Zwiększanie osiągów silników ma tyle samo zwolenników, co i przeciwników. Do pierwszej grupy z pewnością należy Tomasz Jaworowski z Podlasia. W jego gospodarstwie są już ciągniki w których moc została zwiększona. Należy do nich m.in. John Deere 5720. Rolnik zapytany o wynik modyfikacji sterowników silnika wyjaśnia: - Zmniejszyło się zużycie paliwa, poza tym teraz ciągniki „nie boi się" wolnych obrotów - ma znacznie więcej siły na w niższym zakresie obrotów, a wiec większy moment obrotowy jest dostępny w niższym zakresie obrotów. Wynik z hamowni wykazał, że silnik przed modyfikacją generował 85 KM, natomiast „po zabiegu" - 104 KM.

Nieumiejętnie zmienione oprogramowanie sterowania silnika może spowodować większe lub mniejsze szkody. Tu rolnik ma również złe doświadczenia. Przy drugim ciągniku, którym był Deutz-Fahr Agrotron 130, nie poszło już tak dobrze. - Przyjechał mechanik i wgrał komputerem nowy program. Podobno „podkręcił" moc o 20 KM, ale zużycie paliwa jest teraz na poziomie 150 proc. w porównaniu do tego przed tuningiem - wyjaśnia rolnik. Trudno też powiedzieć o ile faktycznie polepszyły się parametry silnika, bo nie było pomiaru na hamowni.

Jaworowski już kontaktował się już z firmą profesjonalnie zajmującą się tuningiem ciagników rolniczych, gdzie powiedziano mu, że konieczne będzie powtórne wgranie poprzedniego oprogramowania, a potem dopiero możliwa będzie prawidłowa zmiana parametrów. Przy okazji modyfikacji Deutz-Fahra, planuje również zmianę parametrów dwóch innych ciągników. - Przekonałem się, że do takich modyfikacji potrzebny jest porządny fachowiec. Koszt zrobienia Deutz-Fahra był niewielki - 500 zł, było to 5 min. pracy mechanika z komputerem, ale efekty są mizerne, ciągnik jest do poprawki. Profesjonalna firma z doświadczeniem i hamownią która robiła już u nas John Deere'a 5720, weźmie prawdopodobnie 3-4 tys. zł za jeden ciągnik.

Tuning wydaje się zasadny szczególnie przy tych modelach, które mają te same silniki, pompy paliwowe, układy wtrysku. - Wszystko zależy jaka jest różnica w parametrach pomiędzy poszczególnymi modelami w danym typoszeregu. Jeśli różnica jest niewielka, to rzeczywiście w większości przypadków różnice są w sterowaniu elektroniką - mówi Stanisław Wolski, szef serwisu John Deere Polska. - Problem polega na tym jeśli na przykład mamy różnego rodzaju przekładnie zautomatyzowane, są one zsynchronizowane z obrotami silnika i tutaj zaczynają się „schody". Nie będzie tu współgrania. Firmy przeprowadzające modyfikację zajmują się wyłącznie silnikami i ich sterowaniem. W przypadku bliskich modeli w typoszeregu, mechanicznego zagrożenia specjalnie nie widzę. Natomiast jest kwestia współgrania oprogramowani - tłumaczy specjalista. - Mamy też takie przykłady, że ten sam model przeprogramowany według tej samej zasady co u sąsiada, niemal totalnie „umarł" i dealer musiał mu kalibrować wszystkie sterowniki od początku, bo nie wiadomo co się wydarzyło - dodaje.