Wrześniowa wystawa Agro Show w Bednarach zaskakuje nie tylko rozmiarami. W tym roku zwracały uwagę debiuty zagranicznych maszyn w ogóle nieznanych na naszym rynku, a także coraz bardziej urozmaicony asortyment polskich producentów. Ubywa firm specjalizujących się w wąskim zakresie, a przybywa oferujących niemal wszystko.

Wilk na resorach
Wieloletni producent maszyn uprawowych, Akpil z Pilzna, wprowadza coraz więcej lżejszego sprzętu. Oprócz bron talerzowych, pługów i agregatów produkuje teraz maszyny do zielonek: ścinacz Grass (typu orkan, z wyrzutem), zgrabiarkę karuzelową Tajfun (szerokość robocza 4,3 m), przetrząsaczo-zgrabiarkę pasową Z-222 (2,1 i 2,8 m) i kosiarki Kosa (1,35–1,85 m). Całkiem ostatnio wziął się również za opryskiwacze i rozsiewacze nawozów. Opryskiwacze Akpilu to maszyny zawieszane, o pojemności od 300 do 1000 l, z belkami o szerokości od 10 do 16 m (także nietypowej, jak 13,5 czy 14,5 m), składanymi w pakiet. Z kolei rozsiewacze to popularne jednotarczowe lejki o pojemności 300, 400 i 500 l (szerokość robocza 4–12 m), ze skrzynią z tworzywa sztucznego.

W dokładnie odwrotnym kierunku powiększa asortyment Krukowiak. Ten znany producent opryskiwaczy wziął się dla odmiany za... pługi. Nie wyważał jednak otwartych drzwi i nie wprowadzał nowych technologii. To, co jest w stanie zrobić sam, czyli głównie belki nośne, wytwarza w Brześciu Kujawskim, a zespoły robocze importuje – pochodzą one od znających się na rzeczy producentów zagranicznych. Produkowane są pługi obracalne Ryś, 3- do 6-skibowe, w tym w wersji 3+1 i 4+1, oraz zagonowe Wilk, w wersjach 3+1, 4+1 i 5+1. Korpusy są zabezpieczone śrubami ścinanymi lub bezpiecznikami automatycznymi. W pługach obracalnych zabezpieczenie to jest hydrauliczne, a w zagonowych – mechaniczne resorowe. Rysie i Wilki mają ramę o przekroju prostokątnym (160x120 mm), śrubową regulację szerokości pierwszej skiby i czterostopniową regulowaną szerokość orki.

John Deere w wozie
Coraz większy jest popyt na wozy paszowe. Za ich produkcję wziął się nawet… Pronar z Narwi, znany dotąd niemal wyłącznie z ciągników. Trudno się dziwić: sprzęt to poszukiwany i zbudowany z całej góry stali (masa własna 3700 kg), a Pronar w jej obróbce ma akurat doświadczenie – wszak produkuje również przyczepy, także skorupowe. Wóz VMP-10 ma pionowy ślimak mieszająco-rozdrabniający, pojemność 10 m3 i ładowność 4 t. Pronar wprowadził też inne maszyny do produkcji pasz – owijarki bel folią. Są to proste modele zawieszane, z wychylnym stołem obrotowym i ramieniem załadunkowym, oraz wydajne zaczepiane, z najazdowym ramieniem załadunkowym, do złudzenia przypominające znakomite owijarki McHalle.

O ile dla Pronaru wozy paszowe to całkowita nowość, o tyle dla Sipmy, która również wprowadziła te maszyny na rynek, stanowią one niajako naturalne uzupełnienie linii paszowej – wszak prasy zwijające ta lubelska firma produkuje od lat. Wozy Miks Sipmy, o pojemności też 10 m3 (ale mniejszej ładowności – 3 t), mają również pionowy ślimakowy system tnąco-mieszający i mogą być wyposażone w kilka dodatkowych podzespołów, ułatwiających pracę, m.in. system ważący, dwustopniowy reduktor obrotów ślimaka, wysypowy przenośnik taśmowy.

Pronar i Sipma to przy Metaltechu z Mirosławca nowicjusze. Metaltech produkuje paszowozy od dawna, dlatego nie zadowala się tylko kolejnymi nowymi modelami, lecz poszukuje nietuzinkowych rozwiązań. W Bednarach zaprezentował wóz paszowy wprawdzie z własnym napędem, ale nie samojezdny: silnikiem John Deere o mocy 70 KM napędzany jest tylko pionowy ślimak z nożami. Wybrano solidny silnik, aby uniknąć kłopotów z późniejszym serwisowaniem napędu. Na takie rozwiązanie zdecydowano się z bardzo prostego powodu: przygotowanie paszy takim wozem wymaga użycia tylko jednego ciągnika. Wóz wystarczy ustawić w pobliżu silosu, a ciągnik można odczepić i wykorzystać do załadunku. Ciągnikiem z ładowaczem napełnia się wóz, który w tym czasie pracuje samodzielnie. Zdalne sterowanie jego funkcjami umożliwia pilot.
Więcej gigantów
Wydawałoby się, że w Polsce mamy już wszystko. Okazuje się, że w wypadku maszyn rolniczych tak nie jest. I nie chodzi tu bynajmniej o sprzęt mało znaczących producentów, lecz wielkich, dotąd nieobecnych. W Bednarach po raz pierwszy gościła w Polsce na przykład francuska firma Pichon. Jest to lider tamtejszego rynku (z 35-procentowym udziałem) w produkcji wozów asenizacyjnych i czołowy producent miniładowarek przegubowych, który dopiero poszukuje w Polsce dealerów. Beczki, o pojemności od 3 do 25 tys. l, wykonane są z ocynkowanej na gorąco blachy, o grubości od 4 do 8 mm, a ramy od 8 do 14 mm (zależnie od wielkości). Do dyspozycji są wszystkie możliwe rodzaje rozlewaczy, armatek oraz aplikatorów doglebowych tarczowych i zębowych.

Na Agro Show można też było zobaczyć nieoferowane dotąd urządzenia innego francuskiego producenta: firma KMK Agro zaprezentowała nowoczesne ładowacze czołowe MX Technic. Są to urządzenia wysokiej klasy, przeznaczone do ciągników o mocy od 35 do 230 KM, wyposażone w najnowocześniejsze rozwiązania, z których wiele dostępnych jest już w standardzie. Wyróżniają się niezwykle łatwym i szybkim montażem, także przyłączy hydraulicznych, zautomatyzowanym montażem przystawek roboczych, hydraulicznym (a nie mechanicznym) poziomowaniem łyżki, systemem automatycznego powrotu łyżki do zadanej pozycji (wystarczy nacisnąć przycisk), szybkim podnoszeniem, systemem ważącym zawartość łyżki.

Wielkim, ale tylko częściowo nieobecnym, był też do tej pory koncern AGCO. Potężne gąsienicowe ciągniki Challenger, o mocy maksymalnej do 600 KM, znane są od co najmniej kilku lat. W gospodarstwach i firmach usługowych pojawiały się też sporadycznie samojezdne super wydajne opryskiwacze Spra-Coupe i rozsiewacze pneumatyczne Terra-Gator. Teraz dołączą do nich kombajny zbożowe i wielkogabarytowe prasy, a sprzedaż wszystkich maszyn ma z czasem nabrać większego rozmachu. Pomocna w tym dziele ma być firma Bergerat-Monnoyeur, doświadczony sprzedawca maszyn budowlanych, już oferująca gąsienicowe Challengery, a w wypadku innych maszyn zapewne także sieci dealerskie firm należących do AGCO (Valtra, MF, Fendt) oraz mocne firmy handlowe. Wyjątkowe ciągniki czy opryskiwacze zdobyły już przyczółki i znajdują u nas odbiorców, ale kombajnom czy prasom, trudno wróżyć szybką karierę. Są one wprawdzie nowoczesne i wydajne, ale na zapchany rynek maszyn do zbioru wchodzą bardzo późno i upłynie zapewne trochę czasu, zanim zyskają uznanie.

Chiński szerszeń
Jak zwykle sporo nowości pojawiło się wśród ciągników. Można było zobaczyć znane już na rynku największe ciągniki New Holland z serii T i Case IH Magnum, najnowsze efektowne Fendty Vario, z karoserią zaprojektowaną wspólnie z firmą Porsche: najmocniejszy 936 o mocy maksymalnej 360 KM i 927 o mocy 270 KM, już z silnikami Deutz-Fahra zamiast Manna, a z polskich produktów – Crystale, oparte wyłącznie na podzespołach napędowych niemieckich (silniki Deutz, przekładnie ZF). Nowym ciągnikom z Sieradza nadano interesującą stylistykę, a największe 230- i 260-konne, z pionowymi światłami, na pierwszy rzut oka przypominają... New Hollandy T.

Oczywiście były też nowości dla mniejszych, a także mniej zasobnych gospodarstw. W tej grupie coraz bardziej zauważalne stają się ciągniki z Dalekiego Wschodu. Firma Marubeni Construction dorzuciła do już oferowanych (o mocy 62–94 KM) 105-konne ciągniki rolnicze japońskiej Kuboty, a także dwa mniejsze ogrodnicze, o mocy 14 i 32 KM, oraz dwa modele kosiarek samojezdnych tego producenta, 13-konny o szerokości koszenia 107 cm i 15-konny, wyróżniający się zerowym promieniem skrętu. Przybywa też ciągników z Chin. Tym razem chińskie ciągniki zaprezentował na Agro Show… Krukowiak: modele Hornet (z ang. szerszeń), mniejsze o mocy 20, 22, 30 oraz typowo rolnicze, o mocy 65 i 80 KM. Nie trzeba dodawać, że w dobrej cenie (np. 80-konny za około 86,5 tys. zł brutto). Po równie tanim Fotonie Warfamy to już druga marka ciągników z Państwa Środka, dostępna na naszym rynku. Na razie Krukowiak tylko montuje ciągniki sprowadzane w częściach, z czasem być może pojawi się też w nich „wsad” polski.
Najwięcej nowości pokazał John Deere, który oprócz najmocniejszej nowej serii 8030, zaprezentował także nowe ciągniki mniejszej mocy: z serii 6030 Premium, o mocy znamionowej 100–155 KM (maksymalnej 110–180 KM), i serii 7030, o mocy znamionowej 165–220 KM (maksymalnej 190–250 KM). Dwa mniejsze modele tej drugiej serii (7430 Premium i 7430 Premium, o mocy 165 i 180 KM), której fabryka macierzysta jest w USA, będą produkowane w Manheim w Niemczech, gdzie powstają ciągniki serii 6000. Niedawno ten nowoczesny zakład świętował jubileusz: od początku produkcji fabrykę opuściło bowiem już 400 tysięcy ciągników serii 6000. Szczęśliwy traf sprawił, że ten jubileuszowy, 125-konny model 6620, przypadł polskiemu rolnikowi, panu Sławomirowi Piekarskiemu z Szelkowa na Mazowszu, który zamówił go w firmie Rol-Brat z Żabina Karniewskiego. W Bednarach odbyło się uroczyste przekazanie ciągnika, a szczęśliwy nabywca otrzymał dodatkowo komputer przenośny, ufundowany przez dealera.

Tańsza orka
Zgodnie z zapowiedziami pokazy były w tym roku krótsze i toczyły się wartko. W ringu można było podziwiać akrobacje ładowarek teleskopowych, popisy ładowaczy czołowych i opryskiwaczy, a na polu, wśród maszyn do uprawy i siewu, zaprezentowano aż tuzin pługów obracalnych. Oprócz wieloskibowych z wałami doprawiającymi uwagę rolników mógł zwrócić zestaw Zetora Proxima 8441 i czteroskibowego pługa obracalnego Sukov, występujących w zestawie „Zetor system”. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że Proxima ma tylko 80 KM, a mimo to bardzo dobrze daje sobie radę, orząc w 35-centymetrową skibę. Jak widać obracalny czteroskibowiec może być lżejszy i stawiać mniejszy opór niż się powszechnie sądzi. A może konie Proximy są mocniejsze?

Jeśli już o orce mowa, rolnikom dał zapewne dużo do myślenia pokaz firmy... oponiarskiej Michelin. Szerokość opon to w nowoczesnej orce bardzo ważny parametr. Kupując ciągnik nie zawsze myśli się o ogumieniu najodpowiedniejszym do orki. A przecież ten zabieg stanowi jeszcze w większości gospodarstw podstawowy element uprawy. Zwykle producenci w standardowym wyposażeniu ciągników dostarczają ogumienie uniwersalne, ale zbyt szerokie, nie mieszczące się nawet w najszerszej bruździe. Powoduje to gorszą przyczepność opony, a co za tym idzie – wzrost poślizgu kół i gorszą siłę uciągu. W pokazie wykorzystano dwa identyczne ciągniki John Deere 8130, o mocy znamionowej 215 KM, ciągnące identyczne siedmioskibowe pługi Lemken. Podczas pracy oba ciągniki utrzymywały te same obroty silnika, jechały na tym samym biegu i miały to samo jednostkowe zużycie paliwa. Różniły się jedynie ogumieniem. Jeden z ciągników miał tradycyjne opony Michelin XM 28, o szerokości 710 mm, a drugi Michelin MACHXBIB, o szerokości 650 mm. Już ta różnica wystarczyła, żeby drugi ciagnik, dzięki mniejszemu poślizgowi, na testowym odcinku 100 m wyprzedził ciągnik ze zwykłymi oponami aż o 12 m! A taka przewaga oznacza oszczędność w zużyciu paliwa 1,73 l/ha, czyli aż 12 proc. (ciągniki paliły 14,4 oraz 12,67 l/ha). Biorąc pod uwagę wartość paliwa (3,9 zł/l), a także czas pracy i zużycie sprzętu oszczędność na hektarze wyniesie ponad 12 zł!

Konkurs dla uczniów szkół rolniczych w powożeniu ciągnikiem wyposażonym w ładowacz czołowy, rozgrywany w piątek, pierwszego dnia Agro Show, przyniósł sporo emocji. O zaciętości współzawodnictwa świadczy przedłużenie jazd konkursowych poza czas przewidziany w programie. Zadaniem młodych adeptów rolnictwa było wykonanie kilkunastometrowej rundy, podczas której należało precyzyjnie rozebrać i ustawić z powrotem piramidę zbudowaną z dwóch balotów.. Dla niektórych uczestników dodatkowym utrudnieniem okazała się losowana wcześniej kolejność startów: zawodnicy ostatnich zespołów musieli przestawiać lekko rozsypujące się już baloty, z czym trudno było im się pogodzić. Spośród 10 startujących zespołów najlepsza okazała się drużyna Zespołu Szkół Rolniczych i Technicznych z Powodowa (woj. wielkopolskie). Drugie miejsce zajął Zespół Szkół Rolniczego Centrum Kształcenia Ustawicznego im. Władysława Szcześniewskiego z Widzewa (woj. łódzkie), a trzecie – Zespół Szkół Rolniczego Centrum Kształcenia Ustawicznego z Marszewa (woj. wielkopolskie).

Źródło: "Farmer" 19/2006

Podobał się artykuł? Podziel się!