- Gdyby druga połowa roku była tak dobra jak pierwsza, to możnaby powiedzieć, że był to dobry rok - przyznaje Józef Seidel, dyrektor marketingu Mandamu. Co ciekawe sprzedaż do września była bardzo udana także na krajowym rynku. Tradycyjnie najwięcej sprzętu z Gliwic trafiło do Niemiec.

- Jest za wcześnie, by podać dokładne liczby, ale Niemcy po raz kolejny okazały się największym importerem naszego sprzętu - przyznaje nasz rozmówca.

Co zrobić, aby zwiększyć sprzedaż? Oczywiście poszerzać ją o kolejne kraje i tak też czyni Mandam. Pierwsze egzemplarze maszyn trafiły już do Japonii, a czynione są starania, by sprzęt powędrował także do Ameryki. W Azji dostępne są wały uprawowe, brony talerzowe, kultywatory, a także pługi. Wejść na ten egzotyczny rynek wcale nie było łatwo, rozmowy z japońskimi przedstawicielami trwały ponad rok.

W tym roku poszerzono także eksport o Włochy, Rumunię i Bułgarię. Spośród tej trójki najwięcej sprzętu trafia do Włoch, dużym zainteresowaniem maszyny cieszą się także w Hiszpanii. Co przyniesie nadchodzący rok?

- Pracujemy nad kilkoma projektami, ale jest zbyt wcześnie, by o nich mówić - kończy enigmatycznie Seidel. Produkty firmy, prócz wymienionych krajów dostępne są także we Francji i Wielkiej Brytanii.

Mandam to jeden z największych polskich producentów sprzętu rolniczego i komunalnego. Rocznie produkowanych jest tam blisko 3 tysiące maszyn rolniczych. W tym roku firma obchodzi swoje 25-lecie.

Podobał się artykuł? Podziel się!