Podczas gdy większość marek sprzedaje mniej, John Deere odnotowuje wzrost, sprzedając o 48 ciągników więcej niż rok temu.

- Myślę, że jest kilka elementów, które wspólnie dają nam tę wypadkową pozwalającą w tym trudniejszym okresie na zdobywanie udziałów w tynku i dalszy rozwój. Najważniejsze to: znakomity produkt, świetni dealerzy, profesjonalna obsługa i właściwe podejście do klienta - mówi Tomasz Szczęsny, dyrektor handlowy John Deere Polska

- Portfolio naszych ciągników jest takie, że zabezpiecza potrzeby każdego rolnika. Mamy ciągniki od najmniejszej do największej mocy, w różnych konfiguracjach. Nasi dealerzy, którzy rozwijają się w ostatnich latach bardzo dynamicznie, są w stanie dotrzeć do klientów bardziej efektywnie, a jakość usług które oferują, jest coraz wyższa. Liczy się nie tylko sama maszyna, ale równie ważna jest obsługa po sprzedaży - dodaje.

Amerykański koncern od dawna cieszy się największą popularnością w segmencie maszyn dużej mocy. W analizowanym okresie szczególnie mocno wzmocnił swoją pozycję (+43 sztuki) w zakrsie mocy 49-99 KM.

To zasługa m.in. wprowadzania od kilku lat do najpopularniejszych zakresów mocy ciągników, tańszych, prostych modeli. Tomasz Szczęsny potwierdza, że z dzisiejszego punktu widzenia było to słuszne posunięcie.

- Gdy spojrzymy na strukturę rynku widać wyraźnie, że niemal 11 tys. maszyn jest ulokowana w segmencie poniżej 100 KM. W związku z tym jest to segment w którym koniecznie należy być, żeby móc obsługiwać klientów. Oferta jest „uszyta" w ten sposób, żeby klient znalazł dla siebie to czego oczekuje. Nie jest sztuką sprzedać wyłącznie ciągnik, ale ten ciągnik ma być dedykowany do konkretnych prac, czyli ma być uszyty na miarę. Jeśli przykładowo ciągnik ma jeździć wyłącznie z paszowozem, nie są mu potrzebne najnowsze rozwiązania, które nie będą wykorzystywane. Nie ma więc sensu płacić za nie. Jeśli ciągnik ma pracować w polu, specyfikacja będzie zupełnie inna - tłumaczy.

Podobał się artykuł? Podziel się!