Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Kiedy żubry pójdą w szkodę

Autor:

Dodano:

Szkody wyrządzane przez zwierzynę to dla współczesnego rolnika chleb powszedni, do pewnego stopnia trzeba było nauczyć się z nimi żyć. Jak jednak pokazuje sytuacja ze wsi Skieblewo, przyroda może nas jeszcze niejednym zaskoczyć.

Na teren Suwalszczyzny żubry wróciły za sprawą projektu „Kompleksowej ochrony żubra przez Lasy Państwowe” zapoczątkowanego w 2017 r. Pierwszych 7 osobników z zagrody adaptacyjnej w Nadleśnictwie Augustów wypuszczono na wolność w kwietniu 2018 r. Reintrodukcję tego chronionego gatunku poprzedziły konsultacje i rozmowy z rolnikami służące wyjaśnieniu korzyści i zagrożeń płynących z wprowadzenia nowych sąsiadów. Zgodnie z założeniami żubry miały trzymać się lasu, gdzie zapewniano im bazę żerowę. Jednak ostatnia sroga zima szybko zweryfikowała optymizm leśników.

Od drzwi do drzwi

– W okolice wioski żubry zawitały pod koniec listopada. Najpierw widać je było na łąkach, później weszły na oziminy. Już wtedy spowodowały sporo szkód, głównie rozdeptując zasiewy w miękkiej ziemi. Kopytami rozryły więcej, niż zjadły – żali się Aleksander Sztukowski, sołtys Skieblewa. Wraz z nadejściem mrozów zwierzęta coraz bardziej zbliżały się do zabudowań, aż w końcu natrafiły na silos z kukurydzą. – Wlazły na zgromadzone tam zapasy, zerwały folię i zaczęły żerować. Gdy rolnik przegonił je ze swojego majątku, wtedy poszły do kolejnego gospodarza – opowiada dalej sołtys. Obecność ludzi żubrom nie przeszkadzała, mieszkańcy mogli tylko bezradnie podziwiać, jak zwierzęta niszczą zapasy. Zgodnie z polskim prawem bowiem do podjęcia działań wobec chronionych organizmów potrzebne jest uzyskanie zezwolenia na odstępstwa od zakazów w stosunku do gatunków objętych ochroną. Do RDOŚ w Białymstoku wnioskował o to burmistrz Lipska. Zanim jednak urzędnicza machina nabrała rozpędu, rolnicy byli zmuszeni do łamania prawa i w ciągu dnia odganiali żubry o 100-200 m. Jednak te na noc wracały na żer. Ta gra w berka trwała przez czas utrzymywania się grubej pokrywy śnieżnej w styczniu i w lutym. Żubry prawdziwie zasmakowały w kukurydzy z silosów, która zanieczyszczona odchodami stała się bezużyteczna. – Rozpaczliwie prosiliśmy o pomoc zarówno w nadleśnictwach jak i w RDOŚ, bo zniszczenia były niebotyczne. Stado w ciągu nocy potrafiło zniszczyć kilka hektarów zgromadzonej kukurydzy – żalił się sołtys, który pomimo interwencji nie widział zdecydowanej reakcji organów. Rolnicy, leśnicy, myśliwi i burmistrz byli zgodni, że zwierzęta należy przepłoszyć, ale bez decyzji urzędników wszyscy mieli związane ręce.

Obawy gospodarzy dotyczyły nie tylko zniszczeń, lecz także transferu chorób. Prof. Wanda Olech, prezes Stowarzyszenia Miłośników Żubrów, które wspiera prowadzony przez Lasy Państwowe projekt, uspokaja jednak: – Tamtejsze żubry są przebadane, więc rolnicy nie mają się o co martwić. Bardziej trzeba obawiać się, że to zadziała w drugą stronę, gdyż żubry są chętnie porażane przez wiele pasożytów.

Przełom

Na początku marca stado kręciło się jeszcze w pobliżu zabudowań. Wydanie przez RDOŚ decyzji przeciągało się w czasie. –  W pierwszym wniosku burmistrz Lipska wskazał innych wykonawców płoszenia, a następnie zdecydował się na zmianę wniosku w tym zakresie, co pociągało za sobą wydanie nowej decyzji i ponowne wypowiedzenie się wszystkich stron postępowania, a to wszystko trwa. I tak poszło to najszybciej, jak to możliwe – wyjaśnia Elwira Choińska, p.o. zastępcy regionalnego dyrektora Regionalnego Konserwatora Przyrody. Decyzja weszła w życie dopiero w połowie marca. Zgodnie z nią płoszenie żubrów będzie wykonywane na terenie całej gminy Lipsk do końca 2023 r. za pomocą metod akustycznych. Jako wykonawcę wskazano pracowników nadleśnictw Płaska i Augustów oraz myśliwych z Koła Łowieckiego „Ratusz”. Sytuacja ta obrazuje niedociągnięcia w polskim prawie ochrony przyrody, które pewnie nieraz jeszcze dadzą o sobie znać, a dotyczą też chociażby podchodzących pod zabudowania wilków – zanim urzędnicy wydadzą decyzję dotyczącą chronionego gatunku, zazwyczaj jest już za późno na ograniczenie szkód, albo problem sam się rozwiązuje. W różnym tego słowa znaczeniu...

Wanda Olech również dostrzega plątaninę przepisów. – Mamy do czynienia z bezsensem organizacyjnym. Zgoda na przepłoszenie zwierząt powinna być natychmiast otwarta dla nadleśnictw. Martwię się, cierpienie rolników z powodu projektu jest nam zupełnie niepotrzebne – mówi profesor.

Kropla w morzu potrzeb

Należy jednak oddać urzędnikom z RDOŚ, że szybko zabrali się do szacowania wyrządzonych przez żubry szkód i wypłaty odszkodowań. Jak jednak zauważa sołtys Skieblewa, to małe pocieszenie: – Dostałem pieniądze, ale miałem zmarnowane setki ton kukurydzy, której nie sposób kupić. Musiałem przez to zmieniać cały plan żywienia bydła. Martwię się też, czy w przyszłości korzystając z tego silosu, nie zarażę czymś moich zwierząt.

– Wypłaty odszkodowań wykonywaliśmy na bieżąco. Jeśli zdarzały się opóźnienia, to z winy rolnika i niedostarczenia przez niego pełnej dokumentacji. Ale to przypadki jednostkowe – odpowiada Elwira Choińska.

Na tym jednak nie koniec zmartwień rolników. Niespodziewanie, po nagłośnieniu sprawy, w mediach społecznościowych zaczęto oczerniać gospodarzy. Zdaniem internautów ich narzekania to oznaka egoizmu. W narodzie zabrakło zrozumienia dla potrzeby płoszenia żubrów. Z poszkodowanych rolnicy stali się szkodzącymi. Tymczasem oddzielenie świata ludzi od świata dzikich zwierząt jest potrzebne nie tylko nam, służy również bezpieczeństwu chronionych gatunków. – Mówią nam, że przecież żubry kiedyś tu były. Ale przecież żubry były też pod Warszawą, może więc trzeba je tam znowu wprowadzić? – pyta retorycznie sołtys, a jego rozmyślania doskonale obrazują istniejący w społeczeństwie rozłam w pojmowaniu ochrony przyrody między mieszkańcami wsi i miast.

– Boimy się komentarzy w internecie, pełnych złości i zawiści, czujemy się nimi zagrożeni. Spotykamy się z opiniami, że to nie żubry są winne, ale my – rolnicy. Jak się tym nie przejmować, jeśli jesteśmy hejtowani. To upokorzenie nas boli. Z jednej strony nasze sprawy są załatwiane opieszale, z drugiej jesteśmy atakowani w mediach – kontynuuje z ubolewaniem gospodarz. W odczuciu mieszkańców wsi Lasy Państwowe nie dopełniły obowiązków. Skoro wzięły na siebie utrzymanie tych zwierząt w lesie, to powinny zapewnić im atrakcyjną bazę żerową. – Czy zabrakło na to pieniędzy, czy zawiodła organizacja? Nie wiem. Ale faktem jest, że zwierzęta robiły nam szkody. Decyzje miały być podjęte szybko, a sprawa stała w miejscu.

Wnioski na przyszłość?

Sprawa w końcu znalazła finał, z jednej strony urzędnicy wywiązali się z obowiązku, z drugiej zaś nadchodząca wiosna sama odciągnęła żubry od zabudowań. Nadleśnictwa Augustów i Płaska chcą wyciągnąć wnioski z tej porażki. Czy jednak powiększenie bazy żerowej i zimowe dokarmianie wystarczy, by zaspokoić apetyt żubrów? W grę wchodzi jeszcze udostępnienie gospodarzom pastuchów elektrycznych. Nietrudno jednak dostrzec, że sprawa wykracza poza możliwości działania lokalnych instytucji i powinna być przedmiotem zmian w prawie. Należy się zastanowić nad tym, czy zwierzęta chronione, wchodzące w obszary zabudowane, nie powinny być odstraszane bez pozwoleń. Tylko kto miałby nad tym czuwać i skąd wziąć na ten cel fundusze? Takie wątpliwości pokazują, że w przyszłości rolnicy jeszcze nieraz spotkają się z podobnymi problemami.    

×