PRZEGLĄD PRASY: Spółdzielnia Mleczarska KaMos z Kamiennej Góry jest jednym z przykładów na to, że jest na co czekać. Od ponad 60 lat produkuje wyroby z mleka: śmietanę, twaróg, ser pleśniowy rokpol, ale dopiero w ostatnich latach - głównie dzięki pozyskanym dotacjom z Unii - jest w stanie mocno powalczyć na rynku - pisze Małgorzata Smolińska.

Nowe technologie i maszyny plus nowatorskie standardy produkcji dały możliwość stawienia czoła konkurencji, a szczególnie mleczarniom z rejonów nizinnych, w których tradycje tej branży są dużo starsze niż na Dolnym Śląsku. - Naszym sztandarowym produktem jest ser pleśniowy rokpol. Jesteśmy jednym z trzech producentów tego sera w Polsce. Wcześniej musieliśmy zmodernizować linię produkcyjną, udało się to między innymi dzięki pieniądzom z UE - mówi Aurelia Stelmach z dział marketingu KaMosu.

Kamiennogórscy mleczarze chwalą się, że nowa odmiana sera już zyskała uznanie konsumentów. Szlachetny bukiet goryczki przeplatany grzybowym i pikantnym posmakiem został doceniony i uhonorowany kilkoma wyróżnieniami, m.in. Złotą Mleczną Rewią 2007 na Międzynarodowych Targach Gdańskich. Firma wcześniej pozyskała dofinansowanie z przedakcesyjnego jeszcze programu SAPARD. Pieniądze poszły na budowę i wyposażenie twarożkami, na zakup urządzeń do wyposażenia i obsługi poszczególnych działów, m.in. kotła serowarskiego. Z ostatniego funduszu, Sektorowego Programu Operacyjnego 2004-2006 udało się sfinansować kupno maszyn do pakowania serów, a także system monitoringu procesów technologicznych.

Ale to bynajmniej nie koniec unijnej pomocy dla przetwórców artykułów spożywczych. Kontynuację stanowi wprowadzany właśnie Program Rozwoju Obszarów Wiejskich 2007-2013, a zwłaszcza opisane w programie działanie 1.5. - Do końca roku mają być gotowe ostateczne rozporządzenia niezbędne do ogłoszenia naboru wniosków na ten program. Na razie można zapoznać się z ogólną charakterystyką funduszu - radzi Bartłomiej Raczek, starszy specjalista w Dolnośląskim Oddziale Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Chętni muszą mieć zarejestrowaną działalność w zakresie przetwórstwa i wprowadzania do obrotu produktów rolnych. Firma ma spełniać wymogi co do wielkości (status małego lub średniego przedsiębiorstwa, nie więcej niż 750 pracowników, obrót nie wyższy niż 200 mln euro). Po przeanalizowaniu kryteriów, nadchodzi najważniejszy etap: zdefiniowanie potrzeb. Producent musi dokładnie wiedzieć, czego potrzebuje i co chce zrobić z unijnymi pieniędzmi. Bez tego ani rusz.

Wzory wniosków i załączników oraz wszelkie instrukcje będą do pobrania na stronach ARiMR i Ministerstwa Rolnictwa. O przyznaniu dofinansowania decyduje kolejność zaakceptowanych wniosków. Warto też pamiętać, że ich sprawdzanie w ARiMR trwa często dłużej niż ustawowe trzy miesiące. - Od 2003 roku praktycznie cały czas korzystamy z możliwości dofinansowania inwestycji. Jako że każdy nasz wniosek jest rozpatrywany pozytywnie, możemy pochwalić się tym, że jesteśmy firmą zarówno rozwijającą się, jak i wiarygodną - mówi Aurelia Stelmach. To jedyny na Dolnym Śląsku zakład rolno-spożywczy, który tak często sięga po unijne dotacje.

Kamiennogórska firma ma już gotowy kolejny projekt przewidziany do realizacji w przyszłym roku w ramach PROW 2007-2013, bowiem producenci, którzy już wcześniej otrzymywali dopłaty z funduszy pomocowych UE, mogą aplikować w nowym programie. Jednak w jednym roku kalendarzowym można złożyć tylko jeden wniosek na wykonanie konkretnego projektu i niedopuszczalne są próby pozyskania na niego dotacji z dwóch źródeł jednocześnie.

Po przyznaniu pomocy i podpisaniu umowy, beneficjenci najpierw wydają środki własne -po zakończonej inwestycji zostaną one zwrócone. Bartłomiej Raczek uprzedza jednak tych, którzy mają zbyt duży apetyt na unijne pieniądze. Nigdy nie było i nie będzie finansowania projektów w 100 procentach. W zależności od różnych czynników, w ramach PROW można dostać 25, 40 lub 50 procent zwrotu kosztów. Minimalne dofinansowanie, o które można się starać z działania 1.5 w ramach PROW 2007-2013, to 100 tysięcy złotych, a maksymalne -aż 20 milionów!

Źródło: Gazeta Wrocławska