Agregat uprawowo siewny, który mieliśmy okazję zobaczyć podczas pracy kilka dni temu, to właściwie już trzecia generacja tego urządzenia. Konstrukcja agregatu została wykonana przez kreatywnego rolnika całkowicie we własnym zakresie. Jedynym modułem, który nie jest „made in Gryn" jest siewnik punktowy (produkt włoskiej firmy Mascar - Antonio Maschio). Z tyłu siewnika zmieniono jednak kółka dogniatające na węższe, które mocniej zagęszczają mniej spulchnioną niż w tradycyjnej uprawie glebę. Siewnik ten jest napędzany silnikiem hydraulicznym

Ideą stworzenia własnej konstrukcji było zbudowanie maszyny, która za jednym przejazdem uprawiłaby glebę w rzędach oraz umożliwiła podsiew nawozów i mikroelementów oraz wysiew ziarna. Agregat uprawowo-siewny jest wykorzystywany do uprawy pasowej i wysiewu ziarna kukurydzy i rzepaku. Oprócz tych roślin w gospodarstwie uprawiana jest również pszenica ozima.

- Przy tych skłonach nie ma możliwości trafienia drugi raz w ten sam ślad uprawy. Druga rzecz to redukcja przejazdu. Mamy tu jeden przejazdu uprawowo-siewny na rok - mówi rolnik.

Jednocześnie maszyna nie może być zbyt ciężka, tak żeby całość udźwignął jeden ciągnik. Obecna konstrukcja spełnia oczekiwania rolnika, choć jak mówi nie wyklucza w przyszłości wprowadzenia zmian, bo innowacje są motorem postępu.

Z agregatem współpracuje Case IH Magnum 280 na oponach bliźniaczych. Ciągnik radzi sobie bez problemów z dużą masą agregatu. W dużej mierze masa tylnej części maszyny jest równoważona przez przedni zbiornik na nawóz. I tu kolejna rzecz godna uwagi. W skrzyni znajdują się dwa rodzaje nawozu - jest ona podzielona na dwie części. Jeden jest do podsiewu głębokiego nawozów potasowo azotowych - na około 30 cm, drugi między 10 a 20 cm do płytszego do fosforowych i wapniowych. Taki podział ma na celu dostarczenie dawki nawozu na start stymulującej szybszy rozwój korzenia (płytsza) i drugiej (głęboka) do dalszego wzrostu korzeni i dostarczenia składników roślinie które są jej potrzebne w późniejszych fazach rozwoju.

Nawóz do każdej redlicy jest więc doprowadzany dwoma przewodami. Służą do tego dwie głowice pneumatyczne. Nawóz jest wysiewany na dwóch różnych poziomach. Dodatkowo doprowadzane są również mikroelementy z niewielkiego zbiornika z tworzywa sztucznego. Na końcach redlic umieszczone są jeszcze łańcuccy drenujące, które robią kanały w podglebiu stwarzając lepsze warunki do rozwoju korzeni.

- Orka na tych polach to barbarzyństwo - mówi Wiesław Gryn. - Ile na tych górach trzeba byłoby paliwa żeby wywlec tutaj pług, zorać to, później zasiać. A tak za jednym przejazdem mamy wszystko, przy spalaniu 15 l/ha. Poza tym ile przy pługu i innymi maszynami ile składników by spłynęło - przekonuje.

Podobał się artykuł? Podziel się!