Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Matka na wsi – czyli o wiejskim życiu okiem młodej, rolniczej youtuberki

Autor:

Dodano:

Stereotypy dotyczące życia na wsi, choć są wciąż żywe, to dzięki takim osobom, jak Agnieszka Kulecka – kruszeją. Kobieta, matka i rolniczka. Mieszanka wybuchowa – jak o sobie pisze. Poznajcie Matkę na wsi.

Pani Agnieszko, jest Pani bardziej rolniczką, czy gospodynią na wsi?

Dziś – nie ma się co oszukiwać - bardziej gospodynią. Mam małe dzieci – najmłodszy syn ma dopiero rok, więc większość dnia poświęcam opiece nad dziećmi. Niemniej jednak- jak tylko czas pozwala – staram się pomagać mężowi w prowadzeniu gospodarstwa, np. głównie „ogarniam” sprawy księgowe. Ale myślę, że za rok- dwa będę mogła bardziej zaangażować się w kwestie związane z uprawami czy chowem zwierząt w naszym gospodarstwie.

No to ciekawe, co to będzie za ten rok czy dwa, skoro już teraz, mimo ograniczeń związanych z sytuacją rodzinną, śledząc Pani kanał na YT czy FB widać, że rolnictwo to Pani pasja. A z tego co wiem, to chyba nie od początku tak było?

Rzeczywiście. Pochodzę ze wsi, ale praktycznie moja rodzina nie prowadziła gospodarstwa rolnego, kiedyś trochę dziadkowie. Po ślubie, jak się przeprowadziłam do męża – przyznam, byłam bardzo przerażona. Nigdy nie chciałam mieszkać na wsi. Jako młodą dziewczynę - ciągnęło mnie po prostu do miasta. Ale z czasem zaczęłam się przekonywać do takiego wiejskiego życia. Doceniać jego niezaprzeczalne uroki. Wraz z pojawieniem się dzieci, zmieniły się też moje życiowe priorytety, i teraz – wiem, że nigdy w życiu nie przeprowadziłabym się do miasta. To tutaj odnalazłam swoje miejsce na ziemi. Poza tym nie oszukujmy się, dziś wszyscy mamy samochody, dostęp do internetu – miasto z jego „atrakcjami” jest, w razie potrzeby, na wyciągnięcie ręki.

Jak to jest być Matką na wsi? Jest łatwiej czy trudniej - niż być matką w mieście? Ubiegłoroczny raport przygotowany przez Martin&Jacob wskazuje na to, że 72 proc. kobiet związanych z agrobiznesem jest zadowolonych z życia na wsi, a 92 proc. z nich nie zamierza jej opuszczać. Największa grupa usatysfakcjonowanych to kobiety młode, poniżej 30 roku życia, a w życiu na wsi najbardziej cenią spokój i bezpieczeństwo. Zgadza się Pani z wynikami tych badań?

W stu procentach. W mojej ocenie, łatwiej jest być matką na wsi. Święty spokój, dzieci mają się gdzie bawić, mają dużo atrakcji na co dzień, a że wszędzie daleko? W mieście też trzeba wozić dzieci na różne zajęcia. Także – co kto lubi. Ja swojego życia na wsi nie zamieniłabym już na żadne inne.

A skąd wziął się pomysł na taką nazwę Pani konta w mediach społecznościowych?

A jeśli chodzi o kanał Matka na wsi – do jego założenia bardzo mnie namawiał mąż (Mateusz Kulecki – Kula – przyp. redakcji). Ja się długo broniłam przed tym, bo po co? Kogo to będzie interesować? Kto to będzie oglądał? Ale w końcu zdecydowałam – ok., nagram jeden czy drugi film i zobaczymy, jak to zostanie przyjęte. Okazało się, że ludzie bardzo chcą oglądać, jak żyje się na wsi, co my tu robimy. Dlatego tak już zostało. Jak tylko czas pozwala (a także dzięki mojej babci, która pomaga mi przy dzieciach) staram się pokazywać uroki życia na wsi. I cieszę się, że są tacy, którzy chcą to oglądać.

Na dziś ponad 8 tys. osób śledzi Pani stosunkowo „świeżutki” kanał na YT, ok. 2 tys. obserwuje Panią na FB, to całkiem fajny wynik. Jak Pani sądzi, skąd bierze się takie zainteresowanie filmikami z życia na wsi?

Mówiąc szczerze, sama się nad tym czasami zastanawiam, co może być fascynującego w tym, jak pielę ogródek? I jak to jest, że ludzie mają czas na to, żeby oglądać te wszystkie filmy? I komentować, i nawet kłócić się w tych komentarzach! Ja sama, rzadko kiedy mam czas oglądać to, co publikuje mój własny mąż…. Ale cieszę się, że rośnie liczba obserwujących mój profil. Czerpię z tego dużą satysfakcję. Przyznam, że założenie mojego profilu motywowane było też tym, żeby próbować przełamać te stereotypy, jakie funkcjonują w postrzeganiu rolnika i jego pracy – czyli gumiaki i widły oraz niezbyt rozgarnięty chłopek-roztropek po 50. z brzuchem, w nieciekawym obejściu. Mój fotoblog został stworzony też z myślą o obaleniu powszechnie panującego przeświadczenia, o kobietach na wsi a szczególnie o kobietach w gospodarstwach rolnych. Pamiętam reakcję moich znajomych z miasta, jak przedstawiałam im mojego męża – to zdziwienie, to niedowierzanie: jak to rolnik? Co ty robisz dziewczyno? Sama na własnej skórze przekonałam się, że życie na wsi jest super, że praca rolnika jest – owszem, nierzadko ciężka – ale bardzo ciekawa i przynosząca dużo satysfakcji i chciałabym to pokazać innym, a zwłaszcza tym, którzy jej nie doceniają. Chcę też pokazywać, że życie na wsi może być atrakcyjne dla młodych ludzi, że pracuje się dla siebie, według własnych marzeń i celów, a nie dla kogoś pod przymusem, i że takich - jak my z mężem – czerpiących satysfakcję z życia na wsi jest więcej.

Poza uprawą ogródka, prowadzeniem fotobloga na FB oraz kanału na YT, bierze Pani udział w rywalizacji związanej z pewnym rzepaczanym projektem „Królowa plonu jest tylko jedna”, udziela Pani, wraz mężem, porad dotyczących wapnowania ścierniska… Czy można już Panią nazwać rolniczą influencerką?

Ha, ha, ha… myślę, że na tym etapie to jeszcze zbyt dużo powiedziane. Na razie jestem tylko żoną rolnika, ale fakt, coraz bardziej ciągnie mnie do spraw związanych z prowadzeniem gospodarstwa rolnego. Coraz bardziej mnie to interesuje i chcę się rolnictwa uczyć i się nim zajmować. Myślę, że to też wynika z mojego charakteru – jestem osobą, którą cały czas gdzieś nosi….

Jest Pani członkinią jakiegoś lokalnego KGW?

Z uwagi na moje małe dzieci, jeszcze nie – ale jak tylko trochę podrosną, to właśnie mam taki zamiar – zaangażować się w prace jakiegoś KGW, bo widzę, że akurat w mojej okolicy, słabo z taką działalnością, a uważam, że jest potencjał i że warto coś więcej w tym temacie podziałać. Tu też zauważam konieczność zmierzenia się ze stereotypem postrzegania KGW – mam nadzieję, że uda mi się coś zmienić w tym temacie.

Młodzi rolnicy, znani z mediów społecznościowych, widać, że się wzajemnie wspierają. Założyli nawet ostatnio Partię Twiterowych Rolników. A jak to jest z młodymi rolniczkami z YT i FB? Spotykacie się? Wspieracie?

Tak, przyjaźnimy się. Może nie jest to tak widoczne, ale na ile jest to możliwe czasowo – wymieniamy się poradami, wspieramy się za pośrednictwem różnych rolniczych grup „kobiecych”.

Dziękuję za rozmowę.

 

×