- Dobór rozpylacza jest tak naprawdę uzależniony od bardzo wielu czynników i jest to temat bardzo skomplikowany. Generalnie w miarę wzrostu siły wiatru powinniśmy zastępować dysze drobnokropliste średniokroplistymi lub rozpylaczami eżektorowymi - mówi Jan Śpitalniak, regionalny szef sprzedaży produktów firmy TeeJet.

- Trzeba jednak pamiętać, że jest coś za coś. Grubsze krople działają na mniejszej powierzchni, stąd na przykład przy większej kropli zazwyczaj trzeba zwiększyć dawkę cieczy na hektar. Trzeba też zadać sobie podstawowe pytanie: jak działa środek - systemicznie, czy kontaktowo? Jeśli systemicznie, to w przypadku chwastów wystarczy jedna kropla na roślinę aby oprysk zadziałał. Jeśli kontaktowo lub parasystemicznie, do których należą fungicydy, to nad zwiększeniem kropli trzeba się zastanowić - tłumaczy Śpitalniak.

Dlatego w przypadku fungicydów manewrowanie rozpylaczami jest bardziej ograniczone, choć są przypadki, że nie ma wyjścia. Przykładem może być fuzarioza, która na kłosach rozwija się błyskawicznie. Przyglebie jest wilgotne bo kilka dni temu padał deszcz, a powietrze jest suche i jest wietrznie.

- W takiej sytuacji nie wolno czekać, bo zamiast ziarna zostanie poślad. W tym przypadku trzeba wybrać kompromis - na przykład rozpylacze eżektorowe dwustrumieniowe AI3070, które oczywiście dają gorsze pokrycie niż drobnokropliste, ale nie są znoszone i docierają do celu. Jedna taka kropla rozbijając się na liściu rośliny potrafi dać 10 kropel - mówi specjalista.

Podobał się artykuł? Podziel się!