Zakup nowej maszyny rolniczej to najczęściej proces długotrwały, wymagający wielu przemyśleń i analiz nie tylko tych mających na celu dopasowanie maszyny do potrzeb, ale także porównawczych. W końcu podobnych rozwiązań w zakresie popularnych maszyn jest zwykle wiele, żeby nie powiedzieć, że propozycje różnych producentów różnią się od siebie jedynie niuansami. Często bywa, że owe drobnostki stanowią o tym, że jedna konstrukcja będzie służyła nam wiernie przez lata inna zaś nie, jedną będzie można komfortowo pracować całymi dniami, w drugiej zaś po dwóch godzinach ciężko wyjść z kabiny z powodu bólu pleców.

Czasem to zupełnie nie ma znaczenia. Wówczas przewagę zdobywa kryterium, którym wiemy iż nie powinniśmy się kierować (przynajmniej w pierwszej kolejności), jednak gdy mamy do wyboru dwie identyczne rzeczy, przy czym jedna jest tańsza, grzechem byłoby przepłacać. No właśnie, co to właściwie znaczy, że przepłacamy i kiedy właściwie wchodzimy na ten grunt?

 Tajemniczy koszt

 Oczywiście by w pełni móc odpowiedzieć na to pytanie, należałoby znać autentyczny koszt wytworzenia danej maszyny, a tego absolutnie żaden producent nigdy nam nie zdradzi. Przynajmniej oficjalnie. Nieoficjalnie dość często można usłyszeć o kwotach rzędu 1/3 – 1/4 wartości końcowej netto (za sam wyrób bez uwzględnienia logistyki, projektowania, reklamy itp.). Jeżeli dodamy do tego przeciętny przyrost cen nowych maszyn, jaki miał miejsce w ciągu ostatnich kilku-kilkunastu lat, można by się złapać za głowę, a już na pewno za portfel. Jednak nie o tym, wszak są to jedynie plotki bardziej lub mniej realne i dotyczą one wszystkich produktów nie tylko maszyn rolniczych. Podobnie będzie wyglądała sytuacja w branży elektronicznej czy motoryzacyjnej. Skupmy się więc na tym co ostatecznie każdy producent musi ujawnić, czyli cenie maszyny.

 Gdy idziemy kupić nowy telewizor, czy telefon, z chwilą przekroczenia progu sklepu, od razu jesteśmy bombardowani dość jasnymi i czytelnymi sygnałami – cenami. Pomijając kwestię ciągłych, kuszących surrealistycznych promocji, zgodnie z którymi sprzęt jest sprzedawany niemalże za pół darmo, od razu wiemy ile przyjdzie nam zapłacić w kasie, o ile zdecydujemy się na zakup. Można by powiedzieć, podstawa zdrowego handlu: sprzedawca – produkt – cena – klient. A jak to jest w naszej branży?