej jednak do ładowaczy przeznaczane są także duże maszyny, których moc przekracza nawet 200 KM. Nie są one tak zwrotne (większy rozstaw osi i kół) i oszczędne, ale ważnym atutem takiego wyboru jest wysoka wydajność pracy oraz zwiększenie zakresu użyteczności ciągnika. Większa masa i długość ciągnika poprawiają parametry udźwigu.

Jednym z najważniejszych elementów wpływających na komfort i efektywną współpracę z ładowaczem czołowym jest bezsprzęgłowy rewers, najlepiej umieszczony z lewej strony kierownicy. – Rewers elektrohydrauliczny to podstawa przy ładowaczu. Nie wyobrażam sobie pracy z ładowaczem przy użyciu zwykłego sprzęgła. Oczywiście pedał sprzęgła jest przydany zwłaszcza wtedy, gdy chcemy bardzo precyzyjnie wymanewrować ciągnikiem. Dodatkowo w naszych ładowaczach mogą być zastosowane przyciski na dżojstiku pozwalające na zmianę półbiegów bez użycia sprzęgła – wyjaśnia Karol Zgierski z John Deere Polska. Zmiana biegów na dżojstiku jest dostępna dla wszystkich modeli ciągników, które są wyposażone w przekładnię z możliwością zmiany przełożenia pod obciążeniem, a więc już począwszy od ciągników serii 5M. Podobnie jak lewostronna dźwignia rewersu, tego rodzaju rozwiązanie umożliwia prowadzenie prac ładowaczem bez odrywania ręki od dżojstika obsługującego osprzęt. Oczywiście zmiana pełnego stopnia przełożenia wymaga oderwania ręki od dżojstika i użycia dźwigni zmiany biegów. Do tego dochodzi jeszcze rodzaj zastosowanego sprzęgła. Przy intensywnym użytkowaniu, a takie jest przy pracy z ładowaczem, znacznie trwalsze jest „mokre”.

Elementem narażonym na duże obciążenia podczas pracy z „turem” jest przednia oś. Większość producentów stosuje osie z prostym, przegubowym przeniesieniem napędu. W przypadku Kuboty, napęd jest przekazywany przekładnią stożkową. Trwałość takiej osi gwarantuje dodatkowe podparcie i zamknięta konstrukcja, a wśród najważniejszych zalet można wymienić możliwość uzyskania większych kątów skrętu.

Przydatną rzeczą jest również okno dachowe, dzięki któremu poprawia się widoczność na ładowacz w jego górnych położeniach. Jeszcze bardziej komfortowym rozwiązaniem w tym zakresie jest tzw. dach panoramiczny, a więc o większej powierzchni przeszklonej, gdzie czasem przednia szyba niemal zlewa się z oknem dachowym bez elementów ograniczających widoczność. Atutem jest również konstrukcja ramowa ciągnika. Ogranicza ona w znaczący sposób przenoszenie obciążeń z ładowacza na podzespoły ciągnika, takie jak silnik lub przekładnia.

Bardzo ważny jest zastosowany układ hydrauliczny. Jego wysoka wydajność pozwoli na wykonywanie prac przy niskich prędkościach obrotowych silnika, a to przekłada się bezpośrednio na niższe zużycie paliwa. – Wydajność pompy ma znaczenie, alej jeszcze ważniejsza jest skuteczność działania układu hydraulicznego. Wpływa na to jego rodzaj – czy jest to na przykład układ otwarty, z kompensacją ciśnienia lub z kompensacją ciśnienia i przepływu. W momencie gdy jest to układ z kompensacją ciśnienia, w John Deere jest to tzw. Load Sensing, wtedy ładowacz moim zdaniem pracuje szybciej – tłumaczy Zgierski.

Od tego, czy producent przystosował pompę hydrauliczną do bezpośredniego podłączenia hydrauliki ładowacza, będzie zależał sposób montażu zasilania ładowacz. Jeśli takie wejścia są na pompie, nie będzie potrzeby zajmowania szybkozłączy hydrauliki zewnętrznej. W niektórych nowoczesnych ciągnikach, szczególnie większej mocy, są fabrycznie montowane dżojstiki sterowania hydrauliką, które po doposażeniu ciągnika w ładowacz mogą służyć do jego obsługi.