Kradzieże ciągników i innych maszyn rolniczych to prawdziwa plaga w ostatnich latach. Giną przede wszystkim maszyny nowoczesne i drogie. Tak było i w tym przypadku, gdy Dariuszowi Kubikowi z m. Godzikowice k. Oławy skradziono w marcu ubiegłego roku niespełna 2-letni traktor John Deere 8370R.

- Wstałem rano i patrzę, a ciągnika nie ma. Najpierw pomyślałem, że syn przejechał nim na drugą bazę, gdzie mamy magazyny. Ale gdy wrócił do domu, okazało się, że maszyny nie brał. Dopiero o godzinie 14.30 zorientowaliśmy się że ciągnik został skradziony – mówi Dariusz Kubik.

Na nieszczęście dla poszkodowanych, nocą kiedy dokonano kradzieży padał deszcz. Nie pozostały więc żadne ślady wyjazdu maszyny czy też innych pojazdów, które mogły po nią przyjechać.

- Uświadomiliśmy sobie, że traktor był wyposażony w system nawigacji i system telemetryczny JDLink. „Jeden z systemów musi zadziałać. Może uda się w ten sposób odnaleźć sprzęt” – pomyśleliśmy. Problem polegał na tym, że przed sezonem nie opłaciliśmy jeszcze aktywacji, no bo „wszystko kosztuje” – dodaje.

Był to piątek, godzina 14.30. Pojawiły się więc obawy, kto będzie chciał się o takiej porze przed weekendem zająć sprawą.

- Zadzwoniliśmy do firmy Polboto, z której zakupiliśmy ciągniki i powiedzieliśmy, jaką mamy sytuację. Powiem tak: ludzie - zarówno z Polboto jak i z John Deere Polska - stanęli na wysokości zadania. O godzinie 17.00 mieliśmy już e-mail zwrotny ze Stanów, że Amerykanie potrzebują tylko moją parafkę na zgodę o przetworzenie danych. 15 minut później system został aktywowany i od tego czasu czekaliśmy tylko na sprawdzenie czy złodzieje unieruchomili systemy, czy też nie wiedzą o nich. O 19.30 zadzwonił pracownik z serwisu Polboto z informacją, że ludzie z centrali John Deere Polska, którzy zajmują się tego rodzaju systemami, mają sygnał i namierzyli już ciągnik – wspomina rolnik.

- Kolejny dylemat: policja. Dla niech skradziony ciągnik jest skradzionym ciągnikiem. Dwa protokoły tej samej treści, 20 pytań… powiedziałem, że wiem, gdzie jest ciągnik z dokładnością do 1 m. Na początku nie bardzo chcieli uwierzyć, ale jakoś poszło. Przyjechali do nas do domu, usiedli przy komputerze i śledzili na monitorze przejazd ciągnika łącząc się na bieżąco z patrolami – opowiada Kubik.