Do testu otrzymaliśmy Kobotę M8540 wyposażoną w ładowacz czołowy Quicke Q35. To nie przypadek, ale celowe działanie importera, który chciał w ten sposób zwrócić uwagę na największe, według niego, atuty ciągnika. Sprawdziliśmy więc, czy rzeczywiście testowany ciągnik najlepiej sprawdza się podczas pracy z ładowaczem czołowym.

MOCNY SILNIK, KOMPAKTOWA BUDOWA

Jak na maksymalną moc 88 KM, Kubota M8540 wydaje się małym ciągnikiem. Ma niespełna 4 m długości i stosunkowo niską masę własną (bez obciążników wynosi ona 3 305 kg). To niewiele, na tle niektórych rywali z tego przedziału mocy. Jednak jest to rozmyślne działanie japońskiego producenta, mające na celu stworzenie maszyny o mocnym silniku, ale jednocześnie bardzo zwrotnej, mogącej dotrzeć tam, gdzie inne ciągniki nie będą w stanie.

Kubotę M8540 napędza 4-cylindrowy, turbodoładowany diesel o mocy 88 KM uzyskiwanej przy dość wysokich, jak na ciągniki rolnicze, obrotach – 2 600 obr./min. Jednak maksymalny moment obrotowy 282 Nm dostępny jest już w zakresie 1 500-1 700 obr. min., dzięki czemu podczas typowych prac obroty silnika nie muszą być wcale wysokie. W przeciwieństwie do największych modeli Kuboty, do zasilania nie użyto systemu common rail, ale wykorzystano wtrysk bezpośredni z tradycyjną rzędową pompą wtryskową. Plusem takiego rozwiązania jest z pewnością większa odporność układu na paliwa o gorszej jakości, minusem – głośniejsza praca silnika. Jednak, biorąc pod uwagę wysokie koszty wymiany wtryskiwaczy w układzie common rail, nieco większy hałas nie wydaje się dużą ceną za tańszą i mniej problematyczną eksploatację.
Za plus należy uznać bardzo łatwą obsługę podstawowych funkcji ciągnika. W układzie przekazania napędu zastosowano klasyczną mechaniczną 18-biegową skrzynię przekładniową, ale ze wzmacniaczem momentu (podnoszącym jego wartość o ok. 20 proc.), co w sumie daje 36 prędkości jazdy. Wzmacniacz włącza się bez użycia sprzęgła, za pomocą przycisku umieszczonego na dźwigni zmiany biegów, a o jego aktywności informuje zapalona kontrolka na bocznej konsoli.

Wspomnianą dźwignią wybiera się jeden z 6 biegów, natomiast inną, umieszczoną obok zmieniamy zakresy: ślimak, żółw, zając. Ta ostatnia czynność wymaga użycia sprzęgła i zatrzymania pojazdu. Niestety, egzemplarz, który trafił na nasze testy, przeszedł już przez ręce różnych, przypadkowych operatorów, dlatego wybieranie poszczególnych przełożeń było niezbyt łatwe i wymagało użycia sporej siły. Na tyle mocno rzutowało to na ogólnie pozytywny obraz maszyny, że postanowiliśmy sprawdzić, jak dźwignia zmiany biegów działa w innych egzemplarzach. Okazało się, że jest zdecydowanie lepiej.