Wraz z rozwojem gospodarstwa Michała Jabłońskiego z miejscowości Jabłoń-Rykacze, położonej nieopodal Wysokiego Mazowieckiego, przyszedł czas na zakup nowego ciągnika. Wysłużonego, choć stale w pełni "aktywnego zawodowo" Ursusa C-360 miał zastąpić w najważniejszych pracach w gospodarstwie młodszy, mocniejszy następca - Ursus 6824. - Miał być mocny, z dobrym silnikiem angielskim, prosty, tani w naprawach i eksploatacji, no i polski. Nie chcieliśmy po prostu wchodzić w wysokie koszty - mówi rolnik. Maszyna miała z nawiązką wystarczyć jako główna siła pociągowa w gospodarstwie o powierzchni 12 ha z produkcją mieszaną.

Naprawa nie na poziomie serwisu dealera

Ciągnik został zakupiony i dostarczony do gospodarstwa 30 czerwca 2011 r. Dokumenty sprzedażowe zostały wystawione 20 lipca - z tą datą wpisane zostało również rozpoczęcie okresu gwarancyjnego maszyny. Problemy z maszyną zaczęły się pojawiać zaraz po jego zakupie. Ze skrzyni biegów praktycznie od początku dobiegały niepokojące dźwięki. - Stuki, głośna praca, charchotanie, tak było dosłownie od zakupu - wyjaśnia Radosław Jabłoński, brat właściciela gospodarstwa, który na co dzień pomaga w jego prowadzeniu.

- Serwisanci z CHU Dojlidy z Białegostoku, gdzie ciągnik został zakupiony, kazali nam pojeździć i poczekać do końca gwarancji, wszystko miało się dotrzeć (według prezesa CHU Dojlidy, brak jest przesłanek, żeby mechanicy tak mówili - dop. red.). Potem mówili, że każdy z tych modeli tak ma.

Kiedy zaczęliśmy ich naciskać, że tak być nie może, ponieważ w okolicy pracują takie dwa ciągniki i nic w nich nie słychać, zabrali ciągnik do naprawy. Było to tuż przed końcem 18-miesięcznej gwarancji, w grudniu 2012 r. - dodaje.

W punkcie serwisowym w Białymstoku skrzynia została rozebrana i stwierdzono uszkodzenie jednego z kół zębatych i łożyska.

- Dzwoniliśmy tam i dowiedzieliśmy się o tym od jednego z mechaników. Ponadto powiedzieli nam, że uszkodzony tryb dealer chciał zamówić w Lublinie w Ursusie. Z kolei serwis z Lublina poprosił o przesłanie całej przekładni do naprawy do Lublina - mówi rolnik. - Naprawa trwała około dwóch miesięcy, po czym zwrócili nam ciągnik. Maszyna była w gorszym stanie niż przed naprawą.