Ostatnie lata dobrej koniunktury na rynku maszyn rolniczych firma Horsch wykorzystała znakomicie. Przy głównej siedzibie w Schwandorfie uruchomiony został nowy obiekt - Rolnicze Centrum Innowacji (Agricultural Centre of Innovation), a zakład obróbki stali w Ronneburgu niemal podwoił produkcję. W kolejne, mniej pewne w handlu lata firma wchodzi znacząco wzmocniona, z szeregiem innowacyjnych rozwiązań i nowych produktów.

Nowy wymiar zawieszenia belki

Belka, która umożliwi oprysk 30-40 cm nad ziemią z prędkością ponad 20 km/h - to wyzwanie konstrukcyjne, przed którym postawił swoich inżynierów szef firm Horsch - Michael Horsch.

Skąd takie założenie? Nisko pracująca belka pozwala na aplikację środków z niewielkim ryzykiem ich znoszenia.

To ogranicza negatywne wpływy czynników zewnętrznych, takich jak wiatr czy temperatura. Takie wymogi wymusiły powstanie nowej koncepcji niezależnego zawieszenia belki na jednym, poziomym, wzdłużnie położonym sworzniu. Koncepcja przerodziła się w fizyczne rozwiązanie, które już zostało wdrożone w samojezdnym opryskiwaczu Leeb PT 330, a w dodatku zdobyło srebrny medal zbliżających się targów Agritechnica.

Uniezależnienie pracy belki od pojazdu umożliwiło dopasowanie pracy belki do geometrii terenu. Niemal wszystkie ruchy chwiejne pojazdu nośnego nie są już przekazywane na belkę. Wyeliminowano potrzebę stosowania amortyzacji.

Nisko zawieszona belka w punkcie ciężkości pracuje swobodnie praktycznie bez potrzeby poziomowania. Jeśli jednak zajdzie taka potrzeba, do wypoziomowania służą dwa, niewielkie siłowniki hydrauliczne błyskawicznie uruchamiane przez proporcjonalne zawory na sygnał z czujnika żyroskopowego. Trzeci siłownik zamontowany między dwiema stronami belki służy do dostosowania jej do ukształtowania terenu. Na razie belka jest montowana w nowym opryskiwaczu samojezdnym Horsch Leeb PT 330.

W planach jest wyposażenie w nią również opryskiwaczy zaczepianych.

Warte podkreślenia jest również rozwiązanie w układzie napędowym. - Zastosowaliśmy silniki hydrostatyczne o większej wydajności niż wymagałby tego silnik napędowy. Mogłyby one pracować w opryskiwaczu z silnikiem o mocy nawet 600 KM. Nasz opryskiwacz jest zasilany jednostką napędową o mocy 330 KM, więc teoretycznie są one za duże, ale tylko teoretycznie - wyjaśnia Kurt Glück z Horsch. - W przypadku, gdy mamy podjazd na wzniesienie, większe obciążenie mają koła tylne. Kierują wtedy więcej oleju na tył. Wtedy siła nie rozkłada się proporcjonalnie na 4 koła, ale przede wszystkim na tylne. Duże silniki hydrostatyczne pozwalają na przejęcie znacznie większej siły napędowej, co nie byłoby możliwe w przypadku "normalnie dopasowanych silników" - dodaje.