- Pierwsze słyszę o problemach z konstrukcją czy silnikiem hydrostatycznym. Z tego co pamiętam gdy mieliśmy kontakt, maszyna u pana Szyszkowskiego pracuje dość intensywnie i był z niej zadowolony – mówi Płodowski. – Osprzęt został przystosowany taki, jaki klient sobie życzył. Uprzedzałem go, że ma on większe możliwości pobierania i wywożenia obornika, a u niego jest młode bydło i obornik jest bardzo mocno zbity, więc musi go używać rozsądnie – pracować ostrożniej i wolniej. Ci, którzy mają taki sprzęt, mówią że są to złote maszyny, bo nie dość że udźwigną dużo, to cecha teleskopu i manewrowość jest na najwyższym poziomie – dodaje.
Z przerwami na wynikłe awarie, miniładowarka stale pracuje. Podczas wizyty w gospodarstwie z końcem listopada 2011 r. licznik motogodzin wskazywał wartość 791 mth. Właściciel obawia się jednak co będzie dalej skoro przez niespełna dwa i pół roku użytkowania wystąpiło w niej tyle usterek. – Na pewno nie mogę narzekać na zwrotność i obsługę maszyny. Silnik też jest dobry – zużywa mało paliwa i daje się uruchomić w każdych warunkach – mówi Szyszkowski.
– Ja z Panem Darkiem mogę pogadać w każdej chwili, tylko w tej chwili krok należy do niego. Każdą usterkę byśmy usunęli, żeby była tylko zgłoszona w odpowiednim czasie. Są to maszyny mocne, typowo do gospodarstwa, naprawdę nie ma z nimi problemów – podsumowuje Antoni Płodowski.
Kiepska jakość maszyny, czy może nie do końca trafny dobór modelu lub osprzętu do intensywności pracy. A może niewłaściwe użytkowanie? W tym przypadku to już nie jest istotne. Tylko o ile łatwiej można by przebrnąć przez wynikłe problemy, gdyby nie kwestia wynikła przy „niedogadanej” do końca transakcji. Lepiej późno niż wcale – może Panowie jeszcze się dogadają?
















