W poszukiwaniu oszczędności warto poszukać tego typu sprzętu „z drugiej ręki". Trzeba jednak zaznaczyć, że wybór tych mało popularnych u nas konstrukcji jest kiepski i trzeba szukać w ogłoszeniach zagranicznych. Czy to się opłaca? Maciej Pietraszuk z Zaczopek w woj. lubelskim taki wózek kupił z Zachodu i przystosował do własnych potrzeb.

 

Koszt zakupu urządzenia wyniósł zaledwie 1 tys. euro, a więc około 4 tys. zł. Niska cena wiązała się jednak z koniecznością przeprowadzenia kapitalnego remontu i kilku przeróbek, z których najważniejszą był montaż wydajnej instalacji hydraulicznej pozwalającej na współpracę z największymi wywrotkami.

W tym celu zakupiono wydajną pompę hydrauliczną Galtech o wydajności 120 l/min, którą nakłada się bezpośrednio na wał odbioru mocy w ciągniku. Dzięki temu wyeliminowano konieczność agregatowania zestawu wałem przekaźnikowym.

Do instalacji potrzebne były jeszcze węże hydrauliczne i rozdzielacz. Za komplet (pompa, węże, rozdzielacz), właściciel gospodarstwa zapłacił około 6 tys. zł.

Zbiornik na olej hydrauliczny wykonano samodzielnie wspawując odpowiednie profile blach w konstrukcję zaczepu wózka. W ten sposób tanim kosztem uzyskano zasobnik o pojemności 150 l, którego „zalanie" olejem hydraulicznym kosztowało około 2,5 tys. z

Wymiany wymagały koła i opony. 22,5-calowe felgi oraz opony o szerokości 425 i profilu 65 założono używane (2 tys. zł/sztuka). Ponadto wykonano przegląd pozostałych elementów, konstrukcję oczyszczono i pomalowano. Dwuosiowe dolly wyniosło w sumie około 20 tys. zł.

 

Maciej Pietraszuk chwali funkcjonalność wózka i jego właściwości jezdne. - Urządzenie bardzo dobrze spisuje się w polu, ale świetnie też prowadzi się na nim naczepę w szybkich przejazdach po drogach utwardzonych. 30-tonowa naczepa nie sprawia wózkowi żadnego problemu - mówi z zadowoleniem.

Uwagi ma jedynie do opon, w przypadku których szerokość mogłaby być większa - na przykład 460 zamiast 425, co zmniejszyło by powstawanie kolein na bardziej wilgotnym polu.