Według Krajowej Rady Spółdzielczej, w zachodniej Europie funkcjonuje około 30 000 spółdzielni rolniczych, zatrudniających ponad 600 000 osób. Ich obrót obliczany jest na ponad 200 miliardów euro. Szacuje się, że spółdzielnie te mają więcej niż 50 proc. udziału w dostawach środków do produkcji rolniczej oraz ponad 60 proc. w skupie i przetwórstwie produktów rolnych. To od spółdzielni, a więc kooperacji pomiędzy podmiotami o zbliżonych potencjałach, zależy zatem w przyszłości dalszy rozwój rolnictwa w Europie Zachodniej.

Tymczasem u wschodnich sąsiadów Polski rolnictwo zdaje się rozwijać w zupełnie innym kierunku. Strategiczną rolę odgrywają tam wielkie przedsiębiorstwa rolne, zdolne do działań na rynkach międzynarodowych. Według danych statystycznych przedstawionych przez serwis Farmer.pl, dziesięć największych rosyjskich gospodarstw posiada łącznie ponad 5,136 mln ha (dane za 2017 r.), przy czym dla porównania powierzchnia Polski to około 31,269 mln ha. Firmy te zatrudniają ponad 135 tys. osób, a ich łączne przychody liczone są w miliardach dolarów. Dla przykładu największa z rosyjskich firm to Prodimex+Agrokultura gospodarująca na areale 790 tys. ha (dla porównania największe polskie przedsiębiorstwo rolne, czyli Grupa Top Farms, gospodaruje na areale ok. 30 tys. ha.). Każda z tych firm to prawdziwa korporacja produkcyjna, zatrudniająca dziesiątki tysięcy pracowników. To właśnie te firmy, których pojawienie się jest bezpośrednią konsekwencją najnowszej historii Rosji, budują siłę wschodniego rolnictwa i jego potęgę eksportową. W efekcie dalszy rozwój rolnictwa na Wschodzie zdaje się zależeć właśnie od sukcesu tych największych przedsiębiorstw rolnych.

Polska, w której poziom rozdrobnienia gospodarstw jest bardzo wysoki (średni areał to ok. 11 ha), a gospodarstwa wielkotowarowe stanowią niewielki odsetek całej populacji (ok. 300 podmiotów ma areał powyżej 1000 ha, przy czym ok. 40 dużych przedsiębiorstw rolnych należy nadal do Skarbu Państwa), zdaje się dryfować w kierunku modelu zachodniego. Od wielu lat zmiany w prawie oraz kolejne wypowiedzi polityków zdają się sygnalizować, że gospodarstwa wielkotowarowe nie są w Polsce potrzebne.

Czy jednak jest to właściwa odpowiedź na globalne wyzwania stojące przed polskim rolnictwem? Czy rzeczywiście model zachodni, oparty na mniejszych rodzinnych gospodarstwach i kooperacji, jest słusznym wyborem, czy i kiedy może być u nas powtórzony, pamiętając o naszych polskich doświadczeniach ze spółdzielczością? Czy model wschodni, w którym znaczącą rolę odgrywają gospodarstwa wielkotowarowe stanowiące o sile całego sektora, nie ma zalet, które należałoby rozważyć, określając najwłaściwszą drogę dla polskiego rolnictwa? A może jest trzecia droga, która łączy najlepsze cechy obu modeli. Z jednej strony rzesza mniejszych, rodzinnych gospodarstw, o zróżnicowanych zasiewach, elastycznych, zapewniających utrzymanie polskim rolnikom, ale też utrzymujących polską tradycję rolniczą. Z drugiej strony efektywne, nowoczesne przedsiębiorstwa rolne, mające dostęp do kapitału, technologii oraz posiadające odpowiednią skalę, aby partnersko współpracować z największymi klientami rynku rolnego. Obie te grupy mogłyby wykorzystać synergie, jakie się pomiędzy nimi naturalnie tworzą, tym bardziej że doświadczenia wyniesione z historii pozwalają nam w sposób niemal intuicyjny je rozpoznawać.

Pojawia się szereg inicjatyw zmierzających do wypracowania tej wizji, znalezienia odpowiedzi na to fundamentalne pytanie. Dyskusja na temat przyszłości jest inicjowana przez instytucje państwowe, media, a także przedsiębiorców rolnych. W dyskusji tej, ze strony organizacji rolniczych skupiających rolników indywidualnych powtarzają się głosy o niesprawiedliwości społecznej, jaką jest dostęp dużych dzierżawców do ziemi na preferencyjnych warunkach. Zapomina się przy tym o tym, w jakim stanie była polska gospodarka, a w tym i polskie rolnictwo, na początku lat 90., jakie było wówczas zainteresowanie przejmowaniem upadłych PGR-ów i w jakim otoczeniu gospodarczym przyszło wtedy funkcjonować, aby utrzymać powstałe prywatne gospodarstwa.

Powtarzają się również argumenty, że ziemia dzierżawiona przez wielkotowarowe firmy należy się rolnikom indywidualnym, bo inaczej nie mieliby okazji dalej się rozwijać. Potrzebują tej ziemi, na której dzisiaj gospodarują duże przedsiębiorstwa, w tym gospodarstwa państwowe. Z drugiej strony nie pamięta się, ilu z rolników indywidualnych może nie być w stanie utrzymać swoich gospodarstw. Zapomina się o tym, że ewolucja rynku rolniczego, narastająca presja cenowa ze Wschodu, wyzwania ekologiczne i szereg innych zmian spowodują, że utrzymanie mniejszego i średniego gospodarstwa rolnego będzie coraz większym wyzwaniem. Aby polskie rolnictwo oparte jedynie na mniejszych i średnich gospodarstwach mogło się rozwijać i efektywnie mierzyć się z wyzwaniami przyszłości, będzie potrzebować integracji i kooperacji.

Z drugiej strony, nie ma również przesłanek do tego, żeby oczekiwać, aby dzierżawcy prywatni czy państwowe przedsiębiorstwa rolne mogły samodzielnie, bez stymulacji państwa polskiego, odegrać strategiczną rolę w rozwoju polskiego rolnictwa.

Pozostaje zatem znaleźć „trzecią drogę”, która łączyłaby wszystkie zalety modelu kooperacyjnego z zaletami rolnictwa, gdzie dominującą rolę odgrywają gospodarstwa wielkotowarowe. Z jednej strony taki model pozwalałby realizować ambicje rolników indywidualnych i czerpałby korzyści z polskiej przedsiębiorczości, ale też zapewniałby rolnikom indywidualnym ekonomiczne bodźce do integracji i realizacji wspólnych interesów. Taką „trzecią drogą” mógłby być model, w którym gospodarstwa rodzinne integrują się wokół wielkotowarowych gospodarstw wiodących, zapewniających im dostęp do kapitału, technologii, klientów i rynków eksportowych. Model swoistej symbiozy pomiędzy dużymi firmami rolnymi, w tym przedsiębiorstwami państwowymi, których jednym z głównych zadań, wspomaganych przez państwo polskie, byłoby wspieranie gospodarstw partnerskich w celu osiągania przez nie rentowności i podnoszenia efektywności. Jedną z zalet tego modelu jest fakt, że nie wymaga on istotnych zmian w obecnej strukturze agrarnej. Koncepcja ta uznaje obecny stan własności, ale również dotychczasowe doświadczenia i historię polskiego rolnictwa, i na niej stara się budować optymalne rozwiązania. Dodatkową korzyścią z tego rozwiązania jest utrzymanie pewnego porządku kompromisowego, który może równoważyć oczekiwania interesariuszy, a jednocześnie nie dyskryminuje żadnej ze stron, co ma także pozytywny integracyjny wymiar społeczny.

Aby powszechne wdrożenie, a przynajmniej przetestowanie takiego modelu było możliwe, potrzeba byłoby jednak odwagi. Odwagi, aby przekonać rolników indywidualnych oraz gospodarstwa wielkotowarowe do rezygnacji z części swoich oczekiwań w imię lepszego jutra dla polskiego rolnictwa. Odwagi, aby zdefiniować rozwiązania systemowe zachęcające do współpracy pomiędzy dużymi i mniejszymi gospodarstwami. W końcu odwagi, aby zrobić to, co jest niezbędne dla zabezpieczenia polskiej niezależności żywnościowej i przyszłości polskiego rolnictwa nie na lata, ale na dekady.