– Nigdy nikogo nie poznałem, kto mógłby płacić podatki, a potem jeszcze kraść – powiedział Piero Pini. – Ciężko sobie wyobrazić, jak taka duża grupa jak moja mogłaby się dopuścić takich czynów – dodał.

Ponad dwa tygodnie po zatrzymaniu prezesa firmy Pini Polonia, spółka zorganizowała konferencję prasową, na której odniosła się do niektórych zarzutów stawianych przez Centralne Biuro Śledcze Policji. Przypomnijmy, na początku grudnia Centralne Biuro Śledcze Policji poinformowało o wielkiej akcji przeprowadzonej na terenie zakładu, zatrzymaniu 8 osób, w tym właśnie prezesa Pini Polonia. Zostali oni oskarżeni o wyłudzenie 35 mln zł za należny podatek VAT, a także o zatrudnianie "na czarno" pracowników, w tym osób bez pozwolenia na pracę w Polsce.  

Zarząd odniósł się w zasadzie jedynie do oskarżeń o zatrudnianie "na czarno". Spółka obarczyła winą za to swoich dwóch podwykonawców, nazw tych dwóch firm jednak nie chciała ujawnić.  – Nie mamy prawa upubliczniać tych informacji – powiedziała dyrektor generalna Halina Osińska. Dyrektor odmówiła również informacji, kto należał do pozostałych siedmiu zatrzymanych osób.

Zarząd Pini Polonii nie chciał komentować oskarżeń o wyłudzenia podatku, podkreślał jedynie, że nie ma sobie nic do zarzucenia.

– Zawsze płaciliśmy podatki i VAT – powiedział Piero Pini. – Mimo tych wszystkich przykrości jestem dość spokojny, ponieważ nic nie zrobiłem – podkreślał.

Do grupy Pini należy pięć spółek, 3 zakłady we Włoszech, 1 na Węgrzech i 1 w Polsce. – Nasz obrót sięga ok. 7 mld zł, nasz zarobek to 55 mln euro. Pini Polonia zarabia ok. 100 mln zł, z czego płacimy ok. 17 mln zł podatku – wyliczył prezes.

Dyrektor Osińska poinformowała, że z otworzenia zakładu Pini w Kutnie pięć lat temu bardzo się ucieszyli pracownicy, „którzy dzięki temu mogli wrócić z Niemiec i pracować bliżej rodzin”. – Pini Polonia działa od 2011 r., osiąga roczny obrót w wysokości 2,5 mld, przerabia rocznie 3,5 mln świń rocznie. Zakład przerabia ok. 1000 sztuk dziennie, stąd takie zapotrzebowanie na osoby, które mogłyby wykonywać tę pracę – podkreśliła.

Zarzuty zatrudniania "na czarno" zarząd wytłumaczył tak, że duża firma musi zatrudniać podwykonawców. – Wszystkie najważniejsze działy, administracja, zakup surowca, utrzymanie ruchu, przyjęcie towaru, spedycja, pracownicy w tych działach są zatrudnione przez Pini Polonia. Natomiast osoby w innych działach zatrudniają podwykonawcy, gdzie my płacimy od ubitej świni. Dla tak dużej firmy jak nasza byłoby ciężko, żebyśmy sobie poradzili ze znalezieniem 700 osób – podkreślał prezes Pini.

Dyrektor Osińska podkreśliła, że firma, której prezesem jest Włoch, nie zatrudnia obcokrajowców, a pracownicy z Ukrainy zatrudniani byli przez podwykonawców. O współpracy z firmą miał się również wypowiedzieć zaproszony na konferencję Krzysztof Bąk, prezes Meat-Pros, który współpracuje jednak z Pini Polonia od… początku grudnia 2016 r. – Jestem od trzech tygodni w Kutnie także nie mam wiele do powiedzenia – stwierdził.

Policjanci przeszukali w poniedziałek 5 grudnia 47 miejsc w całej Polsce, przy sprawie pracowało łącznie 200 funkcjonariuszy z CBŚP, policja, Straży Granicznej, Państwowej Inspekcji Pracy i Urzędu Kontroli Skarbowej. Dochodzenie trwało kilkanaście miesięcy.

CBŚ zarzuca osobom związanym z zakładem, że utworzyli ponad 30 firm w całej Polsce, a te tzw. „słupy” generowały duże ilości faktur za zatrudnienie, szkolenie, wyżywienie i zakwaterowanie pracowników dla ubojni trzody chlewnej Pini Polonia w Kutnie. Faktury służyły następnie do wykazania przez ubojnię kosztów działalności, a dzięki temu – uszczuplony został należny podatek VAT. Ogromna liczba firm miała, zdaniem śledczych, utrudnić urzędowi skarbowemu zorientowanie się w procederze, który trwał pięciu lat. Tyle samo działa na rynku zakład w Kutnie.

Policja weszła do zakładu w Kutnie w poniedziałek, gdzie zastali… ponad 900 osób, w tym niemal połowę obcokrajowców. 142 obywateli Ukrainy i 244 Polaków pracowało w zakładzie bez umów o pracę, a 5 Ukraińców nawet bez pozwolenia na pobyt w naszym kraju