Proste? Dla kogo nie, ten może się przeszkolić. Centrum Doradztwa Rolniczego Oddział w Radomiu, wychodząc naprzeciw osobom zainteresowanym prowadzeniem przetwórstwa surowców rolniczych, stworzyło ośrodek, który daje możliwość zarówno teoretycznego, jak i praktycznego szkolenia. Zaprasza  doradców i rolników po wiedzę niezbędną osobom chcącym poznać tajniki przetwórstwa na poziomie gospodarstwa i zająć się sprzedażą produktów.

Przetwórstwo jest – na pokaz

W roku 2010 w ramach zadań zleconych przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi uruchomiono Centrum Praktycznego Szkolenia w zakresie przetwórstwa na poziomie gospodarstwa. W Ekologicznym Gospodarstwie Pokazowym w Chwałowicach uruchomiono modelową linię technologiczną do produkcji mąki z ziarna pszenicy, orkiszu i żyta. Konieczny był zakup mlewnika żarnowego, separatora sitowego, systemu odpylania. Efekt? Dziewięć szkoleń dla blisko 300 osób, które poznały technologię przetwórstwa zbóż na mąkę, wymagania prawa żywnościowego, marketing produktów rolniczych. Uczestnicy szkoleń odbyli też zajęcia warsztatowe, poznając pracę urządzeń wykorzystywanych przy produkcji zbóż.

Oprócz przetwórstwa zbóż uruchomiono też modelową linię do produkcji soków z owoców i warzyw oraz zakupiono urządzenia do przetwórstwa mięsa. Znów zaproszono do udziału w szkoleniach. Zajęcia prowadzono w formie wykładów oraz warsztatów. Całe przedsięwzięcie realizowano w trzech etapach, w ramach których zorganizowano 34 szkolenia dla 1026 osób: z zakresu technologii przetwórstwa zbóż (8 szkoleń), z zakresu technologii przetwórstwa owoców i warzyw (11 szkoleń), z zakresu technologii przetwórstwa mięsa (15 szkoleń). Uczestnikami szkoleń byli doradcy wojewódzkich ośrodków doradztwa rolniczego, rolnicy, nauczyciele, uczniowie szkół rolniczych, kadra kierownictwa jednostek doradztwa rolniczego.

Ponieważ nic tak nie uczy, jak dobry przykład, wybrano się też z wizytą do Austrii i Włoch, aby zobaczyć, jak tam funkcjonuje małe przetwórstwo: młynarstwo, przetwórstwo mleka i mięsa. Uczestnicy mieli możliwość poznania systemów sprzedaży bezpośredniej, wymagań higieniczno-sanitarnych, systemów kontroli jakości produktów oraz form i działań doradztwa rolniczego na potrzeby małego przetwórstwa. W wyjeździe wzięli udział przedstawiciele Ministerstwa Rolnictwa, Głównego Inspektoratu Weterynarii, CDR, IUNG Puławy oraz rolnicy.

Skąd taki skład delegacji? Okazuje się, że państwa „starej Unii” mogą nam pokazywać to, co jeszcze do niedawna mieliśmy u siebie i likwidowaliśmy myśląc, że jesteśmy zacofani. A to nauka przede wszystkim dla teoretyków, nie praktyków. Bo to od nich głównie zależy, czy przetwórstwo zdoła się zadomowić w polskich gospodarstwach, czy zostanie tylko w tym pokazowym…

Wszystko zależy od ludzi

– Czym my się różnimy od starej „15”? Tam za jakość i bezpieczeństwo żywności odpowiada producent, a nie urzędy i inspekcje, jak u nas. Resztę można sobie dośpiewać. Byliśmy we Włoszech i w Austrii, zaprosiliśmy też do udziału w wycieczce przedstawicieli naszych inspekcji. Niektórzy od razu mówili, że u nas to nie przejdzie. Jak nasz urzędnik nie wie, co zrobić, to tłumaczy, że czegoś wymagają przepisy unijne. A to nieprawda. Kiedy włoski „sanepid” wchodzi do restauracji? Jak ludzie przewracają się na ulicy. A u nas? Zanim jeszcze restaurację się otworzy. I efekt jest taki, że w każdym miasteczku na Zachodzie jest kilka zakładów przetwórstwa, a do supermarketu po żywność chodzą tylko osoby mało wybredne.

U nas trudno sprostać urzędniczym wymaganiom

– Najtrudniej jest – paradoksalnie – zorganizować małe przetwórstwo produktów pochodzenia roślinnego – tłumaczy Janusz Lesisz, kierownik działu systemów produkcji CDR Oddział w Radomiu. – Trzeba zarejestrować działalność gospodarczą, zgłosić się do „sanepidu”, uzyskać od Powiatowej Inspekcji Sanitarnej zezwolenie na prowadzenie działalności. Tylko suszenie i kiszenie jest dopuszczalne bez spełnienia tych wymogów. Przy przetwórstwie mięsa jest łatwiej, wystarczy zgłoszenie do Powiatowej Inspekcji Weterynaryjnej. Obowiązujące u nas przepisy stanowią utrudnienie dla rozpoczynających taką działalność. Rolnik staje się ponadto płatnikiem podatku dochodowego.

Ale jeśli już ktoś zdecyduje się podjąć trud prowadzenia przetwórstwa, będzie zaskoczony możliwościami, jakie zyska: – Chcemy pokazać, że da się to zrobić. Pokazujemy, że linie produkcyjne nie są kosztowne. Możliwe są nawet linie obwoźne. Działa już linia obwoźna do produkcji soków, zlokalizowana na jeżdżącej platformie. Wiem też o pracujących trzech małych liniach do wyrobu soku przez producenta. I sok od nich to 100-procentowy sok, a nie rozwodniony koncentrat – przekonuje Janusz Lesisz. Koszt nie jest wcale odstraszający czy decydujący: – Linia do produkcji soków, na jakiej prowadzimy szkolenia, kosztowała 120 tys. zł. Nabyliśmy ją w promocji, teraz taka linia to wydatek 70 tys. euro. Jeden z rolników-sadowników, który brał udział w naszym szkoleniu, podsumował to krótko: „To ja droższym samochodem przyjechałem”. Prawdziwą barierę w rozwoju przetwórstwa na poziomie gospodarstwa stanowi prawo, administracyjne płoty. Nie wszystkie inspekcje powiatowe są równie rozsądne, co nasze, radomskie. U nas działa kilkanaście „masarenek”, ale są w kraju regiony, gdzie nie można się z tym przebić. Wszystko zależy od ludzi.

Niech się nie marnuje!

Czy jest o co walczyć? Jeśli wziąć pod uwagę możliwość zwiększenia dochodów, jakie daje małe przetwórstwo, trzeba odpowiedzieć twierdząco. Gospodarstwa mogą uczestniczyć w krajowym, lokalnym i regionalnym rynku żywnościowym, kierując do sprzedaży większe lub mniejsze partie towarów. Masowa produkcja nie jest najlepsza, nie powinna być jedyna na rynku. Rolnik może zarabiać, a nie tylko pozwalać zarabiać innym.

– Przetwórstwo na poziomie producenta pozwala zatrzymać rolnikowi marżę przetwórcy i hurtownika. Teraz rolnik wytwarza surowiec i przekazuje go dalej. W supermarkecie 30% w cenie stanowi surowiec. Tak jest w produktach nieprzetworzonych, mąkach, kaszach. W tych wyżej przetworzonych  surowiec to zaledwie 10-15% ceny – zachęca Janusz Lesisz.

I dodaje, że linie pokazowe też zaczynają produkcję na sprzedaż:

– Dziś pieczywo orkiszowe robimy albo z mąki sprowadzanej z innych krajów, albo tak naprawdę tylko z symbolicznym udziałem tej mąki. W celach szkoleniowych przygotowaliśmy linię wytwarzającą mąką orkiszową, prawdziwą mąkę. Dlaczego mamy jej nie sprzedawać? Chcemy pokazać, że można przebić się z takim produktem na rynek. Zdobywamy ostatnie pieczątki do tego potrzebne. To taki nasz produkt uboczny szkoleń. Dlaczego ma się to marnować?

Nie powinna się przede wszystkim marnować praca rolnika. Powinien mieć możliwość czerpania z niej wszelkich korzyści. Przetwórstwo w gospodarstwie daje szansę zyskania niemałego źródła dochodu. Żywność z gospodarstwa musi jednak być konkurencyjna co do ceny, jakości, walorów smakowych, wyglądu i przygotowania do sprzedaży. Chętnych do nauki zaprasza Janusz Lesisz:

- Odbyliśmy dotychczas dwie tury szkoleń, szykujemy się do kolejnej. Zainteresowanie jest duże. Mamy już awizowany udział dwóch grup z opolskiego. Chcemy rozszerzyć ofertę tak, żeby nie było to tylko informowanie „na sucho", ale żeby każdy mógł sam przekonać się, że to naprawdę można zrobić.