Rolnictwo to najważniejsza dziedzina ludzkiej działalności. Najważniejsza, bo zaspokaja niezbywalną potrzebę człowieka - pożywienie. Wytwarzanie żywności wysokiej jakości wymaga głębokiej i rozległej wiedzy. Tymczasem w ostatnich 30 latach ogólna liczba osób kształconych w zawodach rolniczych zmniejszyła się prawie 4-krotnie. Studenci tych kierunków stanowią zaledwie 1,7 proc. ogółu młodzieży akademickiej. O problemach związanych z tym zagadnieniem rozmawialiśmy z prof. Witoldem Grzebiszem z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Farmer: W ostatnich latach obserwujemy burzliwy rozwój branży nawozowej, a także prywatnego doradztwa w zakresie produkcji roślinnej. Czy studia magisterskie z zakresu chemii rolnej - nawożenia roślin, zwiększają szanse znalezienia nie tylko ciekawej pracy, ale również godziwych dochodów?

Profesor Witold Grzebisz: Na rolniczym rynku pracy dostrzegam zapotrzebowanie na pracowników w 3 obszarach: nawożenie, ochrona roślin i nasiennictwo. Przybywa w nich starszej kadry. Mało jest specjalistów w wieku 30-40 lat. Dlatego z różnych stron słyszę, że potrzeba młodych, dobrze wykształconych ludzi.

Większość moich studentów znajduje zatrudnienie w zawodzie, co wynika z tego, że dobrze wykształconych i przygotowanych do pracy specjalistów z zakresu nawożenia roślin jest zbyt mało. Miałem takich, którzy po złożeniu egzaminu magisterskiego i 2-3 latach praktyki stawali się menedżerami w gospodarstwach. Chemię rolną poznają u mnie także studenci z innych fakultetów, podejmujących studia na drugim kierunku, określanych jako topowe, jak np. biotechnologia. Dlaczego się pojawili? Ponieważ po rolnictwie można znaleźć pracę, a po biotechnologii trzeba wyemigrować z Polski do krajów, w których przemysł biotechnologiczny funkcjonuje.

Z biegiem czasu gospodarstwa o powierzchni do 50 ha nie będą dla ich właścicieli głównym źródłem dochodów. Trzeba będzie znaleźć zatrudnienie w infrastrukturze rolniczej. Praca w dobrej firmie nawozowej, nasiennej czy jako doradca rolniczy wymaga posiadania rozległej wiedzy. Dlatego nie wolno dzisiaj kończyć studiów na poziomie inżynierskim, bo dają one mniej wiedzy, ograniczając umiejętności. To jest jedynie przedłużenie technikum rolniczego. Jeżeli ktoś chce zrozumieć tak trudny obiekt jak roślina, trzeba uzyskać tytuł naukowy magistra. Takie są dzisiaj wymogi.

Działka nawozowa - tak ją określę, jest trudna, bo stosując nawóz nawet azotowy, efekty widać z opóźnieniem. Weryfikacji można dokonać w późnych fazach rozwojowych roślin i w związku z tym potrzeba bardzo dużej podstawowej wiedzy. Stąd wynika potrzeba nabycia wiedzy, jak ja to mówię, na poziomie nano. Student musi poznać podstawowe procesy metaboliczne zachodzące w roślinie, następnie biologię plonowania z wyznaczeniem faz krytycznych, aby wiedzieć, kiedy i wobec których pierwiastków dany gatunek jest szczególnie wrażliwy, a także umieć odczytać i wskazać na składnik (lub czynniki), które spowodowały, że roślina nie wykształciła np. odpowiedniej liczby źdźbeł na m2.

Farmer: Czy studia inżynierskie umożliwiają uzyskanie tak głębokiej wiedzy?

- Studia inżynierskie w swoim założeniu mają dostarczyć (tak jak w technikum) pewnych zautomatyzowanych zachowań, zwanych umiejętnościami. Absolwent potrafi wykorzystać określone narzędzia do uzyskania zamierzonego efektu. Pytanie: Czy będzie w stanie określić, na ile jest mu to narzędzie potrzebne? Kolejne: Czy będzie w stanie zinterpretować sytuację w polu sam, bez pomocy lepiej wykształconego doradcy? To jest problem.

Będąc inżynierem, jest się tylko wykonawcą poleceń bądź średnio kompetentnym zarządcą. Natomiast nie jest się przygotowanym do samodzielnego rozwiązywania problemów agrotechnicznych. Studia magisterskie są po to, aby w oparciu o wiedzę wcześniej pozyskaną, nabyć umiejętności analizy, a następnie interpretacji obserwowanych zjawisk. Wypracowaniu tej umiejętności służą właśnie badania prowadzone do pracy magisterskiej. Student dokonuje określonych obserwacji, wyciąga z nich wnioski i uczy się je interpretować.

Działalność rolnicza jest na tyle skomplikowana, że jeżeli ktoś jest specjalistą od produkcji roślinnej, to samo wykształcenie inżynierskie pozwala jedynie na obliczenie dawki siewnej, prawidłowy zasiew i wykonanie zgodnie z uzyskanymi od kogoś zaleceniami zabiegów chemicznej ochrony. Natomiast poprzez wykształcenie magisterskie nabywana jest umiejętność obserwacji i interpretacji jej wyników, czyli ocena stanu roślin.

Farmer: Wiedzę, o której Pan mówi, można też nabyć poprzez praktykę rolniczą.

- Oczywiście, 30 lat samokształcenia z wykorzystaniem pełnej puli prób i błędów. W dzisiejszym świecie, w którym żywotność np. odmiany nie przekracza kilku lat, nie ma czasu na wieloletnie eksperymenty na własnym ciele i środkach.

Zdobywanie wiedzy powinno wyglądać inaczej. Młody człowiek od najmłodszych lat uczy się pracy w gospodarstwie. Nabywa w tym czasie pewnych umiejętności, na tyle, na ile najbliżsi (najczęściej ojciec) są mu w stanie przekazać. Co najszybciej przyswaja? Umiejętności manualne związane z obsługą sprzętu rolniczego.

Kształcenia nie wolno przerywać. Przekazywana w domu wiedza agrotechniczna przeradza się w nawyk - schematyzm działania. Wypracowane reakcje na obserwowane zjawiska są powielaniem zachowań nie tylko ojca, ale i dziada. Dzisiaj trzeba iść do szkoły, nabyć nowej wiedzy, skonfrontować z dotychczasowymi umiejętnościami. Pierwszy stopień (inżynierski) można zdobyć w pobliżu domu, pomagając w gospodarstwie. Następnie należy podjąć studia magisterskie w ośrodku gwarantującym szerszy zakres i wyższy poziom wiedzy. Tam uzyskuje się nowe spojrzenie na szereg znanych już wcześniej zagadnień.

Co się dzieje, gdy świeżo upieczony inżynier odrzuci możliwość studiów magisterskich? Korzysta z wiedzy odwiedzających gospodarstwo doradców, którzy dysponują jej zasobem, często tylko w zakresie sprzedawanych przez siebie produktów. Jednocześnie stara się przekonać do nabycia czegoś, co w gospodarstwie często nie jest tak naprawdę potrzebne. Należy też mieć świadomość, że cena nabywanego produktu zawiera też koszt przekazywanej (przy okazji) wiedzy.

Aktualnie rynek zalewany jest całą masą nowych produktów. Współczesny rolnik musi umieć ocenić dany produkt. Przewidzieć jego potencjalne działanie i możliwość wykorzystania. Wiedza uzyskana dzięki studiom magisterskim pozwala zweryfikować ich wartość. Przykładem są nalistne nawozy mikroelementowe. Dzisiaj nie jestem w stanie określić, ile ich jest na rynku. Niejednokrotnie spoglądam na ich skład i zastanawiam się: jaki był cel producenta, aby wprowadzić dany produkt na rynek?

Farmer: Zmienia się asortyment, ale i nasza wiedza na temat odżywiania roślin.

- Lepiej poznaliśmy specyfikę działania składników pokarmowych. Mnie uczono, że nawozy fosforowe stosuje się tylko przed siewem. Dzisiaj określone nawozy fosforowe można stosować w oziminach wiosną, w momencie wznowienia wegetacji. Jest to oczywiste rozszerzenie systemów nawożenia.

Kolejny nowy element, to zwrócenie uwagi na biologię plonowania roślin i momenty krytyczne. Jeżeli rolnik ich nie zna i nie nakarmi roślin z odpowiednim ich wyprzedzeniem, to powstają straty w plonie, których nie można skompensować w późniejszym okresie.

Farmer: Rozmawiamy o odżywianiu nawozami stałymi. Tymczasem ogromna ilość składników pokarmowych kierowana jest do roślin drogą nalistną.

- Polska ma taką dziwną specyfikę. Rolnicy nie wykonują zabiegów podstawowych - regulacji odczynu gleb, podniesienia ich zasobności w fosfor i potas i stworzenia warunków do zwiększenia akumulacji wody. Przestrzeganie tylko tych 3 elementów podniosłoby plony o 1/3. Równocześnie rolnicy mają zakodowane w głowie, że coś zaniedbali (często nie wiedzą co, ale mają tego świadomość) i zaczynają poszukiwać alternatywnych, najczęściej tanich rozwiązań zaradczych.

Starają się w tym momencie zastosować inne rozwiązania, takim bypassem żywieniowym, który może jedynie ograniczyć wysokość utraty plonu, jest nawożenie nalistne. Powszechna akceptacja tej strategii spowodowała, że rolnicy uznają odżywianie dolistne jako jeden z podstawowych elementów technologicznych. Te swoiste reakcje rolników wychwyciły firmy nawozowe.

Konkluzja naszej rozmowy - młodzież winna się kształcić. Zdobywać wiedzę w tych dziedzinach, w których są stanowiska pracy. W gospodarce żywnościowej zawsze będzie praca.

Mamy tak słabe gleby - w sensie ich małej naturalnej żyzności, że polski rolnik musi być człowiekiem dysponującym dużą wiedzą. Umiejętności bez wiedzy nic nie dają, ponieważ wiedza jest potrzebna, aby rozwijać swoje umiejętności. Umiejętności dostarcza kształcenie inżynierskie. Wiedza to ukierunkowane studia magisterskie umożliwiające, a często stanowiące o wyborze drogi zawodowej.