Wrześniowa wystawa Agro Show w Bednarach pod Poznaniem już kilka lat temu osiągnęła takie rozmiary, że stała się największą imprezą tego typu w Polsce i jedną z największych w Europie. Trudno było więc oczekiwać, by rosła z roku na rok w takim tempie, jak dotychczas. A jednak ponownie zaskoczyła wszystkich, gromadząc w tym roku około 500 wystawców, którzy na powierzchni
8 hektarów, o 20 proc. większej niż rok temu, pokażą kilka tysięcy maszyn, w tym kilkaset nowości. W takiej masie każdy znajdzie coś interesującego.

Pokazy polowe maszyn to sól tej wystawy, nawiązującej nawet nazwą do wielkiego spektaklu, którym w istocie jest. Nie tylko na polu, lecz także na tętniącym życiem placu wystawowym, nieustannie zmieniającym oblicze, głównie za sprawą tłumu zwiedzających, których wzorem lat ubiegłych przyjedzie zapewne blisko sto tysięcy. Aby jednak „zupa nie była za słona”, w tym roku zdecydowano się nieco zmienić formułę pokazów i ciut je przykroić. Zwłaszcza w polu zostanie zaprezentowanych mniej maszyn (choć w dalszym ciągu będzie ich w sumie ponad 70) i bez dotychczasowego podziału według zapotrzebowania mocy: na te dla średnich i mniejszych gospodarstw oraz dla dużych, czyli do ciągników o mocy do 130 KM oraz powyżej. Podobnie jak w ubiegłym roku oprócz POLA będzie też RING dla opryskiwaczy, ładowarek teleskopowych i ciągników z ładowaczami czołowymi, piątkowe (pierwszego dnia wystawy) współzawodnictwo młodych adeptów rolnictwa (na ciągnikach z ładowaczami). Nowym punktem programu po głównym pokazie pracy maszyn, będzie prezentacja znaczenia doboru opon do ciągnika przy uprawie roli.

Początek pokazów zaplanowano w piątek 22 września, na godz. 12.00, a w sobotę i w niedzielę na 11.00. W poniedziałek pokazów nie będzie. Te zmiany spowodowały, że całkowity czas prezentacji polowych nie powinien przekroczyć 1,5 godziny. Będzie więc znacznie więcej czasu na zwiedzanie wystawy.

Superkombajny
Wielu rolników ma jeszcze w pamięci wyjątkowo upalne żniwa i zapewne zainteresuje się nowościami wśród maszyn do zbioru. Mimo że przepustowość najmocniejszych „pożeraczy ziarna” przekracza z wielkim okładem wydajność zbóż w wielu rejonach kraju dotkniętych suszą nawet na najlepszych stanowiskach. A w tej grupie ciekawie zapowiadają się właśnie największe kombajny Claasa i Case’a. Pierwszy to kolejna, jeszcze potężniejsza wersja obrosłego niemal legendą superwydajnego Lexiona.

Najnowszy model 600 ma wszystkie zalety dotychczasowego rekordzisty, Lexiona 580, wprowadzonego przed trzema laty. Wyróżnia go oryginalny system młócący APS, w którym skoszone zboże jest za pomocą dodatkowego bębna przyspieszane przed wejściem na potężny bęben główny o średnicy 600 mm i szerokości aż 1,7 m. Wydzielanie ziarna wspomaga bardzo skutecznie system Roto Plus, czyli dwa wzdłużnie ustawione bębny separacyjne zamiast tradycyjnych wytrząsaczy klawiszowych. Łącznie z bardzo skutecznym systemem czyszczenia Jet Stream, z dmuchawą turbinową i układem przestrzennego poziomowania sit na pochyłościach, wystarcza to, by przepustowość maksymalna sięgnęła niemal 100 ton na godzinę, a praktyczna 70-80 ton (oczywiście przy odpowiednio wysokich plonach). Całość obrazu uzupełnia 530-konny silnik Mercedesa z nadwyżką mocy 56 KM, uruchamianą w trudniejszych momentach i przy rozładunku ziarna (nie powoduje on spadku wydajności), zbiornik ziarna o pojemności 12 tys. l i zautomatyzowany heder o szerokości ponad 9 m.

Najnowszy kombajn AFX 8010 „Axial Flow”, czyli osiowy przepływ, firmy Case IH jest nieco mniejszy od Lexiona (moc „tylko” 405 KM i zbiornik mieszczący „zaledwie” 10,5 tys. l ziarna), ale ma za to jeszcze prostsze zespoły robocze. Ustawiony również wzdłużnie bęben o dużej średnicy jest tylko jeden i wykonuje pracę zarówno młocarni, jak i separatora. Najnowszy kombajn stanowi kontynuację ponad 25-letniej tradycji Case IH w budowie kombajnów z unikatowym systemem omłotu, z masywnym pojedynczym rotorem umieszczonym wzdłuż maszyny, który w modelu 8010 ma aż 762 mm średnicy i długość ponad 2,6 m. Zaletą tego rozwiązania jest zwiększona wydajność oraz niemal całkowity brak uszkodzeń nasion, a także bardzo prosta konstrukcja. Nowym rozwiązaniem, jeszcze upraszczającym mechanizmy wewnątrz maszyny, jest wyeliminowanie większości napędów pasowych i zastąpienie ich hydraulicznym systemem napędu najważniejszych elementów kombajnu. Nowością jest też napęd rotora przez przekładnię bezstopniową CVT, która umożliwia płynną zmianę obrotów oraz możliwość włączenia obrotów odwrotnych w przypadku zaistnienia takiej konieczności (np. zapchania), co przy napędzie pasowym jest niemożliwe.
Kombajn wyposażony jest w nowy 6-cylindrowy, turbodoładowany silnik o pojemności 10,3 l, z nowym systemem chłodzenia, 4 zaworami na cylinder oraz sterowaniem elektronicznym, generujący większą o 20 KM moc przy rozładunku (funkcja Power Booster). W bardzo trudnych warunkach polowych istnieje możliwość zastosowania dodatkowego napędu tylnej osi. Kombajn ma nowy system czyszczenia ziarna, wentylator o specjalnej konstrukcji łopatek Cross-Flow, system poziomowania sit na pochyłościach, rozrzutnik plew. Maszyna współpracuje z automatycznie kopiującymi teren hederami do zbóż, o szerokości roboczej od 7,3 m do 9,15 m, napędzanymi przez przekładnię kątową lub z przystawką do kukurydzy (od 6 do 12 rzędów). Podobnie jak Lexion, kombajn jest w pełni przystosowany do precyzyjnego rolnictwa (tzw. AFS – Advanced Farming System) z satelitarnym pozycjonowaniem, pomiarem plonu i wilgotności ziarna. Może być także wyposażony w system równoległego automatycznego prowadzenia w łanie, tzw. Cruise Cut (Cruise Pilot w Lexionie).

Nowe spojrzenie
W pokazach, a i zapewne na placu wystawowym, zawsze najwięcej jest maszyn do uprawy i siewu. Wśród nich prym wiodą wszelkiego rodzaju agregaty, umożliwiające w większym lub mniejszym stopniu uproszczenie uprawy. Producenci kładą coraz większy nacisk na maszyny wchodzące bezpośrednio na ściernisko, w ogóle nie ruszane pługiem, a jednocześnie nadające się do przygotowania roli do siewu. Wśród takich maszyn będzie można zobaczyć między innymi kompaktowe brony talerzowe Heliodor Lemkena, o szerokości od 3 do nawet 10 m, czy siewnik Carrier Grill firmy Väderstad, zapewniający bardzo niskie koszty uprawy. Jego proste, ale niespotykane rozwiązania konstrukcyjne pozwalają szybko i skutecznie uprawić ściernisko, doprawić orkę oraz wykonać siew. Maszyna ma dwa rzędy stożkowych tarcz i wał dogniatający ze stalowych pierścieni, umożliwiające intensywną podorywkę oraz zmieszanie wierzchniej warstwy gleby na głębokości od 2 do 10 cm i precyzyjne umieszczenie nasion w glebie. Wyróżnia się też niskim, jak na warunki pracy, zapotrzebowaniem mocy (od 120 KM). Uniwersalne, choć, w porównaniu z Carrierem, mocno rozbudowane, są też najnowsze kultywatory CTC Kvernelanda, w których elementami roboczymi są odwracalne dłuta od pługa, umieszczone na zagiętych zębach (głębokość pracy aż do 30 cm), i jego kombajny siewne MSC z wielkim zbiornikiem i charakterystycznym wałem oponowym.

Wśród interesujących maszyn na ściernisko są też polskie perełki, jak agregat talerzowy U-644/TR Brodnica 3 do uprawy ścierniskowej, mulczowej i po orce wszystkich gleb, skonstruowany przez POM w Brodnicy. Maszyna o szerokości 2,7 lub 3 m ma unikatową konstrukcję w skali europejskiej. Jej talerze, zamocowane na indywidualnych osiach, można ustawiać pod różnym kątem, zarówno względem kierunku jazdy (kąt natarcia), jak i powierzchni pola (kąt pochylenia), dzięki czemu maszynę można przystosować do pracy w bardzo różnych warunkach. Do regulacji służą mechanizmy korbowe, którymi zmienia się kąt pochylenia talerzy w obu płaszczyznach. Belki z talerzami mogą być też przesuwane względem siebie. Talerze są zamocowane do belek ramy na gumowych amortyzatorach, co zapobiega ich uszkodzeniom w razie natrafienia na kamień. Agregat może być wyposażony w różne rodzaje wałów krusząco-ugniatających i sprzęg do siewnika. Wymaga ciągnika o mocy 110-120 KM.
Jednak w wielu dużych gospodarstw rolnych uniwersalne agregaty uprawowo-siewne nie będą zbyt przydatne. Ze względu na większą wydajność stosuje się w nich wciąż uprawę i siew w oddzielnych przejazdach roboczych. Wielkie możliwości szybkiego oraz precyzyjnego siewu daje nowy wielkopowierzchniowy siewnik Citan Amazone, o szerokości roboczej 8, 9 i 12 metrów. Maszyna pracuje najlepiej z dużą prędkością, około od 10 do 20 km/h, co zapewnia dużą wydajność rzędu 6–8, 7–9 lub 10–12 ha/h (12-metrowy). Prawidłową głębokość siewu przy takim tempie pracy zapewniają stalowe talerzowe redlice RoTec, o nacisku 50 kG.

Producenci maszyn uprawowych i siewnych stale poszukują nowych elementów roboczych. Po kilku latach fascynacji talerzami, Unia Grudziądz przywróciła do łask również starsze rozwiązania: zęby sprężynowe w kultywatorach Kos i krótkich zestawach uprawowych. Są to jednak zupełnie inne zęby od tych stosowanych dotychczas. Elastyczna część sprężynująca ma w nich postać zawiniętej spirali. Z kolei Rolmasz–Kraj pokaże swoje nowe agregaty uprawowo-siewne, zbudowane na bazie maszyn uprawowych własnych (brona wirnikowa Hermes) i z Grudziądza (kompaktowy talerzowy Ares T). Trzy i czterometrowe zestawy Idea Line i Quick Line prezentują całkowicie nowe spojrzenie kutnowskiego producenta na siew, choć obie maszyny wykorzystują dopracowane rozwiązania mechanicznego siewnika Polonez: mają jego skrzynie (550 lub 780 l) i aparaty wysiewające (w Quicku pneumatycznie wspomagany jest tylko transport nasion do redlic). W Quicku, talerzowym lub aktywnym, zwraca uwagę rozbudowany zespół redlic dwutarczowych, zintegrowanych z kółkami podporowo-ugniatającymi oraz nowy wał spiralny, stosowany zamiennie z rurowym, strunowym czy pełnym zębatym. Talerzowa Idea ma bardziej zwartą budowę, a nasiona są wprowadzane do gleby bezpośrednio przez tarcze uprawowe. Interesujący jest też ogumiony wał pierścieniowy, ugniatający glebę dokładnie tam, gdzie wysiano nasiona.
Ostatnio Akpil z Pilzna niemal na każdych targach pokazuje nowości. Po ubiegłorocznej jesiennej prezentacji ścinacza do zielonek Grass, glebogryzarki międzyrzędowej Truskawka i zgrabiarki Tajfun, w tym roku pokaże m.in. głębosz Robo i bronę wirnikowa Tornado. Głębosz to ciężka maszyna, wyposażona w 5 do 7 grządzieli, umożliwiająca spulchnianie podglebia na głębokość do 55 cm, wymagająca mocy 110-180 KM. Agregat aktywny Tornado ma szerokość od 2 do 4 m (6 modeli) i minimalne zapotrzebowanie mocy od 80, 100 lub 120 KM. Wyposażony jest w 9 do 18 wirników (3-metrowy – 13), napędzanych od wałka 540 lub 1000 obr./min, wał rurowy lub pełny zębaty Packera. Może współpracować z siewnikami nabudowanymi bezpośrednio lub montowanymi za pomocą wydźwigu hydraulicznego.

Motyl i goliat
Kolejne etapy agrotechnicznego rzemiosła to nawożenie i ochrona. Wśród tych maszyn też będzie sporo nowości. Jeśli chodzi o nawożenie – zwłaszcza w grupie najpopularniejszych dziś rozsiewaczy dwutarczowych. POM Augustów wciąż rozszerza zakres zastosowań swojego oryginalnego rozsiewacza Motyl. Tym razem jest to nowy Motyl w wersji uniwersalnej – rozsiewacz Compact Fruit, który można dostosować do różnych potrzeb. Może służyć na przykład jako rozsiewacz sadowniczy, wąsko rozrzucający nawóz na szerokość od 2 do 5 m, albo polowy o szerokości roboczej do 12, 15 lub 18 m. Wersja ta ma nowy system umożliwiający przejście z wysiewu sadowniczego na tradycyjny. Po odkręceniu dwóch śrub mocujących i wyciągnięciu wewnętrznej osłony, Compact Fruit przechodzi w wersję do wysiewu tradycyjnego. Za pomocą specjalnej regulowanej przystawki (wyposażenie dodatkowe) rozsiewaczem można precyzyjnie obustronnie nawozić do granicy pola (wysiew graniczny).

Motyle mają zbiornik o pojemności od 600 do 1000 l, hydrauliczne zdalne sterowanie zasuwami, siatkę filtrującą i elementy rozsiewające ze stali nierdzewnej (taki może być też cały rozsiewacz) i to, co je wyróżnia spośród większości zwykłych rozsiewaczy tarczowych: oryginalny wibracyjny system dna lejowego. Nie ma mieszadła mechanicznego, a równomierne zsypywanie się do otworów dozujących nawozów nawet gorszej jakości zapewnia wibrujące dno maszyny, które eliminuje też kruszenie granul – niepożądane zjawisko w wielu tradycyjnych rozsiewaczach. W tym systemie granule nie spadają gwałtownie na tarcze i nie są z impetem uderzane przez łopatki, lecz są jedynie stopniowo rozpędzane. Taki przepływ nawozu zapewnia specjalny cylinder, umieszczony tuż nad środkiem tarczy, dzięki któremu granule zsypują się spokojnie na tarczę.

Spośród zagranicznych rozsiewaczy pojawi się Axis: najnowszy wyrób niemieckiego Raucha, współpracującego z firmą Kuhn. Maszyna wyposażona jest w nowy system rozsiewania z terminalem regulacyjnym CDA, który sprawia, że rozsiewacz wyróżnia się pod względem dokładności wysiewu, wydajności i łatwości obsługi. Jest ona tak prosta, że poradzi sobie z nią nawet dziecko: przesunięcie terminala CDA (umieszczonego po obu stronach rozsiewacza) powoduje odpowiednie ustawienie punktu dozowania nawozu na tarcze wysiewające i zmianę szerokości roboczej. Dawka wysiewu jest ustawiana według proporcjonalnej skali DFC, dobrze znanej z innych rozsiewaczy firmy Rauch. Wszystkie regulacje na terminalu wykonywane są w dogodnej pozycji stojącej. Specjalnie zaprojektowane zasuwy nowego typu optymalizują dozowanie nawozu do łopatek wysiewających. Dozowanie nawozu jest bardzo dokładne przy każdej masie przepływu, nawet do 500 kg/min. Tarcze wysiewające o 900 obr./min zapewniają wysiew równych porcji nawozu z dużą częstotliwością, co w efekcie gwarantuje jego równomierne rozmieszczenie na całej szerokości roboczej, wynoszącej od 12 do 36 m. Rozsiewacze mają pojemność podstawową 1200 l, a maksymalną – 3000 l (tzw. obciążenie użytkowe wynosi 3 t).

W grupie urządzeń do ochrony warto zwrócić uwagę na drobiazgi, takie jak np. nowy rozpylacz FD do nawozów płynnych firmy Lechler. W odróżnieniu od dotychczas stosowanych rozpylaczy wielootworowych do RSM, rozpylacz FD wypryskuje strumień o kształcie wachlarza. Dzięki temu równomierność pokrycia uprawy jest porównywalna do innych rozpylaczy płaskostrumieniowych. Wytwarza przy tym ekstremalnie grube krople cieczy, pożądane w przypadku stosowania parzących nawozów płynnych. Rozpylacze mają zintegrowany kołpak do systemu Multijet (Arag), masywny korpus z polimeru odpornego na zużycie oraz kalibrowaną, demontowalną dyszę dozującą. Duże wymiary (długość 53 mm) eliminują zjawisko samooprysku w przypadku belek polowych z głęboko osadzonymi korpusami rozpylaczy. Produkowane są w rozmiarach: 0,6; 0,8; 10; 15; 20, zapewniających wydatek cieczy od 150 do 1500 l/ha przy ciśnieniu roboczym 1,5–4 barów i kosztują tyle samo, co rozpylacze wielootworowe.

Wśród opryskiwaczy interesujący będzie z pewnością nasz największy zaczepiany Goliat Krukowiaka, ze zbiornikiem o maksymalnej pojemności 4400 l. Jednak tym razem nie imponująca wielkość maszyny czy rozłożystość belki powinna przykuć uwagę, lecz wyjątkowe, ekologiczne wyposażenie. W jego zbiorniku głównym jest bowiem czysta woda, a ciecz robocza tworzona jest na bieżąco i od razu wypryskiwana. Preparaty umieszczone są przed zabiegiem w specjalnym zbiorniku dozującym i dawkowane stosownie do wymagań przez układ sterowany komputerowo. Dokładność dawki i bezpieczeństwo środowiska gwarantowane.

Inną specjalnością Krukowiaka stały się niespotykane opryskiwacze sadownicze. W Bednarach zostanie zaprezentowany nowy opryskiwacz tunelowy, ale samojezdny! Będzie to maszyna w wersji do ochrony porzeczek, z tunelem opryskowym o szerokości 200 cm, wyposażonym w nastawne gardziele wylotowe wentylatora w dolnej części tunelu najazdowego, zakończone dwurozpylaczowymi oprawami z rozpylaczami wirowymi Lechler, oraz regulowane przewody powietrza w górnej części tunelu najazdowego. Tunel i układ cieczowy ze zbiornikiem o pojemności 4000 l, umieszczone są na nośniku wyposażonym w silnik o mocy 160 KM i napęd hydrauliczny.

Źródło: "Farmer" 17/2006

Podobał się artykuł? Podziel się!