• Projekt ustawy o rolnictwie ekologicznym wynika z konieczności dostosowania polskiego prawa do przepisów unijnych
  • Opozycja krytykuje projekt za brak wsparcia i wizji rozwoju polskiego rolnictwa ekologicznego
  • Największym wyzwaniem jest - według polityków- zapewnienie rynków zbytu dla polskich produktów ekologicznych

Jak referował na wstępie sekretarz stanu w resorcie rolnictwa, Rafał Romanowski, ustawa ta ma przede wszystkim charakter kompetencyjny, a więc implementuje do polskiego prawa przepisy unijne. Realizuje ona nadrzędny cel, jakim jest zapewnienie bezpieczeństwa żywności produkowanej w systemie ekologicznym, ale daje również możliwości zwiększenia wsparcia dla kwalifikowanego materiału siewnego, pozwala na przywóz środków do produkcji ekologicznej z innych krajów unijnych bez przeprowadzania kosztownych i czasochłonnych badań, oraz zmniejsza obciążenia administracyjne dla producentów, którzy podejmują i prowadzą produkcję ekologiczną.

Przedstawiony projekt zakłada także uruchomienie systemu oceny i kontroli heterogenicznego materiału rozmnożeniowego na wzór Systemu Rejestracji, Oceny i Kontroli Odmian materiału konwencjonalnego. Przewiduje też stworzenie elektronicznej bazy danych, która pozwoli sprawdzać dostępność na rynku materiału rozmnożeniowego. Dzięki niej zainteresowani będą mogli znaleźć dostawców nasion, sadzonek czy zwierząt, potrzebnych do prowadzenia produkcji w systemie ekologicznym. Powstać ma jednolita baza danych producentów i produktów ekologicznych - od 2022r. krajowa, a od 2023r. - unijna.

Jak zastrzegł Romanowski, z projektu ostatecznie usunięto mechanizm ściągania opłat od ś.o.r. wprowadzanych do obrotu handlowego, który miał zapewnić fundusze na wsparcie żywności ekologicznej dla szkół i przedszkoli. Wsparcie takie będzie jednak realizowane z innych funduszy.

Zdaniem opozycji

Według posłów opozycji, ustawa ta jedynie mechanicznie wdraża unijne rozporządzenie , ale nie zapewnia żadnego wsparcia dla rozwoju rolnictwa ekologicznego w Polsce i osiągnięcia celów, stawianych we wdrażanej strategii unijnej. Zdaniem posłanki Małgorzaty Tracz (KO), projekt zawiera szereg błędów i niedociągnięć, które skutkować mogą wręcz zahamowaniem tego rozwoju. Jak zapowiedziała parlamentarzystka, jej formacja złoży minimum 12 poprawek do przedstawionego projektu, które i tak nie wyczerpują listy zarzutów wobec projektowanej noweli.

-Brakuje w tym projekcie choćby obowiązku gromadzenia danych nt. sprzedaży produktów ekologicznych przez GUS, co dałoby w przyszłości wiedzę w kwestii popytu i podaży- wyliczała posłanka KO.-Brakuje wciąż przepisów i zasad postępowania w sytuacji zanieczyszczenia produktów i miejsc produkcji ekologicznej substancjami pochodzącymi z gospodarstw konwencjonalnych, co wciąż rodzi ogromne problemy producentów ekologicznych i te problemy będą się pogłębiały. Czynności nadzorcze w ustawie mylone są z kontrolnymi. Nie przewidziano również tzw. zielonych klauzuli dla żywności eko w zamówieniach publicznych.

Jak zauważyła wiceprzewodnicząca sejmowej komisji rolnictwa, Dorota Niedziela, w projekcie brakuje wizji rozwoju polskiego rolnictwa ekologicznego i jasno sprecyzowanych celów, które chcielibyśmy stopniowo realizować. Tymczasem mamy ogromną ilość małych gospodarstw, dla których ten system produkcji stanowiłby ogromna szansę. Niedziela zwróciła też uwagę, że w żadnym innym kraju członkowskim UE nie przewidziano tak jak u nas odpłatnych egzaminów dla inspektorów ekologicznych. Niezrozumiałym jest także przepis przewidujący możliwość kontroli producenta ekologicznego aż 5 lat po zaprzestaniu działalności.

Posłowie opozycji wnioskowali o zaprzestanie dalszego procedowania projektu i powołanie podkomisji, w której ustawa zostanie poprawiona.

Rynki zbytu dla produktów

Poseł Jarosław Sachajko (Kukiz`15) stwierdził, że prace nad projektem zajęły 2 lata i był on szeroko konsultowany. Nie ma więc sensu odkładanie go na potem w obliczu konieczności implementacji unijnych wytycznych do polskiego porządku prawnego. Poseł jednak przyznał, że jest ogromna potrzeba stworzenia w Polsce rynku dla produkowanej żywności ekologicznej.

-Potrzebne są jasne i klarowne przepisy dotyczące np. sprzedaży do szkół i obligujące instytucje publiczne do zakupów żywności ekologicznej - stwierdził Sachajko.-Najlepsza ustawa nie zmieni nic, jeśli tej żywności nie będzie gdzie sprzedać.

-Określenia wymaga, na czym polegać ma wsparcie dla rolnictwa ekologicznego - zauważył Jan Krzysztof Ardanowski (PiS). -Czy ono ma być oderwane od rynku? Jako szczęśliwy dziadek dbający o wnuki nie lekceważę potrzeby rozwoju tej niszy, ale uważam że każdy typ produkcji musi spełniać wymogi rynkowe. Utrzymywanie fikcji w postaci dużych dopłat do rolnictwa ekologicznego, aby ze środków publicznych dopłacać do ludzi, którzy chcą korzystać z żywności ekologicznej jest nielogiczne. Rynek będzie się rozwijał, jeśli produkty znajdować będą nabywców, którzy będą zdolni i skłonni zapłacić więcej za żywność wysokiej jakości.

-Jeśli przyświecać nam będzie filozofia, że rolnictwo ekologiczne jest dla dziadków, którzy chcą kupować zdrową żywność wnukom, to nie mamy żadnych szans - ripostowała Dorota Niedziela.

Tak ona, jak i inni opozycyjni posłowie podnosili argument, że preferencje dla żywności ekologicznej w przedszkolach i szkołach nie rozwiążą problemów branży. Potrzebne jest takie wsparcie, które polskie produkty ekologiczne wprowadzi do polskich sklepów, gdzie królują obecnie produkty zachodnie. Rodzima żywność ekologiczna winna być dostępna dla wszystkich konsumentów.

Poseł Mirosław Maliszewski (KP) zauważył z kolei, iż rynek żywności ekologicznej rozwija się w krajach, których obywatele dysponują grubymi portfelami, a Polska do takich nie należy. Polskie produkty ekologiczne musiałby więc znaleźć zbyt za granicami i tam konkurować z produktami, których wytwórcy są na rynku od lat.

Poseł Fryderyk Kapinos (PiS) stwierdził, że równie ważne jak tworzenie nawyków żywieniowych u dzieci, jest też wspieranie polskiego przetwórstwa. -Produkty ekologiczne świetnie się sprzedają na kiermaszach czy rożnych eventach, ale gorzej wygląda to w sieciach handlowych. Musimy wspierać przetwórnie, skoro za surowiec płacą nawet o 70% drożej, a koszt przetworzonego produktu jest dwukrotnie wyższy.

Przerwana debata

Z braku czasu dyskusja nad projektem ustawy została przerwana i wniosek opozycji o powołanie podkomisji nie trafił pod głosowanie. Wiceminister Romanowski zaapelował o dalsze procedowanie ustawy, ale jednocześnie wystąpił do posłów z propozycją podjęcia prac nad kolejna ustawą - o wsparciu dla producentów ekologicznych.

Na rozstrzygnięcie zaczekać musimy do kolejnego posiedzenia komisji rolnictwa.