Jadąc do Zarzecza, w woj. małopolskim, nietrudno o skojarzenie, że za chwilę znajdziemy się na szczycie „Szklanej Góry”. Kręte uliczki i wąziutki mostek wymuszający ruch wahadłowy – wszystko to sprawia, że dotarcie do firmy Krzysztofa Maurera jest dość karkołomne. Te niedogodności rekompensowane są jednak przez malownicze widoki, a przede wszystkim przez soki, po które ustawiają się coraz większe kolejki.

Od rolnika do biznesmena
Krzysztof Maurer o założeniu własnej firmy zaczął myśleć już w szkole średniej. Najpierw jednak postanowił zdobyć solidne wykształcenie. Po ukończeniu ogrodnictwa na Akademii Rolniczej w Krakowie powrócił do rodzinnego Zarzecza i zajął się sadownictwem. Decyzję o założeniu firmy tłoczącej sok i przyspieszył fakt, że przy wielkim urodzaju trudno było sprzedać owoce, a na ich dłuższe przechowywanie brakowało odpowiednich warunków. Należało je zatem przetworzyć. 

– Kiedy dojrzałem już do decyzji zajęcia się przetwórstwem, postanowiłem podejrzeć, jak robią to inni – opowiada. – Wybrałem się na wycieczkę do Niemiec, gdzie takie domowe przetwórstwo z powodzeniem istnieje od dawna. Stamtąd też przywiozłem pierwszą prasę do wyciskania soku z owoców, który początkowo sprzedawaliśmy w postaci surowej. Niestety, szybko musieliśmy zmodyfikować produkcję, ponieważ surowy sok krótko się przechowuje (2-3 dni), co bardzo utrudnia dystrybucję. Wprowadzenie jakichkolwiek utrwalaczy nie wchodziło jednak w grę.

Rozwiązaniem okazały się odpowiednie opakowania i pasteryzacja soków. Nie obniża to ich wartości, a znacznie wydłuża okres przechowywania.

Te zmiany umożliwiły zwiększenie produkcji, ale też wymagały dokupienia odpowiedniego sprzętu. Kolejne maszyny pan Krzysztof nabył już w kraju i to okazyjnie – od właścicieli likwidowanej w Nowym Targu winiarni. Najważniejszym zakupem okazała się prasa hydrauliczna przekładkowa wyciskająca miazgę owocową z bardzo dużą siłą zgniotu. Dzięki nowym urządzeniom część pracy została zmechanizowana. Nadal jednak ręcznie obsługiwana jest prasa, a także rozlewany sok.

Zdobywanie rynku
– Przy obecnej produkcji dalsza mechanizacja nie jest konieczna – mówi właściciel. –  W ciągu miesiąca robimy 5 tys. litrów soków pitnych – 100-procentowych, bez dodatku cukru, wody i konserwantów. Stosujemy jedynie utrwalanie termiczne. Mimo tak prostych metod sok ma roczną gwarancję. Krzysztof Maurer posiada 5 hektarów sadów jabłoni, grusz i śliw. Skupuje też od okolicznych plantatorów i zbieraczy owoce m.in. czarnej porzeczki, malin, aroni, borówki i wiśni, a także marchew. Nawet przy obecnej technologii produkcję można by zwiększyć do 40 tys. litrów miesięcznie, ale Krzysztof Maurer uznał, że najpierw musi zdobyć nowe rynki zbytu. Informacje na temat firmy widnieją na stronie internetowej. Przetwory promowane są na targach regionalnych i ogólnopolskich, zdobywają nagrody w konkursach. Soki rozdaje się też do degustacji.

– Stosujemy różne formy promocji. Mają one na celu nie tylko reklamowanie firmy, ale także przekazywanie ludziom prawdziwych informacji na temat zdrowotnych właściwości soków i różnic między tym, co proponują uczciwi producenci i tym, co można znaleźć na półkach supermarketów, a co z sokami często niewiele ma wspólnego – podkreśla pan Krzysztof.

Obecnie soki z tłoczni Maurera są odbierane przez kilku stałych hurtowników, którzy zaopatrują sklepy ze zdrową żywnością w Warszawie, Krakowie i na Śląsku. Niektóre z nich przyjmują jednak tylko żywność posiadającą certyfikat ekologiczny, dlatego Krzysztof Maurer zdecydował się na przejście przez tę dość skomplikowaną procedurę. Taki certyfikat umożliwia także uczestnictwo w największych targach ekologicznych BioFach  w Norymberdze. To ważne – Niemcy od dawna doceniają zdrową żywność, również polską, jest zatem szansa na pozyskanie sporej grupy odbiorców.

Znaczne ilości soków rozprowadzane są na miejscowym rynku, gdzie najlepszą reklamą okazała się poczta pantoflowa – rekomendacja zadowolonego klienta jest najskuteczniejszą promocją. Do Zarzecza przyjeżdżają również prywatne osoby (wśród nich sporo lekarzy), które kupują większe ilości soków dla ludzi chorych, alergicznych dzieci i osób starszych.

Nie tylko dla siebie
Obecnie w firmie oprócz pana Krzysztofa, jego żony i brata pracują na stałe trzy osoby. W sezonie zatrudnia się dodatkowo kilku pracowników. Krzysztof Maurer przekonał do swoich soków 30 okolicznych sadowników. Przywożą do niego owoce z własnych sadów i odbierają wyciśnięty z nich sok, który przeznaczają na konsumpcję dla siebie, rodziny i znajomych. Niektórzy zaczynają nawet myśleć o sprzedaży bezpośredniej. Taka współpraca to szansa na dodatkowy dochód zarówno dla firmy, jak i miejscowych rolników – w ten sposób wykorzystują oni owoce, których nie mogą sprzedać jako konsumpcyjne. – Ten pomysł podpatrzyłem w Austrii i Niemczech, gdzie świadczenie usług dla lokalnej społeczności przez domowe przetwórnie jest powszechnie przyjęte – opowiada pan Krzysztof. – Taka działalność w naszych warunkach jest ważna,  ponieważ obowiązujące w Polsce przepisy nie ułatwiają zakładania własnej działalności.

Krzysztof Maurer jest kolejnym laureatem tegorocznej edycji Konkursu SPOSÓB NA SUKCES

Źródło: "Farmer" 04/2006