Autor: farmer.pl

Opis: To politycy zaburzają wymianę argumnetów na temat roślin GMO -mówi Green

Autor: farmer.pl

Opis: Chcemy być konkurencyjni i zarabiać na naszej produkcji - mówi Kummer

Biotechnologia zaczęła być stosowana w rolnictwie w USA w 1996 r. Najpierw powoli, ale potem coraz szybciej zdobywała zaufanie farmerów na całym świecie.

Dziś na całym świecie miliony hektarów pól uprawnych jest obsiewanych roślinami GMO. Tylko w samych Stanach Zjednoczonych niewielki odsetek uprawy soi stanowi produkcja roślin konwencjonalnych, która trafia na japoński rynek. Większość, czyli 92 proc. produkcji soi stanowią odmiany GMO.

Vanessa Kummer odpowiadała w Polsce na spotkaniu nie tylko z rolnikami dlaczego amerykańscy farmerzy postawili na uprawy roślin zmienionych biotechnologicznie?

Amerykańska rolniczka wskazywała przede wszystkim na ekonomikę produkcji. Wprowadzamy do uprawy te odmiany, które pozwalają nam na podniesienie konkurencyjności w produkcji rolniczej – powiedziała Kummer. Uprawy soi GMO daje oszczędności rzędu blisko 90 dolarów na hektarze w porównaniu do uprawy konwencjonalnej soi, niezmienionej genetycznie – mówiła.

Uprawa roślin GMO nie wyklucza prowadzenia zrównoważonego rolnictwa.  W USA prowadzimy uprawy uproszczone z ograniczoną orką, zostawiamy duże resztek pożniwnych na polach i w ten sposób dbamy o kondycję gleby – powiedziała Kummer. Redukujemy wprowadzanie do atmosfery dwutlenku węgla, a stosowane przez nas środki ochrony roślin, dzięki uprawom GMO, są precyzyjne, przez co nie trujemy środowiska – dodała.

W USA standardem jest uprawa kukurydzy GMO odpornej na omacnicę prosowiankę oraz buraków odpornych na herbicyd zawierający glifosat.

Podczas uprawy buraków GMO spadają trzykrotnie koszty ich uprawy. Ciągnik tylko dwa – trzy razy wyjeżdża w pole, żeby dokonać zabiegów ochrony roślin – powiedziała Kummer – podczas gdy w uprawie konwencjonalnej przejazdów traktorem na polu jest dziesięć – jedenaście.

Amerykańscy farmerzy dobrowolnie opodatkowali się, a zbierane przez organizację sojową pieniądze przeznaczają m.in. na badania naukowe i marketing.

Wiele roślin GMO wyprodukowanych przez naukowców nie wprowadzili do uprawy, gdyż nie były one zarejestrowane w Unii Europejskiej. W 2009 r. na linii USA – Unia Europejska doszło do sporego zamieszania związanego z eksportem soi do Europy. Amerykańscy farmerzy w mocnym stanowisku wyrazili swoje niezadowolenie z tego faktu.

Nie zrezygnują z korzystania z nowych technologii, bo są bardzo praktyczni, to co działa i daje efekty będą nadal uprawiać – powiedział David Green ze Zjednoczonej Rady Sojowej.

Amerykanie mówią, że Unia Europejska jest wolniejsza w nowych rejestracjach roślin i produktów GMO niż inne kraje.

David Green wini za tę sytuację przede wszystkim polityków. System rejestracji byłby sprawny, gdyby nie polityczne interwencje – powiedział Green.

Zjednoczona Rada Sojowa, co miesiąc śledzi poziom akceptacji na świecie produktów modyfikowanych genetycznie.

Widzimy jedną prawidłowość, gdy w naukę ingerują politycy, dochodzi do zaburzenie wymiany argumentów merytorycznych dotyczących wykorzystania biotechnologii w rolnictwie – powiedział Green. Rolnicy są gotowi wprowadzać tańsze i lepsze rozwiązania – dodał.

Amerykanom ciągle zależy na sprawnym handlu soją z Europą. Przypominają słowa Mariann Fisher – Boel, unijnej komisarz ds. rolnictwa, która powiedziała: 80 proc. produkowanej soi na świecie pochodzi z upraw roślin modyfikowanych genetycznie, jeżeli nie możemy jej kupić po konkurencyjnych cenach, to zabijemy produkcję mięsa w Europie.

W Europie i na świecie soja stanowi źródła białka w paszach dla zwierząt.

Vanessa Kummer wraz z rodziną uprawia soję, kukurydzę, pszenicę i buraki cukrowe na rodzinnej farmie w stanie Dakota Północna w USA. Już siódmy rok piastuje stanowisko dyrektora Zjednoczonej Rady Sojowej. Przewodzi też zespołowi ds. inicjatyw biotechnologicznych.

David Green, jest doradcą w amerykańskiej Radzie Sojowej. Demaskował m.in. grupy politycznego nacisku w Wielskiej Brytanii. Od lat działa na rzecz biotechnologii. Jest autorem znanej książki „Zepsuci dla wyboru” w której obalał mity związane z obawami żywnościowymi w Wielkiej Brytanii.

źródło: farmer.pl