Przed ponad 2 miesiącami wyruszył z Pleszewa w woj. wielkopolskim.  O podróży ciągnikiem dookoła Polski marzył jeszcze jako mały chłopiec. Choć od tego czasu minęło już wiele lat, to pan Zygmunt o marzeniu nigdy nie zapomniał i na emeryturze postarał się je zrealizować.

- Pamiętam, że jak byłem młody to ten ciągnik, również przeżywał okres świetności. Dwa lata temu, kiedy przeszedłem na emeryturę, zacząłem poszukiwać tego modelu. Kiedy już go znalazłem sporo czasu zajęło mi jego wyremontowanie, ale oto i jest - prezentuje z dumą ciągnik.

Kiedy pytamy skąd pomysł na zwiedzanie Polski akurat ciągnikiem, a nie choćby dużo szybszym i bardziej komfortowym samochodem osobowym, nasz bohater przedstawia swoją historię.

- Swoje życie zawodowe spędziłem w tirze, zjeździłem cały świat. Byłem w Norwegii, Szwecji, Niemczech, Francji, Rumuni - wymienia i przy tym dodaje -  zawodowy kierowca nie ma na nic czasu. Ciągle gdzieś gna, a ja zawsze uwielbiałem polskie miasta. Chciałem je zwiedzić w spokoju, bez pośpiechu i być panem swojego czasu. Tak też się stało. Jestem oczarowany Bieszczadami. Jako kierowca nigdy tam nie jeździłem, bo przemysł jest tam niewielki, ale rejony są wspaniałe.

Na wywiad z panem Zygmuntem też nie było łatwo się umówić. Kiedy spodobała mu się jakaś miejscowość, zostawał w niej na dłużej i tak nasze spotkanie w jednym z miast musieliśmy przekładać.

- Widziałem tyle wspaniałych miejsc, dodatkowo ludzie są dla mnie tak życzliwi, że ten wyjazd zapamiętam na bardzo długo. Nowo poznani ludzie zapraszają mnie do siebie na obiad czy kawkę. Wójtowie gmin proponują pomoc. W Bieszczadach na przykład poznałem strażaków, którzy są z Koszalina. Umówiliśmy się, że jak przyjadę do ich miasta, to mam się odezwać. Tak też zrobiłem, oprowadzili mnie po Koszalinie, zaproponowali by ciągnik na noc został u nich w remizie, a mi udostępnili u siebie pokój. Ludzie są naprawdę wspaniali - mówi Pan Zygmunt.

Ciekawi jesteśmy bardzo jak sprawdza się półwiekowa maszyna.

- Fenomenalnie, póki co wymieniłem lampę i pasek klinowy, podkręciłem jeszcze hamulce, nic więcej - cieszy się sympatyczny podróżnik.

 Turystyka ciągnikowa, bo tak należy ją nazwać, weszła już w krew panu Zygmuntowi. Już teraz mówi, że przyszły rok również spędzi w swoim Ursusie. Snuje jeszcze większe plany. Tym razem chce zwiedzić, któreś z zagranicznych państw.

- Marzy mi się Szwecja albo jeszcze bardziej Szwajcaria. Marzenia, marzeniami, zdaję sobie jednak sprawę, że wiąże się to z ogromnymi nakładami finansowymi - kończy.

Marzenia zawsze trzeba mieć, a sponsor... może właśnie czyta nasz artykuł. Trzymamy kciuki za przyszłoroczną podróż, z której, jeśli dojdzie do skutku, na pewno zdamy relację.