Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

ASF wymknął się spod kontroli

Autor:

Dodano:

Kolejne lata obecności ASF w naszym kraju sprawiają, że coraz trudniej wierzyć, że krajowa produkcja trzody chlewnej powróci do dawnej świetności.

W lutym minęło siedem lat, odkąd do granic Polski dotarł afrykański pomór świń. Początkowo wielu wydawało się, że choroba ta jest tylko lokalnym problemem i dotyczy kilku czy kilkunastu gmin położonych na wschodzie kraju, który to region nie był nigdy zagłębiem produkcji trzody. Można zaryzykować tezę, że w pierwszych latach obecność ASF w Polsce wręcz zlekceważono. Jakie były tego skutki, możemy przekonać się dziś. Po siedmiu i pół roku ASF zbiera w naszym kraju potężne żniwo. Mowa tu nie tylko o stratach bezpośrednich związanych z ogniskami choroby u świń. Te, choć bolesne, stanowią tylko wierzchołek góry lodowej. Nie ujmując oczywiście nic producentom, u których wystąpiła choroba, trzeba stwierdzić, że dużo większe i dużo bardziej długofalowe są straty dla całego sektora.

Powoli, acz konsekwentnie

Zanim przejdziemy jednak do omawiania strat, jakie od 2014 r. ASF generuje w krajowej produkcji trzody, warto przypomnieć pokrótce, jak rozwijała się epizootia. Jak wspomniano wyżej, w pierwszych dwóch latach zasięg choroby ograniczony był właściwie do obszaru kilku gmin województwa podlaskiego. W latach 2014-2015 potwierdzono odpowiednio dwa i jedno ognisko ASF w stadach świń oraz 30 i 53 ogniska ASF dzików. Przełomem (w negatywnym znaczeniu tego słowa) okazał się rok 2016, kiedy to oprócz Podlasia ASF zawitało również na północną Lubelszczyznę i wschodni kraniec województwa mazowieckiego. Później sytuacja rozwijała się już lawinowo. Do wspomnianych regionów dołączyło najpierw centralne Mazowsze, później województwo warmińsko-mazurskie, na koniec zaś Podkarpacie. W momencie, gdy sytuacja zdawała się stabilizować (a był to koniec 2019 r.), jak grom uderzyła całą branżę wiadomość o transferze choroby na zachód kraju. Szybko pomór objął zasięgiem niemal całe województwo lubuskie, a także część Wielkopolski i Dolnego Śląska oraz południowo-zachodni kraniec Pomorza Zachodniego. Kolejnym ciosem dla krajowej produkcji wieprzowiny były wydarzenia z czerwca i lipca bieżącego roku, kiedy to ASF uderzył w dwa duże zagłębia produkcji trzody w Polsce – powiat piotrkowski i żuromiński.

Sytuacją w całej Europie wstrząsnęły też ogniska ASF u dzików w innych krajach Europy. Sygnałem ostrzegawczym było wystąpienie ASF w Belgii w 2018 r. Fakt ten odbił się wprawdzie negatywnie na kondycji rynku, Belgom jednak stosunkowo szybko udało się opanować pomór. Niestety, nie da się tego powiedzieć o jednym z głównych graczy na europejskim rynku, jakim są Niemcy. Niedawno minął rok od momentu wystąpienia pierwszego ogniska ASF dzików w tym kraju. Na koniec sierpnia liczba ognisk ASF dzików, jakie potwierdzono w Niemczech, wynosiła 1466, co oznacza, że Niemcy były trzecim krajem UE pod względem występowania pomoru dzików.

Gwóźdź do trumny produkcji trzody

Straty generowane przez ASF rozpatrywać należy na wielu poziomach. Oczywiście, pierwsze, co rzuca się w oczy, to zwierzęta padające wskutek choroby lub poddawane eutanazji podczas likwidacji ognisk choroby. A liczby mówią same za siebie. W 2018 r. w efekcie powyższych zjawisk straty wyniosły ok. 24 tys. świń. Już rok później w następstwie likwidacji ognisk straty wyniosły ponad 35 tys. zwierząt. Rekordowy jak do tej pory był rok 2020, kiedy to padło lub zostało ubite niemal 57 tys. świń. W połowie września straty związane z ogniskami występującymi w 2021 r. wynosiły ok. 36 tys. zwierząt, zbliżone były zatem do poziomu sprzed dwóch lat. Niestety, rok się jeszcze nie skończył i śmiemy twierdzić, że w momencie, gdy czytacie Państwo te słowa, są one już wyraźnie wyższe. Dla pełnego obrazu sytuacji należałoby doliczyć zwierzęta ubite w wyniku tzw. ubojów prewencyjnych, które od tego roku ma prawo zarządzić powiatowy lekarz weterynarii w stadach znajdujących się w promieniu kilometra od ogniska choroby. Nie mamy na ten moment pełnego obrazu skali strat związanych z ubojem prewencyjnym, w połowie sierpnia było to ok. 5,5 tys. sztuk. W związku z dynamicznym rozwojem epizootii należy się spodziewać, że liczba ubitych świń jest obecnie wyraźnie wyższa.

Jednak tak jak napisano we wstępie, bezpośrednie straty związane z likwidacją ognisk to jedynie wierzchołek góry lodowej. Należałoby się zastanowić, jakie straty wywołał ASF dla całej krajowej produkcji trzody: ile rynków eksportowych utracił nasz kraj wskutek choroby, ile wieprzowiny, którą moglibyśmy z zyskiem sprzedać za granicę, nie mogło wyjechać z Polski? Ilu rolników jeszcze kilka lat temu entuzjastycznie nastawionych do rozwoju swoich gospodarstw zdecydowało się zlikwidować produkcję trzody? O ile wzrosło uzależnienie krajowej gospodarki od wieprzowiny pochodzącej z innych rynków? Wreszcie do ilu ludzkich tragedii przyczynił się afrykański pomór szalejącyw naszym kraju? Tak naprawdę trudno jest oszacować całkowite straty związane z występowaniem ASF, są zresztą aspekty, których nie da się w żaden sposób przeliczyć na pieniądze.

Bez perspektyw

Winnych aktualnej sytuacji można byłoby wymieniać wielu. W pierwszej kolejności należy tu jednak powiedzieć o braku pomysłu kolejnych ekip rządzących na opanowanie problemu. A może nie tyle pomysłu, bo ten był – mowa tu konkretnie o intensywnym odstrzale dzików. Kolejnym rządom brakło jednak odwagi cywilnej, by stanąć w kontrze do dużej grupy społeczeństwa, która z powodu niewiedzy i zaślepienia zieloną ideologią nie chciała dać przyzwolenia na być może brutalne, ale niezbędne rozwiązanie, jakim jest przynajmniej częściowa depopulacja dzików.

Niedawno jak bumerang powrócił pomysł budowy płotu na wschodniej granicy kraju, co miało naturalnie związek z migrantami koczującymi na polsko-białoruskiej granicy. Niejako przy okazji rozwiązanie to ma szansę powstrzymać transfer chorych dzików ze wschodu. Niestety, jest to już przysłowiowa musztarda po obiedzie, bo co da odcięcie dopływu kolejnych chorych zwierząt w sytuacji, gdy nasz kraj jest już ogromnym rezerwuarem choroby? Pomysł ten miałby szansę zatrzymać ASF, ale tylko wtedy, gdyby był wdrożony już w 2014 r. Niestety, w tamtym czasie nikt nie brał pod uwagę takiej ewentualności, czego efekty właśnie obserwujemy.

Najgorszy jest jednak nie tyle stan obecny, co absolutny brak perspektyw na opanowanie sytuacji. Śmiemy twierdzić, że jakiekolwiek działania nie zostałyby podjęte przez władzę, będą to działania spóźnione. Przy aktualnym przebiegu sytuacji jedyne, co można zrobić, to uchronić (coraz mniej zresztą liczne) terytoria wolne od choroby przed zakażeniem. Patrząc jednak na to, jak kolejne ekipy radzą (a właściwie totalnie nie radzą) sobie z ASF, trudno być w tej materii optymistą. A nam zostanie jedynie informować o kolejnych stadach zakażonych pomorem, o kolejnych obszarach włączonych do stref ASF i kolejnych ludzkich dramatach.

Na przekór wszystkiemu zachęcamy jednak do lektury niniejszego tematu numeru, w którym postaramy się przybliżyć Państwu praktyczne aspekty bioasekuracji, czyli jedynego oręża, jaki w walce z ASF posiada rolnik. Powiemy również więcej o wpływie ASF na kondycję rynku oraz przekażemy głos producentom trzody, którzy na własnej skórze poznali, czym jest ognisko ASF lub znalezienie się w strefie.          ▪

×