Od kilku dni jestem posłem opozycyjnym –powiedział Mirosław Maliszewski. Byłem rozczarowany, że w expose na ponad 60 minut o rolnictwie było kilkadziesiąt sekund. Jeszcze bardziej rozczarowało mnie stwierdzenie, co należy zmienić w polskim rolnictwie. Ograniczało się to do ubezpieczeń i kwestii pozostawienia polskiej ziemi w polskich rękach. Są to ważne kwestie, ale nie jedyne. Wykupu ziemi przez zagranicznych inwestorów w zachodniopomorskim już nam nie grozi, a nowe przepisy mogą zahamować obrót ziemią. Nadal wielu rolników chce kupować ziemie nie tylko od sąsiadów, ale także z ANR. Nie  mówiono natomiast o konkurencyjności polskiego rolnictwa i o tym, że tą konkurencję wygrywa. To, co zrobiliśmy w branży ogrodniczej i sadowniczej w ostatnich kilku czy kilkunastu latach, to było wygrywanie w międzynarodowej konkurencji- powiedział Poseł Maliszewski. Procesy inwestycyjne, jakość produkcji i nowe technologie to wyzwania, które realizowano, aby sprostać konkurencji.

Rynek decyduje, co będzie kupować. A w przypadku naszych produktów przypadku droga do konsumenta jest krótsza niż w większości innych produktów i to on decyduje. Mamy nasze produkty kupowane poza Polską i wygrywające konkurencję międzynarodową. Ważne żeby to podtrzymać. Wspólna sprzedaż poprzez grupy producenckie też się nam udała i może przyczynić się do sukcesu. Jest jednak w naszej branży sporo do zrobienia. Pięta achillesową są relacje między producentami i przetwórcami. Gdy nie ma możliwości przetwarzania w gospodarstwie trzeba producentów związać stałymi umowami z przetwórcą, aby jeden i drugi mógł planować rozmiary produkcji. Od nowego rządu oczekujemy kontynuacji tego, co było dobrze zrobione, a tego, co było źle, doprowadzenia do właściwego poziomu – podsumował poseł Mirosław Maliszewski.

Poseł Maliszewski mówił także o nowych rynkach zbytu dla produktów ogrodniczych i sadowniczych. W obliczu rosyjskiego embarga trzeba zobaczyć jak funkcjonuje rynek międzynarodowy.

Największa wymiana handlowa jabłek ma miejsce w Europie, choć najwięcej ich produkuje się w Azji. Będzie rosło zapotrzebowanie nie tylko na żywność podstawową, ale także owoce i warzywa. Do tej pory najbardziej rozwijał się rosyjski rynek owoców i warzyw i nie było w tym nic złego, że cały wzrost polskiej produkcji tam właśnie trafiał. Rosjanie płacili dobrze, ich wymagania były średnie i akceptowali produkowane w Polsce gatunki i odmiany. Embargo potwierdziło trafność koncepcji dywersyfikacji sprzedaży. W tej chwili największe perspektywy wzrostu sprzedaży są w Azji: w Chinach, Wietnamie, Indiach, Tajlandii, Malezji i Indonezji. W tych krajach najszybciej rośnie PKB. Są to jednak inne rynki preferujące na przykład podobnie jak rynek afrykański odmiany jednokolorowe. Zmieniamy naszą produkcję pod tym kątem, choć też próbujemy też zmienić przyzwyczajenia.

Niestety nie jesteśmy w stanie w pełni zastąpić rynku rosyjskiego, na który trafiało nawet milion ton jabłek. Rynek ten jest nadal największy. To czy wrócimy na ten rynek zależeć będzie przede wszystkim od tzw. wielkiej polityki, relacji świata i UE z Rosją.

Najlepiej, aby ten rynek był zupełnie otwarty. Bez możliwości dotarcia na ten rynek bezpośrednio lub przez inne kraje nie jesteśmy w stanie szybko przestawić produkcji na wymagania krajów azjatyckich ani znaleźć miejsca na nasz towar na innych rynkach, w takiej ilości, jakiej dostarczany był do Rosji. O ile w ubiegłym roku poradziliśmy sobie z jabłkami, to już branża mleczna nie poradziła sobie z serami

Czy w tym sezonie ceny jabłek na wiosnę zaczną rosnąć, czy spadać pokaże czas. Dziś ceny mamy atrakcyjne, ale eksportu nie ma i to na żadne rynki. Odwrotnie niż to było w 2014 r. o tej samej porze. Teraz magazyny są zapełnione.


Zobacz zdjęcia z konferencji