Jeśli na rynku nie ma maszyny odpowiadającej potrzebom gospodarstwa, dla czego nie skonstruować jej samemu? Dla Wiesława Gryna z Rogowa na Zamojszczyźnie nie jest to problemem. Maszyna do uprawy pasowej została wykonana całkowicie we własnym zakresie. Rolnik w sporej części skorzystał z wzorców amerykańskich – podczas wyjazdu do USA zobaczył takie pracujące w tamtejszych gospodarstwach przy siewie kukurydzy. Dostosował konstrukcję również pod siew rzepaku. Zastosował inne wygięcie dłuta, które pozwoliło na wyciągnięcie niewielkiej ilości czystej ziemi na powierzchnię, zostawiając w ziemi kanał do którego łatwiej dochodzi powietrze. – Okazało się, że zastosowane rozwiązanie świetnie sprawdza się w kukurydzy, ale w rzepaku jest jeszcze lepsze – wyjaśnia Gryn. Zęby są rozmieszczone w dwóch rzędach, co zmniejsza ryzyko zapchania maszyny. Rolnik uważa, że technologia powinna się również sprawdzić w przypadku buraka cukrowego.

Do końcówki słupicy dłuta spulchniającego glebę na głębokość około 30 cm jest zaczepiony łańcuch, który drenuje za redlicą kanał ułatwiający dostęp powietrza. Tuż za redlicą znajduje się przewód, przez który doprowadzany jest nawóz (makroelementy) na głębokość pracy dłuta. – Przy tym systemie 30 proc. oszczędność nawozu jest gwarantowana, a uzyskany efekt jest lepszy w porównaniu z uprawą płużną. Jest to też rozwiązanie proekologiczne, bo nie ma żadnego wypłukiwania nawozów. Jest on dawany tam, gdzie tego wymaga roślina, czyli pod korzeń – tłumaczy konstruktor maszyny. Granule nawozu są dostarczane pneumatycznie z zasobnika zaczepianego na przednim TUZ ciągnika. Za redlicą konstruktor umieścił metalowe koło dogniatające, którego nacisk jest regulowany sprężyną i wynosi około 300 kg.

Dalej znajduje się jeszcze jedno, niewielkie kółko doprawiające, za którym jest już talerzowa redlica wysiewająca, a następnie podwójne kółko zamykające szczelinę z nasionami w glebie. Siew rzepaku i kukurydzy jest prowadzony zamontowanym na maszynie pneumatycznym, 12-sekcyjnym siewnikiem punktowym. Obok nabudowanego siewnika, rolnik umieścił dwa aplikatory do nawozów mikroskładnikowych – jeden do wysiewu nawozu startowego.

Koszt wykonania maszyny wyniósł około 200 tys. zł, ale jak podkreśla rolnik, jest to konstrukcja prototypowa, druga taka byłaby tańsza. Dostępne na rynku maszyny, nie spełniały jego oczekiwań – na przykład nie miały możliwości uprawy i siewu nasion za jednym przejazdem. – Trzeba tutaj dwóch ludzi, dwa ciągniki itp. Druga sprawa, to sztuką jest trafić w drugim przejeździe na uprawiane rzędy, zwłaszcza na pagórkach. Nawet GPS nie da tutaj idealnej korekty. Następna sprawa to rama dostępna dla rzepaku lub kukurydzy – nie ma uniwersalnej. Inne z kolei są bardzo ciężkie lub mają zęby spulchniające w jednym rzędzie, co przy naszym plonach może powodować zapychanie maszyny – tłumaczy Gryn.

Agregat był wykorzystany w ubiegłorocznym siewie rzepaku i tegorocznym siewie kukurydzy. Jak mówi rolnik, efekty jej pracy są jak na razie bardzo dobre– wygląd roślin i ich kondycja świetnie rokują, mimo obniżonego nawożenia mineralnego.