Rolnika wizytującego z grupą klientów z Polski fabrykę ciągników John Deere w Mannheim zaskoczył m.in. fakt, że produkcja większości elementów kluczowych podzespołów jest prowadzona na miejscu.

- Obróbka kół zębatych i innych części odbywa się na miejscu z prefabrykatów. Wszystko to jest wykonywane z ogromną precyzją, przy użyciu bardzo nowoczesnych narzędzi przy dbałości o czystość. I jeśli teraz ktoś powie mi że jest inaczej - będę się z nim kłócił - mówi ze uśmiechem Józef Pich.

W pamięci utkwiły mu także dalsze etapy kontroli podzespołów. - Wszystko jest sprawdzane, testowane w różnych temperaturach, podpinane pod hydraulikę i testowane pod pełnym obciążeniem i obrotami. To co zobaczyłem daje wyobrażenie produkcji na najwyższym poziomie. Sama fabryka to 22 ha pod dachem. Zaskakuje też wysoka dynamika montażu - dodaje.

- Wyjazd w dużej mierze przekonał mnie do wyboru ciągnika. Zauważyłem też że każdy ciągnik jest budowany praktycznie „pod nazwisko". Podczas montażu przy każdej maszynie wisi kartka do jakiego kraju maszyna ma trafić, a nawet do jakiej miejscowości. Po za tym w wyborze ważna była też opinia innego użytkownika John Deere'a serii M, do którego pojechaliśmy z przedstawicielem Agroserwisu z Pasłęka - wyjaśnia rolnik.

Aby zapewnić prawidłowe funkcjonowanie maszyny w różnych warunkach pracy, w fabryce w Mannhaim przeprowadzanych jest szereg testów. Dokonuje ich specjalny dział - PV&V (Product Verification & Validation). Pracuje w nim ponad 50 inżynierów i prawie dwa razy tyle techników.