PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

Prosto w glebę – czyli jaki wybrać aplikator do gnojowicy

Za zakupem aplikatora doglebowego przemawiają wymierne korzyści agrotechniczne, jak i widmo regulacji prawnych, które przez wzgląd na szeroko rozumianą ekologię mogą niebawem wymusić stosowanie zabiegów doglebowych jako jedynych dopuszczalnych. Z jakimi zaletami i wadami wiąże się tego typu inwestycja i jak podejść do wyboru właściwego narzędzia?



Do zakupu aplikatora doglebowego trzeba podejść z pewnością na chłodno, dobrze kalkulując inwestycję. Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się zaczerpnąć wiedzy u jednego z liderów w produkcji maszyn do rozprowadzania nawozów, belgijskiej firmy Joskin. Podczas naszej wizyty w polskiej fabryce Joskina w Trzciance postanowiliśmy wspólnie z Adamem Chmurakiem, koordynatorem technicznym, przyjrzeć się bliżej ofercie aplikatorów oraz ich możliwościom w zależności od zastosowania. Ponadto sprawdziliśmy, na jakie korzyści można liczyć, decydując się na metody doglebowe, a także g dzie i jaki tkwi w tym haczyk.

DOGLEBOWO, CZYLI "DOPORTFELOWO"?

Do tej pory w naszym kraju doglebowe aplikacje gnojówki i gnojowicy nie były zbyt popularne głównie ze względu na koszty osprzętu i wykonania takich zabiegów. Obecnie podejście wielu rolników zaczyna się zmieniać, a metody te zaczynają zyskiwać na popularności.

Zdążyliśmy się już przyzwyczaić do chwytliwych haseł mających promować nowe metody upraw, w których zazwyczaj kluczową rolę odgrywa właśnie pokusa gigantycznych oszczędności. W przypadku doglebowej aplikacji - czy to gnojowicy, czy gnojówki - należałoby spojrzeć na aspekt korzyści z nieco innej perspektywy. A konkretnie wydajności nawożenia, bowiem właśnie tutaj kryją się jej zalety. Oczywiście, zanim będziemy mogli wyjechać na pole wozem doposażonym w aplikator i doświadczyć ich osobiście, trzeba wydać niemałe pieniądze na odpowiedni sprzęt, ale o tym w dalszej części.

Wracając do opłacalności i wydajności, o którą przecież wszyscy toczymy nieustanny bój, warto wiedzieć, że w przypadku najpopularniejszego sposobu rozprowadzania nawozu - systemu rozbryzgowego - przeciętnie odnotowujemy od 5 do nawet 50 proc. strat azotu amonowego. Wszystko zależy od warunków pogodowych i glebowych w trakcie zabiegu, nie zawsze jednak mamy czas, aby trafić w idealną porę. Użycie węży rozlewających pozwala na zmniejszenie tych strat zaledwie o około 10 proc., zaś aplikator doglebowy o 60-90 proc. (wtrysk płytki - wtrysk z głębszym urabianiem gleby). To można już spróbować przełożyć na realne korzyści finansowe: azot, który musielibyśmy dostarczyć wraz z nawozami, paliwo zużyte na przejazdy podczas nawożenia - to nasze oszczędności. Ponadto wiele aplikatorów pozwala na jednoczesną uprawę ścierniska, co również należałoby włączyć do kalkulacji oszczędności, zarówno ekonomicznych (paliwo, serwis), jak i agrotechnicznych. Przykładowo: chcąc dostarczyć około 60 kg azotu amonowego na hektar (np. pod postacią świńskiej gnojowicy jest to około 30 m3/ha), przy najbardziej niekorzystnych warunkach metodą rozbryzgową dostarczymy jedynie 30 kg/ha, podczas gdy przy użyciu aplikatora możemy być pewni, że straty całkowite nie przekroczą 5-10 proc.

Oczywiście, pozostaje jeszcze kwestia kosztu zakupu i zastosowania danego rodzaju aplikatora, bowiem bez nich trudno o poprawną i czytelną analizę. Tu należy się pochylić nad kwestią doboru i wymagań poszczególnych rozwiązań.

OD CZEGO ZACZĄĆ?

Jeżeli już zdecydowaliśmy się, że przejdziemy na doglebowe rozprowadzanie nawozu, planowanie zakupu aplikatora należy zacząć od dwóch kwestii: beczki i ciągnika. W przypadku wozu asenizacyjnego chodzi oczywiście o to, czy ma on możliwość zawieszenia takiego narzędzia. - Na samym początku trzeba zrewidować, czy nasz nas wóz jest przystosowany do zawieszenia narzędzia. Jeżeli tak, to można przejść do wyboru aplikatora. Jeżeli natomiast nie, to warto sprawdzić, czy istnieje możliwość modernizacji. W przypadku naszych beczek wystarczy, że użytkownik poda nam dane swojej maszyny. Wtedy my możemy sprawdzić, czy w danym modelu taka opcja została przewidziana. Oczywiście, wszystkie nowe beczki są standardowo przystosowane do takich modernizacji, jak i skonfigurowania gotowego rozwiązania już na etapie zamawiania wozu - mówi Adam Chmurak.

Jeżeli chodzi o sposoby zawieszania, to można wyróżnić dwa podstawowe, stosowane przez większość producentów: czteropunktowy i trzypunktowy, który przypomina ten znany z ciągników rolniczych. Tak jak w przypadku dużych kultywatorów, znajdziemy także rozwiązania zaczepiane za beczkowozem (zazwyczaj ponad 6 metrów szerokości roboczej). Należy jednak pamiętać, że wówczas nasz trójczłonowy zestaw staje się dość długi i trudny w manewrowaniu, a zatem niepolecany na małe areały. Do wad takich konstrukcji należy także słabsze dociążenie narzędzia, co przekłada się na mniejsze zagłębienie.

STARSZE TEŻ MOŻNA MODERNIZOWAĆ

Wracając do modernizacji starszego wozu, przypominamy, że większość producentów beczkowozów i systemów rozprowadzania nawozu ma w ofercie specjalne zestawy przeznaczone do swoich produktów. Ceny takich gotowych zestawów są mocno zróżnicowane, np. Pomot Chojnia oferuje podstawowe rozwiązania już od 6 tys. zł brutto. W przypadku firmy Joskin układ zawieszenia (czteropunktowy) to koszt rzędu 10-12 tys. zł brutto. Można także poszukać konstrukcji uniwersalnych, oferowanych przez mniejsze firmy lub też wykonać je samodzielnie, pamiętając, że siły działające na aplikator będą duże, a więc rama beczkowozu powinna być w dobrym stanie. W razie potrzeby trzeba będzie pomyśleć o dodatkowych wzmocnieniach. Dodatkowych narzędzi nie powinniśmy instalować, jeśli konstrukcja wozu jest typu samonośnego.

Drugą kwestią jest moc, jaką dysponuje nasz ciągnik. Trzeba pamiętać, że sam wóz asenizacyjny ma stosowne do swojej objętości zapotrzebowanie na moc. Dlatego narzędzie w postaci aplikatora winno być dobrane tak, aby w miarę maksymalnie wykorzystać pozostałą rezerwę, a jednocześnie nie dopuścić do przeciążenia ciągnika. Zwłaszcza gdy mowa o pracy w pagórkowatym terenie, gdzie oprócz standardowych wymagań gleby, po prostu trzeba brać dodatkową poprawę na pochyłości terenu. - Podczas dobierania wozu zwykle przyjmujemy przelicznik w postaci 10 KM na każde 1000 l pojemności beczki. Drugie tyle należy przyjąć na każdy metr szerokości roboczej aplikatora. Oczywiście, należy inaczej podejść do doboru aplikatora łąkowego, a inaczej do pracy w polu. Duże znaczenie ma to, czy decydujemy się na talerze czy zęby, te drugie bowiem mają mniejsze zapotrzebowanie na moc. Każdy, kto zamawia u nas zestaw bądź sam aplikator, dobrze zna gleby, na jakich pracuje, dzięki czemu można skorygować wstępnie dobrany produkt pod kątem wymagań konkretnego klienta - wyjaśnia Chmurak.

Pośród dostępnych rozwiązań, najmniejsze zapotrzebowanie na moc będą miały aplikatory wyposażone w zęby sprężynowe z wąskimi redlicami (10 KM na metr szerokości roboczej), w przypadku szerokich gęsiostópek należałoby przyjąć dwukrotnie większe zapotrzebowanie, zaś dla redlic talerzowych nawet trzykrotnie. Warto jednak pamiętać o korzyściach płynących z przejazdów z takim aplikatorem, który oprócz rozprowadzania nawozu załatwi nam uprawę ścierniska. Tu wady i zalety poszczególnych rozwiązań rozkładają się podobnie, jak w przypadku zwykłych kultywatorów zębowych lub bron talerzowych.

NARZĘDZIA Z ZĘBAMI

Zasada działania aplikatorów doglebowych jest praktycznie taka sama bez względu na element urabiający glebę. Gnojowica jest pobierana ze zbiornika i wtłaczana do rozdzielacza za pomocą pompy umieszczonej na wozie. Z rozdzielacza płynie dalej przewodami do elementów urabiających glebę. Przewody są poprowadzone "w cieniu" tych elementów, np. wzdłuż krzywizny zęba. W końcowym etapie nawóz jest wtryskiwany pod redlice lub talerze.

Aplikatory kultywatorowe z zębami sprężystymi to wybór, za którym stoi zarówno ekonomiczna rozwaga, jak i całkiem przyzwoite parametry pracy. W porównaniu z gęsiostópkami uświadczymy lepszego spulchniania gleby oraz dobrego wymieszania resztek roślin. Nie bez znaczenia pozostaje również mniejsze zapotrzebowanie na moc w stosunku do gęsiostópek czy talerzy. W zależności od konstrukcji zaproponowanej przez producenta, zęby mogą pracować na różnych głębokościach, regulowanych płynnie lub skokowo (zwykle od 3 do 20 cm). Niestety, wadą takiego rozwiązania jest sposób podawania nawozu. Lemiesze zębów są wąskie, a to przekłada się na rozlewanie nawozu pasami odpowiadającymi ich szerokości.

Ważnym parametrem, na który należy zwrócić uwagę, jest możliwość przesuwu zębów na belce. Zazwyczaj ich bazowy rozstaw wynosi 25-45 cm, choć zdarzają się wyjątki. Przy odpowiednim doborze kół oraz zębów, można zastosować aplikowanie doglebowe w uprawach rzędowych, np. w kukurydzy. - Narzędzia z zębami sprężystymi lub gęsiostópkami to wydatek rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych. Podstawowe warianty kosztują około 25 tys. zł netto. W przypadku aplikatorów talerzowych Joskin ceny zaczynają się od 45 tys. zł. Należy także pamiętać o odpowiednim zapasie mocy ciągnika i mocnym układzie zawieszenia.

Aplikatory talerzowe, choć dużo droższe, mają jednak sporo do zaoferowania. Wśród nich można wyróżnić dwie grupy: urabiające glebę i te, które jedynie ją nacinają. Te drugie cechują się zapotrzebowaniem na moc zbliżonym do gęsiostópek, niestety nie pozwalają na jednoczesne uprawianie. W ich przypadku talerze pełnią rolę krojów talerzowych rozcinających glebę, do której podawany jest nawóz. Takie narzędzie można dodatkowo doposażyć w rolki zamykające bruzdy, co wpływa na dalsze ograniczenie strat azotu. Jest to rozwiązanie, które przede wszystkim warto rozważyć, jeżeli w planach mamy prowadzenie zabiegów na łąkach.

BRONY TALERZOWE MAJĄ SPORO ZALET

Druga grupa aplikatorów przypomina w budowie klasyczne kompaktowe brony talerzowe, idealne do uprawy ścierniska czy nawożenia przeduprawowego. Nawóz podany pod pierwszy rząd talerzy, jest następnie przykrywany glebą za pomocą kolejnego rzędu talerzy lub specjalnych zagarniaczy, czasem kombinacji obu elementów. Pomot Chojnia w swoich maszynach zaaranżował ten system nieco inaczej, bowiem płynny nawóz jest podawany przed bronę, która ma za zadanie wymieszać go z uprawianą glebą. Ceny większości godnych uwagi aplikatorów talerzowych zaczynają się od około 40 tys. zł brutto (około 3 m szerokości roboczej z jednym rzędem talerzy i zagarniaczy).

Ciekawym rozwiązaniem, choć obarczonym pewnymi wadami, są aplikatory płozowe (łyżwowe), które choć nie mogą być nazwane w pełni doglebowymi, stanowią ciekawą alternatywę w przypadku nawożenia łąk i nieużytków. W przypadku tego typu aplikatora nie mamy do czynienia z urabianiem gleby, a jedynie z utworzeniem się małej bruzdki, do której podawany jest nawóz. Największą zaletą tego aplikatora jest znacznie mniejsze zapotrzebowanie na moc przy jednoczesnym ograniczeniu strat o około 60 proc. w stosunku do klasycznego systemu rozlewającego.

Ostatnim elementem, o którym warto pamiętać, jest wspomniany wcześniej rozdzielacz. Producenci zwykle integrują z nim specjalny system rozdrabniania części stałych (homogenizację). W maszynach Joskin oraz Pichon znajdziemy opatentowane rozdrabniacze, nazwane odpowiednio: Scalper i Turbina Pichon. Pierwszy z nich składa się ze specjalnych samoostrzących się tarcz napędzanych silnikiem hydraulicznym oraz tarcz swobodnych zamocowanych do podstawy, pomiędzy którymi rozdrabniane są ciała stałe mogące zapchać przewody. W turbinie Pichon mamy zestaw obracających się noży, także napędzanych hydraulicznie, oraz specjalne płytki mielące, poprawiające stopień rozdrobienia.

PODSUMOWANIE

Czy warto zainwestować w aplikator doglebowy? Aby odpowiedzieć na to pytanie, każdy zainteresowany powinien we własnym zakresie dokonać stosownych kalkulacji, biorąc pod uwagę wszystkie możliwe czynniki. W przypadku chęci przejścia na aplikację doglebową bardzo łatwo o "przedobrzenie" z zapotrzebowaniem na moc, którego nasz ciągnik może nie zaaprobować, a wtedy koszty inwestycji zaczynają rosnąć lawinowo. Trzeba jednak pamiętać, że w przypadku aplikatorów z narzędziem uprawowym, nawożenie i uprawę można wykonać za jednym przejazdem, co wpłynie na oszczędność czasu. Najważniejszą zaletą jest jednak znacząca redukcja ulatniania się azotu amonowego, co odnosi się z korzyścią dla portfela i środowiska naturalnego. Na koniec warto jeszcze wspomnieć o jednej zalecie aplikacji doglebowej, a mianowicie ograniczeniu odoru towarzyszącemu rozprowadzaniu nawozów naturalnych, co zawsze będzie atutem, a niejednokrotnie wręcz koniecznością.

Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (1)

  • malorolny 2016-10-22 08:57:01
    Jo, bedem kupował aplikator bo miastowym na letniskach waniajet pfff, w pupach się tam poprzewracało w tej Brukseli
ZOBACZ WSZYSTKIE KOMENTARZE

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 54.81.244.248
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin serwisu

Drodzy Użytkownicy!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.

Zgłoś swoje propozycje zmian!


Dziękujemy za współpracę!