Użytkownika radiotelefonu CB łatwo zobaczyć na drodze. Zdradza go długa antena przymocowana do samochodu. Dla tych, co jeszcze nie mają CB, ta wiedza także może być przydatna. Utknąwszy niespodziewanie w korku na szosie, warto podejść do takiego pojazdu. Najczęściej jego kierowca jest dobrze poinformowany o przyczynach postoju.

CB narodziło się w USA. CB (ang. Citizens Band), czyli pasmo obywatelskie, to pomysł z lat czterdziestych ubiegłego wieku. W 1959 r. miesięcznie składano średnio po 6 tys. podań o wydanie zezwolenia. Ogólnokrajową popularność zdobyło jednak dopiero w latach siedemdziesiątych, jak twierdzą znawcy tematu, po wprowadzeniu ograniczeń prędkości na drogach do 55 mil na godzinę i sukcesie filmu „Konwój” z Krisem Kristoffersonem.

W Polsce CB zaczęło być popularne na początku lat dziewięćdziesiątych. Ułatwiało łączność i było znakiem swobód demokratycznych. Urządzenie należało rejestrować w Państwowej Inspekcji Radiowej (przekształcona w Państwową Agencję Radiokomunikacji) i uiszczać opłaty. Gwałtowny rozwój telefonii komórkowej wyparł CB. Nie na zawsze jednak.

W 2005 r. Ministerstwo Infrastruktury zezwoliło na użytkowanie radioodbiorników nadawczych i nadawczo-odbiorczych bez zezwoleń. Była to jedna z przyczyn renesansu radiotelefonów CB. Inne, chyba ważniejsze, to zastosowanie CB jako źródła informacji o sytuacji na drogach i gwałtowny spadek cen tych urządzeń.

Co kupować?

Najtańsze CB można kupić już za 200–300 zł. Na rynku są modele i za 1000 zł. Przed wyborem należy się jednak zastanowić, do czego będzie służyło urządzenie. Nie zawsze bowiem nabycie najdroższego modelu jest najlepszym rozwiązaniem.

Jeżeli ma służyć przede wszystkim do nasłuchu, bez częstego porozumiewania się, warto kupić model tani i prosty w obsłudze. Ma on przełącznik kanałów, blokadę szumów i pokrętło głośności. I choć to może paradoks, takie CB bywają bardziej czułe od tych droższych. Spowodowane jest to m.in. przystosowaniem ich do pracy z krótszymi i tańszymi antenami.