Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

90 lat Farmera: Wieś ciągle zmienna

Autor:

Dodano:

Już 90 lat redakcja „Farmera” opisuje wszystko, co dzieje się na wsi i co wsi dotyczy. Piszemy o tym, co i dlaczego rośnie, czym nawozić i opryskiwać oraz kiedy to robić. Piszemy o maszynach rolniczych i zaglądamy do ich wnętrza. Jesteśmy związani z historią rolnictwa. A jaka ona była?

Gdy w 1931 r. jeszcze jako „Przysposobienie Rolnicze” zaczęliśmy się spotykać z czytelnikami, rolnictwo polskie było w ciężkim stanie. Obszarowo byliśmy dość znaczną potęgą, ale zapóźnienia cywilizacyjne sięgające jeszcze czasów rozbiorów odbijały się także na rolnictwie. Agrokultura upraw i idąca za nią w parze mechanizacja rolnictwa były zupełnie inne w Wielkopolsce, a inne w ówczesnym województwie lwowskim czy wileńskim. Między innymi dlatego od samego początku pisma naszym głównym zadaniem stała się edukacja i informacja.

Już w pierwszym wydaniu czytelnicy mogli znaleźć poważne porady praktyczne. Jedną z nich była publikacja o tym, jak wykonać samodzielny pomiar pola za pomocą cyrkla mierniczego i węgielnicy. Autor artykułu wyjaśniał przy okazji metody obliczania powierzchni oraz podstawowe zasady trygonometrii. Dziś, choć mamy do dyspozycji mapy satelitarne i pomiary GPS, to bywa, że i tak zdarzają się niejasności w areałach.

Wiele uwagi w przedwojennych wydaniach poświęcaliśmy także zwierzętom gospodarskim, ich hodowli i utrzymaniu w zdrowiu, a nawet temu, jak zbudować chlewik. Mimo że dziś wydaje się to zabawne, w latach 30. XX w. były to niezwykle cenne i poszukiwane treści. Z powodu niedostatku szerokiej opieki weterynaryjnej w ówczesnej Polsce nasze redakcyjne wskazówki były często jedynym źródłem informacji i wiedzy o hodowli zwierząt. Jak dziś, tak i wówczas nasza redakcja dbała także o porady dotyczące agrokultury. Wiele pisaliśmy o chorobach ziemniaków oraz o tym, jak walczyć z chwastami.

Szkoły rolnicze. Żonaci mają pierwszeństwo

Specjalnym zadaniem redakcji była współpraca ze szkołami rolniczymi, które w przedwojennej Polsce cieszyły się ogromnym powodzeniem wśród młodzieży. Ciekawostką jest, że szkoły nie były koedukacyjne i dzieliły się na żeńskie i męskie, a w poczet uczniów przyjmowano nie tylko młodzież. W informacji o przyjęciach do szkoły rolniczej w Zwoleniu zamieszczonej we wrześniu 1932 r. czytamy: „Do szkoły przyjmuje się młodzież męską od 17 do 35 roku życia, umiejącą dobrze czytać i pisać po polsku. Najbardziej pożądani są ci, którzy już odbyli służbę wojskową. Żonaci mają pierwszeństwo!”.

Jak czytamy dalej: „Przyjęty kandydat obowiązany jest przedstawić przy zgłoszeniu się:

- metrykę urodzenia,

- świadectwo szkolne (o ile je posiada),

- świadectwo moralności wystawione przez Urząd Gminy, Kierownictwo Szkoły Powszechnej lub poważniejszą Organizację Społeczną”.

Nauka w szkołach rolniczych dla mężczyzn trwała najczęściej trzy semestry i choć była bezpłatna, uczniowie ponosili koszty utrzymania w internacie wynoszące od 25 do 30 zł miesięcznie, przy jednorazowym wpisowym 5-10 zł. Czy to było dużo? Cena znaczka pocztowego wynosiła w 1932 r. 30 gr, a zatem koszty nauki w tych szkołach nie były niskie. Dla chcących kształcić się dalej Państwowa Szkoła Spółdzielczości Rolnej w Nałęczowie organizowała 10-miesięczne kursy na rachmistrzów, magazynierów i sklepowych. I tu koszty nauki były niemałe, bo wynosiły 50 zł miesięcznie za „utrzymanie i opranie”.

Powojenne wyzwania

Wróciliśmy na rynek tuż po wojnie. Przymusowe migracje ludności na zachód Polski i wywołany tym stan niepewności dotyczącej własności nie sprzyjał rozwojowi gospodarki rolnej. Mimo to już od pierwszych powojennych lat następował jej rozwój.

Wszystkie nowości, które pojawiały się w rolnictwie i mechanizacji, prezentowaliśmy na naszych łamach. A było o czym pisać, bo kraj rozwijał się w szalonym tempie, a wraz z nim także rolnictwo mające za zadanie wykarmić nową rozwijającą się dynamicznie Polskę.

Przede wszystkim postawiono na mechanizację rolnictwa, co wykorzystano już w pierwszych latach powojennych.

Kary nałożone na Niemcy po II wojnie przez aliantów spowodowały uwolnienie wszystkich niemieckich patentów zatwierdzonych do 1945 r. Skorzystała na tym Polska, uruchamiając montaż „naszego” pierwszego ciągnika rolniczego – Ursusa C-45 będącego kopią niemieckiego Lanz Bulldoga. Choć w momencie rozpoczęcia powojennej produkcji tego modelu w naszym kraju był on już technicznie mocno przestarzały, to dzięki prostocie konstrukcji i masowej produkcji przyjął się w rolnictwie i transporcie. Przez lata stał się on także symbolem rozwoju mechanizacji naszego rolnictwa czasów powojennych.

Kilka lat później schedę po C-45 przejęły już nowoczesne na owe czasy konstrukcje ciągników produkowanych w rozrastających się Zakładach Mechanicznych Ursus. Najpierw w postaci C-325, a w kilka lat później licencyjnego C-4011 i ich rozwojowych konstrukcji wraz z wprowadzonymi do produkcji pod koniec lat 60. ciągnikami ciężkimi serii C-385.

Czasy dobre i czasy złe

Nie były to złe czasy dla rolnictwa. Plony rosły, cena była dobra, a domy budowane na wsi wyrastały jak grzyby po deszczu. Także samego sprzętu mechanicznego przybywało: na pola wyjechały pierwsze Bizony, prasy kostkujące czy kosiarki. Nasze pismo również przeszło poważne zmiany – nabraliśmy rumieńców, stając się wysokonakładowym, kolorowym magazynem.

Czas płynął i mimo „chwilowych trudności w dostawach i zaopatrzeniu”, jak oficjalnie tłumaczono braki w sklepach, mechanizacja polskiego rolnictwa rozwijała się dość dynamicznie do połowy lat 70. Wtedy to socjalistyczna i centralnie sterowana gospodarka zaczęła odczuwać potężną zadyszkę.

Potencjał zakupionych za drogocenne dewizy na Zachodzie licencji (Massey Ferguson, Fiat, Sanyo, Grundig, Philips) nie mógł być odpowiednio wykorzystany, niejednokrotnie pozostając przez lata w fazie przedprodukcyjnej. Próby ożywienia gospodarki spaliły na panewce, zakłady produkcyjne miały „planowane przestoje”, często wyłączano prąd elektryczny. Na szczęście, rolnictwo rządziło się własnymi prawami i choć mocno wyhamowało w technicznym rozwoju, przetrwało trudne lata 80.

Więcej na ten temat przeczytacie w Farmer 4/2021.

×