W światowych statystykach początku lat trzydziestych XX wieku Polskę zaliczano do krajów Europy Rolniczej „częściowo objętych gospodarką kapitalistyczną”. W grupie tej charakteryzował ją jednak stosunkowo niski poziom produkcji rolniczej. Polski rolnik był o połowę mniej wydajny niż jego odpowiednik z krajów nadbałtyckich. Szacunkowa wartość jego produkcji w przeliczeniu na głowę współobywateli była nawet niższa niż rolnika węgierskiego czy rumuńskiego, nie wspominając już o rolniku amerykańskim, kanadyjskim czy nowozelandzkim – sześciokrotnie wydajniejszym.

Prof. Józef Mikułowski-Pomorski alarmował: Polska jest krajem rolniczym. Ale stan naszego rolnictwa pozostawia wiele do życzenia. Nie wyciągamy z naszych pól, łąk i pastwisk tych plonów, które byśmy mogli przy umiejętnym gospodarowaniu. Nasze krowy dają mało mleka, nasze kury dają mało jaj. Wieś nasza jest biedna, gdyż rolnik ma małe dochody. Dlatego też – apelował do młodych na łamach pierwszego numeru „Przysposobienia Rolniczego” –  młodzież wiejska nie tylko powinna uczyć się robót gospodarskich, ale przede wszystkim sztuki dobrego gospodarowania. I właśnie nauka sztuki dobrego gospodarowania stała się zasadniczym celem wydawanego przez Muzeum Przemysłu i Rolnictwa w Warszawie, a dotowanego przez Ministerstwo Rolnictwa pierwszego na ziemiach polskich czasopisma zawodowego dla młodzieży wiejskiej. Pierwszy numer miesięcznika „Przysposobienie Rolnicze”, bezpośrednio tytułem nawiązującego do prowadzonej od 5 lat akcji edukacyjnej, ukazał się 15 marca 1931 r. Za jego redakcję odpowiadał inż. Stefan Wyrzykowski.

Dobry Gospodarz
– Jako pismo fachowe, rolnicze, starać się będziemy, by podawać wiadomości dotyczące przysposobienia rolniczego i tych wszystkich umiejętności, które z nauką przyrody jako podstawą wiedzy rolniczej, z zadaniami konkursowymi i z pracą na roli są związane, wskazując na najnowsze zdobycze nauki, by przez to podnosić z każdem rokiem stan naszego rolnictwa, które jest podstawą dobrobytu całego naszego Państwa i Narodu – deklarował zespół redakcyjny.

– Celem pracy rolnika jest i powinien być zysk z gospodarstwa, a nauka gospodarowania musi mu dopomóc i wskazać jak ten zysk osiągnąć najmniejszym wysiłkiem, najmniejszym kosztem – pisał pierwszy redaktor naczelny, którego adres domowy – Milanówek, ul. Okólna, willa „Ptaszyna” – zamieszczono wraz z informacją, że „redakcja otwarta codziennie, oprócz niedziel i świąt, od 10–12”. A prof. Józef Mikułowski-Pomorski mówił przyszłym rolnikom, że dobry gospodarz powinien być: pracowity, oszczędny, skrzętny i zapobiegliwy, przewidujący, aby uchronić się od strat – zawczasu wszystko przemyśleć. I zauważał, że Młodzież wiejska dużo chodzi koło gospodarstwa, ale z tego chodzenia za mało wynosi pożytku dla swojej przyszłości. Aby być dobrym gospodarzem, do tego wszystkiego potrzeba, by człowiek miał jeszcze trzy rzeczy: silne chcenie, głowę i dobrze w głowie.

Wprawdzie „Przysposobienie Rolnicze” było jednym z 55 czasopism poświęconych rolnictwu i leśnictwu, które ukazywały się na ziemiach polskich w latach trzydziestych, ale jedynym skierowanym bezpośrednio do młodzieży wiejskiej i, co ważne, uczestniczącym aktywnie w życiu kół i zespołów biorących udział w największej w okresie przedwojennym akcji edukacyjnej na polskiej wsi. Nic więc dziwnego, że popularność nowego pisma przeszła wyobrażenia jego twórców.

W niespełna pół roku po ukazaniu się pierwszego numeru, zdecydowano miesięcznik przekształcić w dwutygodnik. Dostrzeżono też wtedy, że wśród czytelników są również dziewczęta. – Zwracamy się do Was, młode czytelniczki, żeby Wam przypomnieć, że umiejętność gospodarowania nie jest darem bożym, z którym rodzi się każda kobieta; trzeba jej, jak każdej innej rzeczy nauczyć się i to albo zawczasu w szkole lub z książki, albo w przyszłości „na własnej skórze” – pisała Marja Śnieżyńska w artykule otwierającym 4. numer pisma. W konsekwencji pojawiły się nowe rubryki, m.in. kącik gospodarczy dla dziewcząt z radami, jak prowadzić wiejskie gospodarstwo domowe.

Redaktorzy „Przysposobienia Rolniczego” zdawali sobie doskonale sprawę, że mają do wypełnienia społecznie istotną misję. Podwójną zresztą. Z jednej bowiem strony zaspakajają głód fachowej wiedzy wśród młodzieży wiejskiej, z drugiej – pobudzają jej aspiracje dorównania poziomem kwalifikacji młodzieży z krajów bardziej rozwiniętych. – Nasza młodzież wiejska pragnie się uczyć rolnictwa. Mała jej ilość może iść do szkół rolniczych, większość się musi uczyć w domu. Przychodzi jej z pomocą Przysposobienie Rolnicze, Konkursy – zauważał prof. Józef Mikułowski-Pomorski. I dodawał: Takich, co szkołę powszechną skończyli a jeszcze na swojem nie są, pracują u rodziców albo są na zarobku, w wieku od 12 do 21 lat, jest w naszych wsiach blisko 2 miljony chłopców i dziewcząt.

We lwowie i na śląsku
Możliwości edukacyjne były w latach trzydziestych mniej niż skromne. W roku szkolnym 1928– 1929 Ludowych Szkół Rolniczych (ponadpodstawowych) było zaledwie 127, uczyło się w nich 5,2 tys. uczniów. Kursów rolniczych różnego typu było 255. Dwa lata później tych ostatnich było już 483. I to właśnie dzięki Przysposobieniu Rolniczemu.

Rozpoczęliśmy przysposobienie rolnicze w roku 1926, kiedy to zgłosiło się 202 uczestników, a wytrwało 41 – informowała redakcja. – W roku ubiegłym mieliśmy zgłoszonych 7071 zespołów z 53 708 uczestnikami, z czego wytrwało 5225 zespołów z 34 891 uczestnikami. Tego roku zgłoszeń było 5498 zespołów z 43 597 uczestnikami, z czego prawdopodobnie niewiele odpadło. PR zapuściło już korzenie, stało się potrzebą młodzieży samej. Konkursy tegoroczne objęły 2,5 tysiąca miejscowości rozsianych po całej Polsce, zaś z 43 597 uczestników – 26 621 pracowało w 3259 zespołach uprawowych, 7525 uczestników w 1017 zespołach warzywno-kwiatowych, 8555 uczestników w 1095 zespołach hodowlanych i 896 uczestników w 127 zespołach różnych innych. Największą popularnością Przysposobienie Rolnicze cieszyło się w okręgach Lwowskim, Lubelskim, Krakowskim, Warszawskim i Tarnopolskim. Najmniejszą w Białostockim, Wileńskim, Nowogródzkim, Stanisławowskim, Śląskim i Wołyńskim.

Redaktorzy starali się, aby każdy numer pisma przynosił młodym gospodarzom i gospodyniom porcję konkretnej wiedzy, dotyczącej uprawy roli i roślin, ogrodnictwa, ochrony roślin, spraw gospodarskich i hodowli zwierząt. Podpowiadali, jak obchodzić się ze zwierzętami, informowali, jak radzą sobie rolnicy w innych krajach. Młody czytelnik mógł dowiedzieć się, jak zbudować najprostszą klatkę dla królików,  jak powinny wyglądać ziemniaki sadzeniaki, jak poznać, jakie są cechy dobrych nasion, kiedy karmić pisklęta po raz pierwszy i dlaczego, czy zwierzę można karmić jedną paszą, czym charakteryzuje się dobra krowa mleczna, a czym dobry koń roboczy. Młody czytelnik uczył się liczyć każdy zainwestowany grosz i kalkulować zysk. Ale też pismo zamieszczało artykuły o obyczajowości wiejskiej, materiały historyczne, relacje z podróży rolników, drukowano w nim opowiadania i wiersze.

– „Przysposobienie Rolnicze” jest dla nas jakby szkołą rolniczą – zauważył w liście do redakcji R. Zając, wierny czytelnik. – Młodzież biorąca udział w konkursach PR, ma poważanie u starszych, wywalczyła je sobie. W konkursach PR uczeń musi dużo kalkulować, czyli obliczać i skrzętnie wszystko zapisywać. Uczymy się przez to i przyzwyczajamy do prowadzenia gospodarskich zapisek rachunkowych, do czego my Polacy, a szczególnie drobni rolnicy, mamy wrodzoną niechęć! Przeważnie gospodarujemy na „oko” i to jest właśnie źle!

Źródło: "Farmer" 20/2006