Zajmują się Państwo prognozowaniem, co może się wydarzyć w przyszłości, niedługo albo nawet za kilkanaście lat. Czy jest coś, czego możemy się spodziewać już niedługo?

Dziś można wskazać dwa trendy, które już wpływają na rolnictwo, a w nieodległej przyszłości z pewnością mocno przybiorą na sile. Po pierwsze, będzie to uprzemysłowienie produkcji, które w Polsce dopiero się rozwija, a na Zachodzie jest już bardzo zaawansowane. Jeżeli polska branża rolna nie wejdzie świadomie na alternatywną ścieżkę, to polskie rolnictwo za kilkanaście lat nie będzie się różniło od zachodniego. Wbrew powszechnemu postrzeganiu agrobiznesu, jest to tak naprawdę zagrożeniem.

Oczywiście, ten stan wynika z wcześniejszego zacofania polskiego rolnictwa, ale sam w sobie jest dobry. Niestety, wpisujemy się w trend, zamiast uczyć się na błędach Zachodu, które polegały na nadmiernym uprzemysłowieniu rolnictwa. Idziemy dokładnie tą samą ścieżką.

 A drugi trend?

Drugi widoczny trend to rolnictwo ekologiczne, którego popularność rośnie dzięki temu, że rośnie świadomość konsumencka. Ludzie nie chcą żywności o nieznanym pochodzeniu, chcą żywności zdrowej i certyfikowanej, a przy tym w coraz większym stopniu są gotowi zapłacić za tę wartość dodaną. U nas łączy się to ze wzrostem zamożności społeczeństwa, ale na Zachodzie społeczeństwo zawsze było stać na rzeczy droższe.

Natomiast co do przyszłości, to nie jest uzasadnione opieranie się na trendach. Trudno o nich mówić w kontekście długoterminowego planowania, co najwyżej o ich zalążkach jako czymś, co dopiero nadejdzie.

Rolnictwo ekologiczne czy przemysłowe mamy już w Polsce, choć na pewno warto wiedzieć, że przybierze na znaczeniu. Co jest takiego, czego normalny konsument jeszcze nie widzi, ani w sklepie ani w mediach a co już się szykuje, by nadejść? 

Na pewno hodowla mięsa bez hodowli zwierząt. Badania w tej dziedzinie prowadzone są coraz szerzej i takie mięso z pewnością pojawi się na rynku prędzej czy później, bo będzie się po prostu opłacać. Obecnie hodowla zwierząt jest znacznie droższa od produkcji roślinnej. Także konsumpcja zasobów dla wyhodowania 1 kg mięsa, w tym przede wszystkim zużycie wody i energii, jest na tyle wysoka, że coraz częściej zwraca uwagę konsumentów jako sprzeczna z zasadą zrównoważonego rozwoju.

Czy tanie i sztuczne mięso coś zmieni?

Zaoferowanie żywności znacząco tańszej niż obecnie, która nie będzie się wiązała z hodowlą i ubojem zwierząt może być wydarzeniem przełomowym. Można się wzdrygać – jak to, jeść mięso wyhodowane w laboratorium? – ale gdy pójdziemy do baru szybkiej obsługi i sprzedawca zaoferuje nam pełnowartościowe co do zawartości białka a przy tym mniej obciążone antybiotykami danie mięsne za 5 zł, to większość klientów nie będzie miała wątpliwości.

Jak Pan sądzi, kiedy możemy się spodziewać pierwszych hamburgerów z laboratorium?

Wolałbym się nie wypowiadać o dacie, bo motywator ekonomiczny spowoduje, że to się wydarzy szybciej niż później. Ale gdy ten dzień już nadejdzie, to produkcja mięsa bez hodowli zwierząt będzie domeną dużych korporacji, które szybko wdrożą to rozwiązanie w skali globalnej. Mówimy o perspektywie kilkunastu lat, raczej nie dłużej.

Hodowcy i przetwórcy, którzy planują dziś rozwój swoich gospodarstwa i przedsiębiorstw muszą wziąć to pod uwagę, bo kiedy mięso syntetyczne lub oparte na alternatywnych białkach wejdzie na rynek, może zagrozić ich biznesowi – o ile nie zweryfikują odpowiednio wcześnie jego założeń co do produktów, metod produkcji i modeli biznesowych.

Czego jeszcze się nie spodziewamy?

Spektrum jest bardzo szerokie. Jeśli chodzi o warzywa i owoce, to pojawia się cała domena roślin genetycznie modyfikowanych. Przy tym trzeba podkreślić, że samo GMO nie niesie ze sobą zagrożenia dla zdrowia i wskazują na to wszelkie badania.

Ryzykowne są jednak konsekwencje prawne związane z wprowadzeniem tych roślin. Prawo autorskie już obecnie ma duże zastosowanie w rolnictwie. Materiał genetyczny rośliny GMO to z perspektywy prawnej takie samo dzieło ludzkie, jak obraz lub utwór muzyczny. Obecne prawodawstwo chroni takie innowacyjne rośliny. I to jest prawdziwy dramat naszych czasów. To jest już dziś bardzo realne zagrożenie ekonomiczne.

W Kanadzie odbył się już proces rolnika, którego uprawy zostały zapylone przez sąsiadujące pola upraw GMO

Domyślam się, że prawdopodobnie przegrał, bo występował przeciwko armii prawników, którzy pilnowali, by nie doszło do precedensu. Same rośliny GMO mają przed sobą nieograniczone możliwości poprawy sytuacji w rolnictwie. Nie chodzi już o zwiększanie wydajności i odporność na określony typ herbicydu, ale o bardziej wyrafinowane modyfikacje. Ale pełne wykorzystanie potencjału GMO jest dziś bardzo niepewne właśnie ze względu na prawa autorskie, a co za tym idzie procesy, które korporacje wytaczają rolnikom: o plagiat chronionej odmiany, o płacenie tantiem za korzystanie z nasion określonych firm.

A w jaki sposób zostanie rozwiązany problem braku wody? Według niektórych prognoz woda może stać się jedną z głównych przyczyn konfliktów między krajami 

Jestem pewien, że trwają badania nad tym, w jaki sposób można stosować wodę morską do upraw rolniczych. To rozwiązałoby wiele problemów. Wchodzimy tu jednak w obszar wynalazków, które pojawią się w odpowiedzi na potrzeby. Dziś dostęp do wody nie jest aż tak dużym problemem w Europie i Ameryce Północnej, które są ośrodkami wiodącymi pod względem nowych technologii.

A skoro ten problem nie jest aż tak pilny, to dlatego rozwiązania jeszcze nie ma. Z jednej strony wiemy, że np. uprawa alg w słonej wodzie przyczyniłaby się do zmniejszenia presji na zasoby słodkiej wody, a z drugiej, ponieważ problem nie dotyczy gospodarek najbardziej rozwiniętych, kapitał – jeszcze! – nie podąża w tę stronę.

Gdyby brak wody w rolnictwie był krytycznym problemem zaawansowanego technologicznie świata, to mielibyśmy już rozwiązanie?

Zdecydowanie tak. W świecie najbardziej zaawansowanym są największe pieniądze na badania i wdrożenia.

Czy ma Pan jakąś dobrą radę, w jaki sposób przewidywać przyszłość?

Foresighterzy nie starają się przewidywać. Najważniejszym założeniem w myśleniu o przyszłości jest pogodzenie się z tym, że przyszłości nie da się przewidzieć. Można natomiast podejmować takie działania, aby na tę przyszłość wpływać – wtedy ma się nad nią największą kontrolę. Tu tak naprawdę widać do czego służy nasza praca jako foresighterów w służbie firm, inwestorów czy instytucji państwowych.

Analizy przyszłości służą do podejmowania lepszych decyzji w teraźniejszości przez zakwestionowanie naszych obecnych założeń. Najgorszym rozwiązaniem, które ludzie i organizacje bardzo często przyjmują, to próba zaprognozowania czegoś, a potem kurczowe trzymanie się tej prognozy, z poświęceniem coraz większych środków na powstrzymanie zmian – przez działania lobbingowe i marketingowe. To, w długiej perspektywie, jest najlepszym przepisem na to, żeby rozbić się szybko o rafy.