Kultywatory ścierniskowe to na pierwszy rzut oka bardzo proste maszyny o dość przewidywalnej budowie - sekcja redlic, talerze wyrównujące i wał ugniatający. Jednak w praktyce dwie teoretycznie podobne maszyny mogą zupełnie inaczej pracować, mieć inne zapotrzebowanie na moc i pozostawiać ściernisko w zupełnie odmiennym stanie. Dlatego przy wyborze kultywatora trzeba zwracać uwagę nie tylko na cenę i rangę producenta, ale na wiele innych szczegółów. Szczególnie istotne są rozwiązania techniczne poszerzające zakres zastosowania kultywatorów, np. do uprawy bezorkowej. Taką właśnie cechą może pochwalić się kultywator TOP firmy Mandam, która z roku na rok zyskuje mocniejszą pozycję na polskim rynku.

Biorąc pod uwagę konkurencję innych polskich producentów, maszyny firmy Mandam nie należą do tanich, ale też większość rolników gospodarujących przynajmniej na kilkudziesięciu hektarach wie już, że tanie maszyny na ogół nie sprawdzają się w intensywnej pracy. Za testowany model kultywatora TOP 3.0 S trzeba zapłacić ok. 28 tys. zł (brutto), ale nie jest to wersja standardowa. W podstawowej specyfikacji cena spada do 19 tys. zł. Niestety, wtedy mamy do czynienia tylko z ścinanym zabezpieczeniem przeciwkamieniowym, co przy tak dużej liczbie zębów (10, opcjonalnie 13) może bardzo uprzykrzyć eksploatację. Wersja ze sprężynowym zabezpieczeniem ma w nazwie dopisek "S". W ofercie znajdziemy też modele z symbolem SH (dotyczy modeli o szerokości roboczej powyżej 3 m), które do transportu są hydraulicznie składane. Testowany egzemplarz posiada również niestandardowy wał doprawiający T-ring o średnicy 600 mm, za który trzeba dopłacić ok. 1 600 zł. Na liście wyposażenia dodatkowego znajdują się również inne typy wałów, belka z pazurkami pracującymi za wałem doprawiającym, oświetlenie czy hydrauliczna regulacja głębokości (dopłata 2 870 zł).