Do zakupu aplikatora doglebowego trzeba podejść z pewnością na chłodno, dobrze kalkulując inwestycję. Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się zaczerpnąć wiedzy u jednego z liderów w produkcji maszyn do rozprowadzania nawozów, belgijskiej firmy Joskin. Podczas naszej wizyty w polskiej fabryce Joskina w Trzciance postanowiliśmy wspólnie z Adamem Chmurakiem, koordynatorem technicznym, przyjrzeć się bliżej ofercie aplikatorów oraz ich możliwościom w zależności od zastosowania. Ponadto sprawdziliśmy, na jakie korzyści można liczyć, decydując się na metody doglebowe, a także g dzie i jaki tkwi w tym haczyk.

DOGLEBOWO, CZYLI "DOPORTFELOWO"?

Do tej pory w naszym kraju doglebowe aplikacje gnojówki i gnojowicy nie były zbyt popularne głównie ze względu na koszty osprzętu i wykonania takich zabiegów. Obecnie podejście wielu rolników zaczyna się zmieniać, a metody te zaczynają zyskiwać na popularności.

Zdążyliśmy się już przyzwyczaić do chwytliwych haseł mających promować nowe metody upraw, w których zazwyczaj kluczową rolę odgrywa właśnie pokusa gigantycznych oszczędności. W przypadku doglebowej aplikacji - czy to gnojowicy, czy gnojówki - należałoby spojrzeć na aspekt korzyści z nieco innej perspektywy. A konkretnie wydajności nawożenia, bowiem właśnie tutaj kryją się jej zalety. Oczywiście, zanim będziemy mogli wyjechać na pole wozem doposażonym w aplikator i doświadczyć ich osobiście, trzeba wydać niemałe pieniądze na odpowiedni sprzęt, ale o tym w dalszej części.

Wracając do opłacalności i wydajności, o którą przecież wszyscy toczymy nieustanny bój, warto wiedzieć, że w przypadku najpopularniejszego sposobu rozprowadzania nawozu - systemu rozbryzgowego - przeciętnie odnotowujemy od 5 do nawet 50 proc. strat azotu amonowego. Wszystko zależy od warunków pogodowych i glebowych w trakcie zabiegu, nie zawsze jednak mamy czas, aby trafić w idealną porę. Użycie węży rozlewających pozwala na zmniejszenie tych strat zaledwie o około 10 proc., zaś aplikator doglebowy o 60-90 proc. (wtrysk płytki - wtrysk z głębszym urabianiem gleby). To można już spróbować przełożyć na realne korzyści finansowe: azot, który musielibyśmy dostarczyć wraz z nawozami, paliwo zużyte na przejazdy podczas nawożenia - to nasze oszczędności. Ponadto wiele aplikatorów pozwala na jednoczesną uprawę ścierniska, co również należałoby włączyć do kalkulacji oszczędności, zarówno ekonomicznych (paliwo, serwis), jak i agrotechnicznych. Przykładowo: chcąc dostarczyć około 60 kg azotu amonowego na hektar (np. pod postacią świńskiej gnojowicy jest to około 30 m3/ha), przy najbardziej niekorzystnych warunkach metodą rozbryzgową dostarczymy jedynie 30 kg/ha, podczas gdy przy użyciu aplikatora możemy być pewni, że straty całkowite nie przekroczą 5-10 proc.