PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

Trudne początki międzywojenne - historia rolnictwa: technika

Trudne początki międzywojenne - historia rolnictwa: technika Pierwszy powojenny polski ciągnik: Ursus C45 trafił do produkcji w 1947 r. Konstrukcja bazowała na licencji Lanz Bulldog

Autor: Karol Wieteska, Grzegorz Szularz, Karol Hołownia

Dodano: 29-12-2016 10:05

Tagi:

W ciągu ostatnich dwóch dekad w technice rolniczej dokonała się prawdziwa rewolucja. Skończyła się era starych Ursusów i Bizonów, rolnicy zaczęli przesiadać się do maszyn, które zadziwiają zaawansowaniem technicznym. W tych maszynach nie liczy się tylko wydajność, ale też dbałość o komfort pracy i zdrowie rolnika. A czego oczekiwano od maszyn rolniczych w czasach początków "Farmera"?



Wraz z odrodzoną po odzyskaniu niepodległości Polską zaczął rodzić się na nowo przemysł maszyn rolniczych. Stopniowo zaczęły pojawiać pierwsze żniwiarki, siewniki i trochę ciągników.

Międzywojenną Polskę lat 30. XX wieku, kiedy to zaczęło się ukazywać "Przysposobienie Rolnicze", pod względem narzędzi wykorzystywanych w rolnictwie cechował znaczący prymitywizm. W powszechnym użyciu były kosy, motyki czy sierpy, a czasem jeszcze… socha. Blisko 40 proc. gospodarstw nie posiadało nawet konia, czyli głównej siły pociągowej wykorzystywanej w pracach rolnych. Do bardziej zaawansowanych narzędzi będących na wyposażeniu większych majątków należały: wialnia, siewnik rzędowy, żniwiarka, sprężynówka, wał Campbella czy kilkuskibowe pługi żelazne. Bardzo mocno widoczne były także różnice pod względem "umaszynowienia" pomiędzy poszczególnymi ziemiami, które weszły w skład II RP. Największe zacofanie dotyczyło ziem dawnego zaboru austriackiego i wschodnich województw zaboru rosyjskiego, zwłaszcza jeśli przyrównamy to do sytuacji panującej w zaborze pruskim. Niełatwą sytuację pogłębiał dodatkowo Wielki Kryzys, który w Polsce trwał oficjalnie do 1935 roku, ale de facto jego skutki rolnictwo odczuwało praktycznie do wybuchu II wojny światowej.

Siewnik Polonia wyprodukowany w zakładach H. Cegielskiego przed 1930 r.
Siewnik Polonia wyprodukowany w zakładach H. Cegielskiego przed 1930 r.
DOMINOWALI DROBNI PRODUCENCI

Niemniej jednak w tym czasie działało wiele firm zajmujących się wytwarzaniem prostych narzędzi, takich jak pługi konne czy brony. Najczęściej były to małe, rzemieślnicze zakłady produkujące na potrzeby lokalnego rynku, ale było też kilku dużych producentów. Jednym z nich była Pomorska Fabryka Maszyn z Grudziądza (obecnie wchodząca w skład Grupy Unia). Wcześniej producent figurował jako Fabryka Maszyn i Narzędzi Rolniczych w Grudziądzu, założona w 1882 r. przez inżyniera Augusta Ventzkiego. Pierwszą maszyną wprowadzoną do produkcji, a następnie sprzedaży był dwuskibowy pług. W dwudziestoleciu międzywojennym nastąpił duży rozkwit spółki. W 1926 roku "Unia" produkowała 5000 ton maszyn i urządzeń rolniczych. Eksportowała ponad 10 proc. swojej produkcji, co stanowiło niemal 50 proc. całego ówczesnego eksportu maszyn rolniczych z Polski. Firma miała swoje przedstawicielstwa w wielu krajach Europy, ale także i bardziej "egzotycznych" miejscach, jak Brazylia, RPA czy Mandżuria. Dobrze prosperowała również Wytwórnia Maszyn Rolniczych Wolskiego w Lublinie (po II wojnie światowej LFMR, obecnie Sipma S.A.) produkująca przede wszystkim młocarnie, sieczkarnie, wialnie, kieraty oraz odlewy z żeliwa.

Żniwiarka Melichar sprzed 1939 r.
Żniwiarka Melichar sprzed 1939 r.

Jeśli przyjrzymy się liczbie posiadanych przez rolników w tamtych czasach maszyn, to zarówno gospodarstwa chłopskie, jak i folwarki nie imponują w tym zakresie. Wystarczy tylko powiedzieć, że w czasach II RP w gospodarstwach z przedziału 20-50 ha tylko 13 na 100 posiadało siewniki, a 11 na 100 gospodarstw żniwiarki. O ciągnikach nie było właściwie w tamtym okresie mowy, choć pojedyncze sztuki kupione na Zachodzie pojawiały się w niektórych większych majątkach. Źródła podają, że pierwsze ciągniki produkcji amerykańskiej w liczbie 12 sztuk sprowadzono na tereny Wielkopolski w 1912 r. Maszyny były niezwykle drogie i wymagające znacznych ilości paliwa oraz wiedzy osób obsługujących, a zatem trafiły do największych gospodarstw.

PIERWSZE CIĄGNIKI

Po I wojnie światowej, która - jak każda wojna - stała się motorem napędzającym rozwój, pojawiły się nowe marki oferujące ciągniki znacznie "dojrzalsze" i tańsze. Na terenach II RP można było spotkać ciągniki: Case, Titan, Ford & Son (Fordson) oraz Fiaty. W roku 1928 można było już spotkać bardzo dojrzałe konstrukcje takie jak ciągnik Fordson czy McCormick-Deering 15-30 wyposażony w czterocylindrowy silnik o zapłonie iskowym z waporyzatorem na naftę, ciężką benzynę lub każde inne paliwo, które wykazywało choć trochę ochoty do zapłonu. Jak donosił pewien właściciel takiej maszyny, Józef Madaliński z powiatu Szamotuły, ciągnik ten pracując w majątku o powierzchni 540 ha, wykonał bezawaryjnie: orkę 310 ha czteroskibowym pługiem, talerzowanie 134 ha i kultywowanie 200 ha, zużywając przy tym średnio 20-24 l nafty i 1,2 l oleju na hektar.

O produkcji ciągników w Polsce możemy mówić dopiero od roku 1922, choć na Politechnice Warszawskiej już w 1915 r. był gotowy projekt pierwszego polskiego ciągnika, przygotowany przez profesora Karola Taylora. Jednak w wyniku działań wojennych i ogólnych niepokojów nie mógł on zostać zrealizowany. Pierwsze traktory opuściły Fabrykę Silników i Traktorów Ursus w 1922 r. Traktor kosztował wówczas 700 dolarów (równowartość dzisiejszych około 40 tys. zł). Maszyny zostały opracowane na licencji amerykańskiego Titana (International Harvester). Wtedy za oceanem ciągniki te były już wycofywane i nie ma co ukrywać, że konstrukcje wdrożone w Polsce do produkcji były od razu przestarzałe. Ciągniki były napędzane średnioprężnymi silnikami w układzie poziomym, co było pokłosiem konstrukcji silników parowych. Dzięki dużej pojemności skokowej i niskiemu sprężeniu mogły one pracować na niemal dowolnym paliwie: nafcie, benzynie lekkiej i ciężkiej, olejach roślinnych, alkoholu itp. Silnik generował moc 25 KM przy 575 obr./min. Praca takim ciągnikiem przypominała pracę ciągnikami parowymi, choć nie trzeba było dorzucać do pieca. Potoczna nazwa "ciągówka" wzięła się stąd, że polski Tytan w istocie mógł jedynie ciągnąć narzędzia tak jak koń.

Ciągówki Tytan nie wniosły większego wkładu w "umaszynowienie" polskiego rolnictwa. Wyprodukowano ich zaledwie około 100 sztuk. Ile w ogóle w latach 20. i 30. pracowało ciągników? Trudno to określić nawet w dużym przybliżeniu (według niektórych źródeł w 1939 r. na polach pracowało około 900 ciągników spalinowych i parowych), bo pierwsze statystyki obejmujące posiadanie traktorów pojawiają się dopiero w 1950 r., kiedy to, według Rocznika statystycznego GUS, było ich 28,4 tys. w całym kraju. Warto wspomnieć, że jeszcze na długo wcześniej przed pierwszymi ciągnikami (w drugiej połowie XIX w.), w dużych gospodarstwach zwłaszcza na terenie Wielkopolski, pracowały lokomobile i pługi parowe w tzw. systemie Fowlera, do których serce, czyli napęd parowy, dostarczały nowoczesne jak na owe czasy zakłady Hipolita Cegielskiego w Poznaniu. Dość popularne stawały się też pługi motorowe, które były rozwinięciem pługu parowego. Były o wiele mniejsze i prostsze w użyciu, a także tańsze. W Wielkopolsce w 1912 roku pracowało ich 80, a w 1921 już 143. Najpopularniejszymi markami były: Praga, Stock oraz W.D Excelsior.

LOSY POWOJENNE I ZDERZENIE Z KAPITALIZMEM

Lata powojenne przyniosły bardziej zauważalny postęp w dziedzinie mechanizacji rolnictwa. Niestety, praktycznie wszystkie liczące się zakłady znacjonalizowano i przeszły one pod nadzór państwowy, a postawienie "żelaznej kurtyny" z Europą Zachodnią - także w handlu, sprawiło, że rolnicy nie mieli zbyt dużego wyboru w maszynach i kupowali to, co krajowe, ewentualnie z "bratnich krajów" bloku wschodniego. Trzeba jednak przyznać, że w centralnie sterowanej gospodarce przemysł maszynowy rozwinął się bardzo mocno i powstało sporo udanych konstrukcji. W pierwszej kolejności mechanizowano oczywiście tzw. gospodarstwa uspołecznione, ale w późniejszym czasie także i rolnicy indywidualni zyskiwali dostęp do dość szerokiej gamy maszyn rolniczych. Głód maszyn był duży, i mimo potężnej produkcji (na przykład ponad 70 tys. ciągników Ursusa rocznie na początku lat 80.) rolnicy często latami oczekiwali na maszynę, na zakup której potrzebny był dodatkowo tzw. przydział. Maszyn brakowało, bo duża część była wysyłana na eksport za dewizy.

Przełomem był rok 1989 i upadek komunizmu, otwarcie granic z Zachodem i wprowadzenie gospodarki wolnorynkowej. Większość państwowych fabryk nie przetrwała zderzenia z kapitalizmem: upadła bądź została sprywatyzowana. Taka sytuacja stworzyła jednocześnie możliwość wejścia na polski rynek firmom zagranicznym, ale także rozwój wielu mniejszym producentom i spółkom powstałym na bazie dawnych zakładów mających "pomysł" na zaistnienie wśród licznej konkurencji. Ostatnich kilka lat to duży "boom" w zakupach maszyn i unowocześnieniu parków maszynowych gospodarstw rolnych. Koniec pierwszej dekady XXI w. to niemal 20 tys. sprzedanych nowych ciągników. GUS szacuje, że w 2015 r. w polskich gospodarstwach wykorzystywanych było około 1,7 mln ciągników, dla przypomnienia - w 1950 r. było ich 28,4 tys. Można też mówić o odrodzeniu polskiego przemysłu maszyn rolniczych. Jesteśmy mocni w produkcji przyczep, maszyn i narzędzi uprawowych, zielonkowych, opryskiwaczy. Czego brakuje? Przede wszystkim większych, bardziej skomplikowanych maszyn, takich jak ciągniki dużej mocy, kombajny zbożowe czy sieczkarnie samojezdne. Ale może i na to przyjdzie czas…

 

Artykuł ukazał się w numerze specjalnym wydanym z okazji 85-lecia "Farmera"

Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (6)

  • rolas 2016-12-30 10:07:04
    @Zibi Ale kaska za sprzedaż Zetorków i Skód w postaci podatków leci do Czechów, tysiące Czechów i Słowaków pracuje w tych zakładach i kraj tymi wyrobami stoi bo ludzi są dumni, nawet jeżeli to przemetkowany pastuch czy golf z doczepionym kufrem, dziś tak się produkuje auta w koncernach, wszystkie takie same, tylko rozmiar różny jak gacie, aby było taniej i można było drogo sprzedawać
  • Zibi do Marcin 2016-12-29 22:13:20
    Kolego Marcin Zetor nie jest już Czeski tylko Słowacki. 98% aukcji należy do Słowackiego HTC. A Skoda w 100% należy do Niemców.
  • Farmer z Wlkp 2016-12-29 19:55:37
    Chciałbym ,ale nie dam nowego JD takiemu Jacusiowi który jak rano przychodzi do pracy za 10 PLN na godz. to jeszcze ma 2 promile
  • gruby 2016-12-29 16:59:58
    u nas to wszystko opornie szło, a im mniej rodzinna firma i im dalej od pierwotnych właścicieli tym gorzej
  • parody 2016-12-29 16:49:04
    W tym kraju to było niemożliwe. Za dużo złodziei i sprzedawczyków.
  • Marcin 2016-12-29 14:56:33
    Myślę że przy dobrym zarządzaniu i Ursus i Bizon byłby dalej produkowany i rozwijany.FMŻ w Płocku przejął NH i nadal produkują kombajny i nie wszystkie modele to nie wiadomo jak technologicznie zaawansowane maszyny ;) Można,można.Z Ursusa zostało tak naprawdę tylko logo i nazwa.Czesi jakoś potrafili obronić swoje marki i traktorów i samochodu....Nie wszystko należy zwalac tylko na "trudne zderzenie z kapitalizmem"Pozdrawiam :)
ZOBACZ WSZYSTKIE KOMENTARZE

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 54.196.38.114
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin serwisu

Drodzy Użytkownicy!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.

Zgłoś swoje propozycje zmian!


Dziękujemy za współpracę!